6

Nowy serwis społecznościowy nie jest potrzebny? Bzdura – spójrz na Clubhouse

Na serwis społecznościowy obecnie trzeba mieć dobry pomysł (pozdrawiamy Słowo Niezależne!). Clubhouse ten pomysł ma - nie tylko pod kątem mechanizmów działania platformy, ale i jej marketingu. Dlaczego Clubhouse będzie nowym gigantem społecznościowym i dlaczego warto zainwestować w niego swoje zaangażowanie? Sprawdzamy, czym jest Clubhouse i w jaki sposób działa - również marketingowo.

Clubhouse to sieć społecznościowa, która obecnie, w mojej opinii pozwala głównie na dzielenie się wiedzą między jej uczestnikami, choć widzę tutaj sporo możliwości realizacji innych potrzeb użytkowników. W serwisie możliwe jest dołączenie do pokoju, w którym znajduje się zdefiniowana społeczność. Pokoje dotyczą konkretnych tematów – zasadniczo taki jest cel Clubhouse, aby użytkownicy serwisu dołączali do pokoi ze względu na zainteresowania. Ale… nie zdziwię się, jeżeli za chwilę dołączą do tej platformy youtuberzy i będą tam zbierali swoich fanów.

Czytaj również: Jaki jest najbardziej bezsensowny komunikator? Nie wiem, ale Facebook walczy o podium

Clubhouse – co to jest i jak działa?

W Clubhouse, jak wspomniałem wcześniej można trafić do pokoi, które jak na razie dotyczą głównie konkretnych zainteresowań. Można je podzielić na: otwarte, zamknięte oraz „społecznościowe”. Ostatni typ pokoju jest zarezerwowany dla osób, które są Twoimi obserwującymi. W przypadku pierwszego wszystko jest jasne, natomiast do zamkniętego można dołączyć tylko na zaproszenie. Nazwą pokoju jest jego „temat” (tłumaczymy z angielskiej nomenklatury: topic).

Co można robić w Clubhouse? To jest najciekawsze – istotą tego serwisu jest prowadzenie rozmów. Jakich? Głosowych – Clubhouse opiera się na tym, że uczestnicy pokoju ze sobą rozmawiają. Dołączając do pokoju możesz albo przysłuchiwać się konwersacji, albo zakomunikować, że chcesz dołączyć do niej i zabrać głos. Pokoje mogą mieć swoje regulaminy (lub nie), które można zdefiniować w trakcie ich tworzenia.

Brzmi trywialnie, prawda? Tworzysz sobie pokój i zaczynasz rozmowę na konkretny temat. Rzeczywiście, założenia Clubhouse są niesamowicie proste, ale jednocześnie trzeba przyznać, że ten serwis społecznościowy ma ogromny potencjał. Dlaczego?

clubhouse

Dlaczego Clubhouse zaczyna być tak atrakcyjny?

Nie tylko dlatego, że piszą o nim media. To połączenie dwóch rzeczy – świetnego pomysłu oraz świetnego marketingu. Ale najpierw pomówimy o tym, dlaczego Clubhouse ma świetną formułę na stworzenie czegoś nowego na rynku społecznościówek. Potem pomówimy o samym marketingu, jaki się tworzy wokół Clubhouse (ten tekst jest efektem sprawnego marketingu prowadzonego przez operatora platformy).

Wyobraźcie sobie początkujących podcasterów (tacy ludzie od podcastów, wiecie), którzy mają na razie tylko telefon, słuchawki, pomysł na siebie oraz dobry temat do rozmowy. Wystarczy, że stworzą do tego pokój i… i już mogą dotrzeć do osób, których konkretny temat interesuje. Za pomocą Clubhouse mogą dotrzeć do nowych obserwujących, szczególnie do osób, które lubią nowinki na rynku technologicznym. Dotarcie do tych osób mogłoby być trudne na Twitterze, Facebooku czy Twitterze lub nawet nieosiągalne bez przepalenia odrobiny budżetu na promocję. Clubhouse może stać się świetnym sposobem na rozwój dla takich właśnie osób.

Wyobraźcie sobie wielu naprawdę mądrych, mających rozległą wiedzę ludzi, którzy nie robili dotąd podcastów, jednak mający potrzebę „wygadania się” i zainteresowania sobą oraz swoim „konikiem” innych. Dajmy na to – Maciek jest mistrzem hodowli jedwabników, jednak nie ma przygotowania ani jako podcaster, ani jako youtuber. Maciek jednak może mówić o jedwabnikach godzinami: za pomocą Clubhouse może zrealizować swoją potrzebę, ośmielić się i dotrzeć do innych zainteresowanych tymi owadami. Przy okazji, inni hodowcy jedwabników mogą z nim pokonwersować. Nie dość, że Maciek znajdzie swoich potencjalnych odbiorców, to w dodatku nawiąże z nimi bezpośredni kontakt. Zbuduje relację. Co buduje relacje lepiej, niż możliwość bezpośredniej rozmowy z twórcą? Właśnie dlatego na Antywebie dzieje się tak dużo: nasi Czytelnicy mają sporo do powiedzenia i chwała im za to. Bez tworzonych przez nich treści (komentarzy), Antyweb byłby smutnym, bezkształtnym miejscem.

