10

Streaming rośnie, ale winyle czy radio niezagrożone. To piękne czasy!

Dwukrotny wzrost ilość strumieniowanych materiałów to niezwykłe osiągnięcie, a ekspansja usług streamingowych stale postępuje. Mogłoby się wydawać, że w takich okolicznościach telewizja oraz radio powinny już zostać spisane na straty i moglibyśmy rozpoczynać odliczanie do ich upadku. Analogiczna sytuacja miała dotyczyć tradycyjnych metod dostępu do muzyki. Tymczasem jeden proces nie ma aż tak dużego wpływu na drugi, jak sądziliśmy.

Zestawienie przygotowane przez firmę Nielsen podsumowuje rok 2015, który okazuje się być gigantycznym krokiem naprzód w popularyzacji i wzroście znaczenia streamingu. Nie wszystko jednak odbywa się dokładnie tak, jak byśmy się spodziewali, ponieważ w procesie tym nie odgrywają tak dużych ról najwięksi gracze, najlepiej rozpoznawalne marki rynków muzycznego oraz filmowego. Jeśli sądziliście, że to Spotify, Apple Music czy Netflix będą mogły cieszyć się największym „kawałkiem tortu”, to podobnie jak ja jesteście w błędzie. YouTube pozostaje niekwestionowanym liderem, co dobitnie ukazuje jak istotne są dwie cechy serwisu: zawartość oferty oraz darmowy dostęp.

Spoglądając na liczby chyba już nikt nie będzie miał wątpliwości, że streaming będzie tylko piął się w górę. W 2014 roku zanotowano blisko 165 miliardy strumieni, zaś dziś już wiemy, że 2015 zamknięto liczbą 317 miliardów. Ponad połowę, bo okoo 173 miliardów stanowią strumienie wideo, a sam dźwięk wygenerował 145 miliardów strumieni. Oberwały na tym sklepy cyfrowe, ponieważ sprzedaż pojedynczych utworów spadła o 12,5%, a pełnych albumów o 2,9%.

on demand music

W świetle takich rewelacji prawie każdy sądziłby, że antyczne wynalazki jak radio czy winyle nie będą już miały czego szukać na rynku. Nic bardziej mylnego – to już 10 rok z rzędu, gdy winyle poprawiają swój wynik sprzedażowy. Sprzedało ich się około 12 milionów, a dla ciekawskich dodam, że prym na tym nośniku wiodą nagrania rockowe oraz niezależne sklepy muzyczne, które wygenerowały aż 45% rezultatu. O radio również nikt nie musi się martwić – choć Spotify, Apple Music i inne usług wciąż starają się zachęcić nas do słuchania coraz to większej ilości muzyki podsuwając co rusz nowe kawałki, to jednak radio zostało wskazane przez użytkowników, jako główne źródło nowych dźwięków. Co istotne, w stosunku do zeszłego roku wynik tego badania jest wyższy o 3 procent i wynosi 61%.

Powyższe dane, choć odnoszą się do rynku amerykańskiego, potwierdzają moje obserwacje tego, jak wygląda to wszystko także u nas w Polsce. YouTube pozostaje wciąż najczęściej wybieranym wśród znajomych źródłem muzyki i wcale nie chodzi tu przecież o klipy, a o samą ścieżkę dźwiękową. Obszerny katalog, pełen pozycji niedostępnych z wielu różnych powodów nigdzie indziej, zupełny brak przeszkód w dotarciu do treści oraz błyskawiczny dostęp – tym wygrywa w tym momencie YouTube nie tylko z usługami streamingowymi, ale i serwisami z plikami mp3. Wciąż pozostają jednak „bastiony” pasjonatów, którzy sięgają po kompakty czy właśnie wspominane czarne krążki, a te przeżywają drugą młodość, intrygując niejednokrotnie dorastających użytkowników, którzy multimedia wyobrażają sobie przede wszystkim w postaci plików audio i wideo. Na świadome (przeczesywanie zasobów usług) lub pół-świadome (polecane playlisty, albumy) odkrywanie muzyki mamy niewiele czasu, a tę lukę idealnie uzupełniają stacje radiowe, serwujące nie tylko nowości, ale oferując nam pewną swobodę i niezależność.

Pokusiłbym się więc o stwierdzenie, że żyjemy w najlepszym z możliwych okresów. Miliony utworów oraz setki filmów są dostępne za jednym kliknięciem, niewielką miesieczną opłatą, a jednocześnie możemy sięgnąć po dokonania i technologie, które kształtowały rynki muzyczne czy filmowe na przestrzeni ostatnich dekad. Wygoda, jaką oferują te pierwsze jest poza zasięgiem tradycyjnych rozwiązań, lecz te drugie umożliwiają poczucie „klimatu”, którego wiele osób nadal oczekuje.