13

„Chiński świt” w świecie smartfonów to już upalne popołudnie. Chińczycy zaszaleli

5 lat temu po raz pierwszy użyłem sformułowania "chiński świt", będąc absolutnie przekonanym o tym, że w ciągu najbliższych lat młode jeszcze wtedy marki takie jak Huawei, Xiaomi, OnePlus i inni zdobędą szczególne miejsca w sercach użytkowników smartfonów. Mamy rok 2020 i... bardzo często, gdy ktoś szuka nowego, dobrego i niekoniecznie drogiego smartfona - poleca się "Chińczyka". Chińczyk nie jest już gorszy z urzędu - bez wstydu konkuruje z najlepszymi.

Kiedy na rynek miał wyjść Huawei P9, tak skomentowałem jego (rychłą wtedy) premierę:

Jeśli miałbym powiedzieć coś wiążącego na temat Huawei P9, to na pewno to, że Chiny absolutnie nie mają się czego wstydzić przed resztą stawki. Huawei kreuje siebie jako innowatora, solidnego producenta i potrzebny powiew świeżości na rynku.

Źródło: Huawei P9 to uwieńczenie tego, co nazywam „chińskim świtem” – Antyweb

Nie był to jednak jedyny tekst, w którym wspomniałem o tym, że Chińczycy mogą sporo namieszać na rynku smartfonowym. Ba, robiłem to właściwie przy każdej możliwej okazji – gdy tylko miałem na tapecie temat związany z chińskimi produktami – przypominałem o tym, jak duży potencjał drzemie wśród tych szczególnych marek, producentów.

Podejście całkiem niegłupie – Google zamierza wykorzystać potencjał, jaki drzemie w chińskich markach, a przy okazji zaoferuje urządzenie w dalszym ciągu wydajne, ale i przy okazji zauważalnie tańsze. Dwie wersje Nexusów, o ile zostaną odpowiednio osadzone w segmentach cenowych pod względem ich możliwości mogą stać się prawdziwym hitem – zwłaszcza, że na takie modele Nexusów jest zapotrzebowanie. Kwestia najnowszego urządzenia tej marki dobitnie pokazała, że użytkownicy jednak chcą mieć wybór.

Źródło: Tak może wyglądać świt Chińczyków – Nexus od Huawei z Kirinem

Huawei obecnie sporo stracił na znaczeniu tylko dlatego, że doszło do brutalnej wojny handlowej między USA a Chinami. Ostatecznie, wygranego… nie ma. Nie udało mi się rozstrzygnąć tego starcia. Okazało się, że Huawei jak najbardziej może żyć bez Google (ale to mimo wszystko trudne życie), natomiast Google też może się obejść bez Huawei. Czy ktoś bardzo mocno stracił? No, może bilans strat jest odrobinę na niekorzyść Huawei właśnie, który musiał dopiąć własny ekosystem usług i… wygląda na to, że to mu się udaje. Widać, że coraz więcej twórców aplikacji myśli o AppGallery – repozytorium należącym do Huawei. Czyżby „pieniądze wyrzucone w błoto”, jak sądzili niektórzy wcześniej okazały się być całkiem niezłą inwestycją? Sami oceńcie.

Obecnie, bardzo mocnym graczem (również w Polsce), jeśli chodzi o przeważnie „tanie i dobre” smartfony jest Xiaomi, również z submarką Redmi. Od ostrej ofensywy producenta na polskim rynku wziął się żart z „Xiaomi lepsze” (głównie w odniesieniu do rzekomej wyższości względem chociażby Apple i „polskiej oszczędności”). Klient zauważył, że może mieć mniej więcej to samo, co droższy konkurent, jednak za mniejsze pieniądze. A skoro jest to dostępne w lepszych pieniądzach – dlaczego mielibyśmy za to przepłacać? Polski klient nie jest w stu procentach przekonany do flagowców (może dlatego, że większość z nich wymaga wydania całej średniej miesięcznej pensji?), chętniej obejrzy się za mocnym średniakiem. W tej kategorii Xiaomi dosłownie rządzi.

Chińczycy smartfon składany Huawei

Trzeba wziąć pod uwagę kolejny fakt: chińscy producenci wzmocnili się pod kątem technologicznym. Ich produkty to już nie wiejące tandetą zabawki, lecz poważne, porządne urządzenia mobilne – takie jak kiedyś w średniej półce umieszczali tacy giganci jak Samsung, LG czy HTC. Pół dekady temu mieliśmy, a i owszem – do czynienia z zalewem nieszczególnie pięknych, nieszczególnie udanych pod kątem designu oraz trwałości modeli z Chin. Ale teraz? Xiaomi, Huawei, OnePlus to producenci, którzy nie tylko podążają za trendami – oni próbują te trendy wyznaczać. Nie boją się eksperymentów i mocno to akcentują. Jeszcze 5 lat temu wydawałoby nam się to kompletnie niemożliwe – natomiast obecne realia wskazują jasno: Chińczycy mają nas w garści i tak szybko nas z tej garści nie wypuszczą.