Czytaj również: Netflix pokazuje Europę po apokalipsie. Zwiastun serialu „Plemiona Europy”

Wyobraźcie sobie wszystkich tych twórców, którzy mają na siebie pomysł, ale dla nich bariera wejścia w podcasty czy filmy na YouTube jest już za wysoka. Mogą oni zacząć na Clubhouse, jeżeli ta platforma przekroczy pewną masę krytyczną i będzie możliwość monetyzowania swojej obecności tam w jakikolwiek sposób, te osoby mogą zacząć robić inne rzeczy – gdziekolwiek indziej. Ale nie oznacza to, że Clubhouse porzucą, bo…

Clubhouse jest świetny do budowania relacji.

Mówiłem o youtuberach, którzy będą mogli utrzymywać kontakt ze swoimi fanami. Wystarczy, że będzie chciał z nimi obgadać konkretny temat, a w przyszłości, w przypadku „zmodernizowania” modelu biznesowego Clubhouse, możliwe będzie zabranie głosu jedynie przez wspierających (bo dlaczego nie?). Ale nie tylko. Wyobraźcie sobie celebrytów, którzy będą mogli porozmawiać ze swoimi fanami na przeróżne tematy. Rozpościeram przed Wami może i odrobinę kontrowersyjną, ale w mojej opinii, prawdopodobną wizję rozwoju Clubhouse’a, jeżeli trafi on do mainstreamu.

Ale powiedzmy też o światowych sławach, naukowcach, ekspertach, którzy serio mają coś do powiedzenia i będą chcieli zaprosić do dyskusji swoich obserwatorów. Zbierzmy do tego sławy przeróżnych dziedzin, w których liczy się to, co kto ma do powiedzenia na podstawie swojej wiedzy i wychodzi nam z tego całkiem ciekawa platforma do utrzymywania zaangażowania. Ale Clubhouse może wykorzystać również każdy inny człowiek. Tutaj liczy się głównie inwencja.

clubhouse

Co z tym marketingiem samego Clubhouse?

Warto podkreślić, że do Clubhouse nie dołączycie sobie z marszu. Trzeba mieć zaproszenie. Pamiętacie Gmaila? Jednym z powodów, dla którego Gmail szybko zdobył sporą rzeszę użytkowników na samym początku było to, że wydano go właśnie w modelu uwzględniającym regułę niedostępności. Jeżeli coś jest niedostępne, staje się z miejsca bardziej pożądane. Dodatkowo, Clubhouse jest dostępny tylko dla urządzeń na platformie iOS – to jeszcze bardziej zawęża krąg użytkowników i zapewne daje operatorowi platformy czas na stworzenie programu dla Androida. W tym momencie Clubhouse jest już warty około 1 mld dolarów – mimo tego, że w dalszym ciągu nie można mówić o „hicie” – bo przecież nie jest tak, że nagle wszyscy korzystają z tej platformy.

Ze względu na fakt tej niedostępności, o Clubhouse tym chętniej piszą media. Biorąc pod uwagę duży szum oraz wysokie zainteresowanie serwisem – nic dziwnego, że pojawiają się wzmianki w kolejnych miejscach. W mojej skromnej opinii, Clubhouse proponuje coś nowego (choć nie odkrywczego: coś podobnego mamy na Messengerze, Telegramie…), co zostało ubrane w szaty platformy społecznościowej. Nie jest to na pewno odgrzewany kotlet, ale można powiedzieć, że to trochę jak porównywanie pizzy do calzone. To samo, ale trochę inaczej.

Clubhouse należy obserwować, a już na pewno warto tam być jako jeden z pierwszych – bo dlaczego nie? Próg wejścia w ten serwis jest bardzo, bardzo niski, a korzyści, które mogą nam przejść koło nosa z powodu absencji tam – mogą być wysokie. Wygląda na to, że mamy nowy, ciekawy serwis społecznościowy, do którego warto już na samym początku przywyknąć. Co więcej, jest ogromna szansa na to, że znajdziemy w nim sporo przydatnych treści. Oby tylko nie zostały one przykryte szlamem, jaki oferują nam nierzadko inne platformy.