8

Twitter zabiera się za konwersacje – dlaczego tak późno?

Porównywanie Facebooka i Twittera przypomina mi przyrównywanie radia do telewizji. Są to zupełnie odmienne media. Co prawda posiadają kilka cech wspólnych, ale służą do nieco innych celów i ich zastosowanie zazwyczaj różni się od siebie. Nie ma obowiązku posiadania kont na obydwu portalach, ale uważam, że w takiej sytuacji one doskonale się wtedy uzupełniają. To, […]

Porównywanie Facebooka i Twittera przypomina mi przyrównywanie radia do telewizji. Są to zupełnie odmienne media. Co prawda posiadają kilka cech wspólnych, ale służą do nieco innych celów i ich zastosowanie zazwyczaj różni się od siebie. Nie ma obowiązku posiadania kont na obydwu portalach, ale uważam, że w takiej sytuacji one doskonale się wtedy uzupełniają.

To, z czym do tej pory Twitter miał spory problem, to wygodna nawigacja po konwersacji, szczególnie gdy udział w niej bierze spora ilość osób i przewinęło się już wiele wiadomości. Wielokrotnie po prostu odechciewało mi się włączać do dyskusji, szczególnie, gdy zauważyłem ją na smartfonie – tam po prostu prześledzenie dłuższych rozmów nie jest dla mnie żadną przyjemnością. Podczas przeglądania strumienia ciężko też czasem zauważyć i wyłapać trwające dyskusje, by móc w ogóle do nich dołączyć. Być może bardziej zaprawieni ode mnie Twitterowicze radzą sobie znacznie lepiej, ale nie jestem odosobniony w powyższych spostrzeżeniach, gdyż nie raz udało mi się usłyszeć niepochlebną o tej części serwisu opinię. Jaka jest więc recepta włodarzy Twittera?

screen-shot-2013-08-28-at-12-13-55-pm

Nie chcę być złośliwy, ale po zapoznaniu się z kilkudziesięciosekundowym wideo prezentującym nowy pomysł, jak to się mówi, „ogarnięcia” tego tematu, nie byłem zachwycony. Niebieskie linie łączące tweety? Może na obazku wygląda zachęcająco, ale w praktyce jest jednak nieco gorzej. Po szybkim przejrzeniu swojego strumienia udało mi się znaleźć zaledwie kilka przypadków, gdy linie te były widoczne i zwróciły moją uwagę. Wiele konwersacji nie zostało oznaczonych, z nieznanych mi przyczyn. Niezbędne więc było samodzielne zagłębienie się w dyskusję.

Wygląda więc na to, że zmuszony będę powrócić to innych klientów Twittera, które nieco lepiej radzą sobie z tym zadaniem. Próba Twittera jest godna uwagi i całkiem możliwe jest, że komuś z Was przypadnie ona do gustu. W moim odczuciu nie jest to zbyt udane rozwiązanie problemu, który nadal pozostał niezmieniony. Rozumiem też wyzwaniem przed jakim stoi Twitter – wprowadzenie drastycznych zmian może okazać się niekoniecznie dobrym pomysłem. Nie trzeba daleko szukać – Facebook sporo ryzykował zmieniając podstawowe elementy serwisu, lecz sądzę, że na dłuższą metę były to decyzje słuszne. Kto się nie rozwija, ten nawet nie stoi w miejscu, a cofa się. Twitterze, czas wziąć się do roboty!

Grafika: TechCrunch.