44

2 Mpix aparat makro to największa ściema smartfonowego świata

Nieważne, czy mamy do czynienia z telefonem za 3 tysiące, czy za 300 zł. Aparat 2 Mpix do makro zawsze będzie beznadziejny.

Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach nie za bardzo jest sens recenzowania telefonów. W końcu wszystkie informacje o urządzeniu mamy podane w sieci. Snapdragon 865? Dobrze, 12  GB RAM? Super. 4 aparaty? Wyśmienicie. Ale czy na pewno? Diabeł bowiem tkwi często w szczegółach, a producenci lubią stosować sztuczki, które mają sprawić, że ich telefon w oczach użytkownika będzie bardziej wartościowy niż w rzeczywistości. I najłatwiej jest to zrobić w miejscach, w których użytkownik będzie miał sporo trudności, by bez testowania urządzenia sprawdzić, jak sprawuje się ono w rzeczywistości. Mówię tu chociażby o takich aspektach, jak jasność maksymalna ekranu (notorycznie niskie wartości w tańszych urządzeniach), zarządzanie baterią (często duże ogniwa potrafią rozładowywać się zadziwiająco szybko) czy właśnie aparaty. Tu bez zdjęć testowych użytkownik nie za bardzo wie, jakie obrazy jest dany telefon w stanie wyprodukować. Dlatego niesamowicie często spotykaną praktyką jest wrzucanie do smartfona większej liczby (bo to użytkownik widzi) słabszych aparatów, zamiast jednego, ale bardzo dobrego. To, co mnie irytuje, to szczególnie jeden z nich.

2 Mpix makro nie było, nie jest i nie będzie dobre. I kropka

Przez cały czas mojej pracy w Antywebie przetestowałem sporo telefonów i nigdy, ale to przenigdy nie zdarzyło mi się, by 2 Mpix jednostki zrobiły zdjęcie, które nadaje się do czegokolwiek innego, niż do wyrzucenia do śmieci. Jeżeli chcecie wiedzieć, jak takie zdjęcia wyglądają – proszę bardzo.

Nubia Red Magic 2:

2 Mpix aparat makro

Realme X3 SuperZoom:

2 Mpix aparat makro

Realme C3:

2 Mpix aparat makro

Nokia 8.3:

2 Mpix aparat makro

Jak widzicie – niezależnie od marki oraz półki cenowej (mamy tu urządzenia kosztujące kilkaset, jak i kilka tysięcy złotych), 2 Mpix to po prostu za mało by zrobić zdjęcie, które wygląda jakkolwiek znośnie, nie mówiąc już o jakości, która pozwalałby się taką fotografią komukolwiek pochwalić. Nie rozumiem, czemu wszyscy uważają, że montowanie takiego, nie bójmy się tego określenia, szrotu w swoich urządzeniach jest „OK”. W przypadku tańszych telefonów jest to po prostu koszt wywalony w błoto, ponieważ bez tego aparatu telefon by nie ucierpiał, a można by dodatkowo zbić jego cenę. W przypadku średniaków i flagowców – jest to po prostu nieakceptowalna jakość za te pieniądze.

Może producenci kiedyś to zrozumieją…

Ciężko mi myśleć o wrzucaniu takich aparatów do smartfonów jako o czymkolwiek innym, niż próba oszukania klienta. Szczególnie, jeżeli na pokazach i w materiałach promocyjnych prezentowane są zdjęcia makro, których ten aparat nigdy nie będzie w stanie uchwycić. 2 Mpix sprawiają, że fotografia w powiększeniu będzie się w dużej mierze składać z szumów, nieostrych krawędzi i dziwnych artefaktów. Mam nadzieję, że producenci kiedyś zrozumieją, że jego umieszczenie w smartfonie może i pozwala podnieść sprzedaż, ale też – jest kolejną cegiełką do muru nieufności na linii konsument – firma. To właśnie przez takie zagrywki świat Androida utrzymuje swoją łatkę niskiej jakości telefonów i braku przywiązania konsumentów do marki.

I szczerze? Absolutnie się nie dziwię.