Doszło nawet do tego, że Huawei i Xiaomi stały się markami, które mają w swoim portfolio… naprawdę drogie produkty. Xiaomi poradziło sobie z tym świetnie – uruchomiło submarkę Redmi, która wyraźnie odstaje ceną od „głównej” marki. W opinii nowego pokolenia obsługującego smartfony chińskie propozycje nie są już tanie – według takich ludzi istnieją w ich portfolio również produkty „premium”. Wyobrażacie sobie taką sytuację jeszcze 5 lat temu?

Spójrzmy na rozciągnięte w czasie badanie Counterpoint dotyczące udziału producentów w globalnej sprzedaży smartfonów – od 2018 roku. Sporo się zmieniło od tego czasu. Weźmy jednak pod lupę pierwszy kwartał 2020 roku. Zobaczmy, jak rozkładają się siły:

Samsung to w dalszym ciągu lider, jednak Huawei mu depcze po piętach. 1/5 całości, to przy tak pofragmentowanym rynku jakim są smartfony – można nazwać ogromnym sukcesem.

Apple – solidne 14 procent. Bierzmy jednak pod uwagę to, że Apple tworzy i urządzenia i OS i ekosystem. To ogromne przedsięwzięcie i… ogromna kasa do zarobienia. Tutaj Apple nie ma sobie równych.

Huawei – 17 procent udziału w rynku. Blisko spektakularnego wyniku Samsunga i kto wie – może w tym roku udałoby się pokonać koreańskiego giganta, gdyby nie wojna handlowa między USA, a Chinami? Pewnie by tak było.

Spójrzmy teraz na resztę producentów: na 3 miejscu znalazło się Xiaomi z 10% udziałem w rynku. Dalej mamy Oppo (8%), vivo (7%) i Realme (2%). 22 procent dzierży reszta bardzo pofragmentowanego rynku (producenci z udziałem mniejszym niż 1 procent).

Gdybyśmy zebrali do kupy wszystkich chińskich producentów (Huawei, Xiaomi + BBK Electronics Corporation – Oppo, Vivo, Realme (choć BBK ma w swoim portfolio wiele innych marek), to wychodzi nam, że Chińczycy mają w garści aż… 44 procent całości rynku smartfonowego. Wynik Samsunga przy takim „kolosie” blednie. A ile to było zaledwie dwa lata temu? Chińscy producenci w tym okresie mogli pochwalić się wynikiem na poziomie 31 procent. A nie doliczamy w obydwu przypadkach „Others”!

Chińczycy - xiaomi smartfon z Google Home i słuchawkami

Czy warto kupować „chiński smartfon”?

Posiadacze powiedzą, że tak – nie wydali dużo, a mają całkiem fajne i niedrogie urządzenia. Przeciwnicy z obozu Samsunga, LG, Apple i innych firm powiedzą, że nie, albo że nie wiedzą. Wiecie, to tak jak z różnymi orzeczeniami rabinów. To zależy. Odpowiem Wam jak ja to widzę.

Chiński smartfon nie jest czymś gorszym – to pełnoprawny uczestnik rynku smartfonowego, który przez lata dopasowywał się do potrzeb konsumentów tak dobrze, że stał się bardzo istotnym elementem technologicznego krajobrazu. To „niewidzialna ręka rynku” spowodowała, że chińscy producenci na czele z Huawei i Xiaomi otrzymali szansę mocnego wbicia się w umysły konsumentów. Doszło nawet do tego, że tacy gracze jak Huawei zaczęli: tworzyć własne ekosystemy usług, własne czipy – to dowód na to, że chiński rynek smartfonowy jest dojrzały i zaawansowany. Chińczycy nie boją się nowinek, innowacji oraz… eksperymentów. To również wiele mówi o tym, z jaką klasą przeciwnika mamy do czynienia. A jeszcze 5 lat temu wydawało się, że skoro telefon jest z Chin, to pewnie jest gorszy… takie same opinie pokutowały na temat Huawei w tym czasie.

Powiem więcej – obecność chińskich producentów na rynku smartfonowym to coś naprawdę dobrego. Im więcej jest konkurentów na danym rynku, tym szybciej się on rozwija – współzawodnictwo doprowadza do szybszego rozwoju danego sektora – szczególnie, gdy mówimy o rynku powiązanym z nowymi technologiami. Gdybyśmy nie mieli Huawei, Xiaomi, Realne, Vivo, Oppo i reszty – pewnie nie obserwowalibyśmy tak gorączkowego przerzucania się flagowcami, pomysłami na innowacje i parametrami. To, co widzimy obecnie nie stanowi jeszcze ostatecznego kształtu rynku smartfonowego – liczę na to, że kolejne dwa lata przyniosą nam jeszcze kilka większych innowacji, po których nastąpi moment stagnacji (ale nie marazmu) w kontekście nowinek. Za tanie i dobre smartfony podziękujmy jednak Chińczykom – gdyby nie oni, telefony komórkowe obecnie mogłyby kosztować… znacznie więcej.