9

W zabawny sposób o zagrożeniach prywatności w Google – na wideo

Wszyscy dobrze wiemy, jakie zarzuty stawiano Gmailowi – przeczesywanie wiadomości e-mail w poszukiwaniu słów kluczowych, na podstawie których dopasowywane są w dalszej kolejności reklamy. Tematu tego uczepił się między innymi Microsoft, chcąc pogrążyć swojego konkurenta. Google odparło atak stwierdzając, że przecież zarówno Hotmail, jak i Outlook robią to samo, gdyż skanują słowa kluczowe w poszukiwaniu […]

Wszyscy dobrze wiemy, jakie zarzuty stawiano Gmailowi – przeczesywanie wiadomości e-mail w poszukiwaniu słów kluczowych, na podstawie których dopasowywane są w dalszej kolejności reklamy. Tematu tego uczepił się między innymi Microsoft, chcąc pogrążyć swojego konkurenta. Google odparło atak stwierdzając, że przecież zarówno Hotmail, jak i Outlook robią to samo, gdyż skanują słowa kluczowe w poszukiwaniu SPAM-u. Nie można jednak zaprzeczyć, że baza danych Google rozszerza się w zastraszającym tempie, przy czym zapełniana jest naszymi danymi i treściami multimedialnymi. Na ten temat mówi w zabawny sposób film produkcji zespołu Comediva.

Powyższy film porusza w zabawny sposób poważne kwestie związane z prywatnością w sieci. Google rzeczywiście wchodzi w posiadanie coraz to większej ilości danych na nasz temat. Dawniej gigant mógł zgadywać, kim jest dana osoba – po ciasteczkach dopasowanych do wyników wyszukiwania i danych między innymi z Google Analytics. Teraz Google+, który zdobywa coraz większą popularność, wymaga podania prawdziwych danych. Gigant może zatem bez problemu śledzić dane osoby.

Analytics jest wykorzystywane przez dużą liczbę serwisów internetowych. Jest to spowodowane tym, że narzędzie jest naprawdę dobre, a jednocześnie darmowe. Warto jednak zauważyć, że wszechobecność tego narzędzia śledzącego poczynania internautów sprawia, że Google wchodzi w posiadanie ważnych danych osobistych. Może powiązać wyszukiwania danego użytkownika z jego słowami kluczowymi w Gmailu, a następnie stwierdzić na jakie strony wchodzi – właśnie dzięki Analytics. Z tego powodu na moim blogu wykorzystuję otwartoźródłowego Piwika, który jest zainstalowany lokalnie – na tym samym serwerze.

Zasięg Google jest coraz większy i w pewien sposób jest to przerażające. Większość użytkowników ufa tej firmie, ale czy warto ufać bezgranicznie?