22

Brawo! Polacy wracają z medalami z mistrzostw świata w programowaniu!

Jest, jest, jest! Polacy wrócą z mistrzostw w programowaniu z medalami - Uniwersytet Warszawski zdobył krążek pokryty srebrem, Uniwersytet Wrocławski stanął na najniższym stopniu podium. Dobre miejsce wywalczyła też drużyna z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest świetnie - mamy dwie uczelnie wśród dziesięciu najlepszych drużyn globu! Wygrali Rosjanie z Petersburga.

Pobudka o świcie, szybkie śniadanie a potem… przejazd w kolumnie samochodów eskortowanych przez miejscową policję. Tak zaczął się dzień (przynajmniej dla mnie i dla kilkuset innych osób), w którym okaże się, kto zostanie mistrzem świata w programowaniu 2016. O imprezie ICPC (International Collegiate Programming Contest), czyli Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym, pisałem kilka dni temu, teraz przyszedł czas na same zawody.

Przyznam, że na miejscu wygląda to całkiem ciekawie – każda drużyna ma inny kolor koszulek, z napisów dowiadujemy się, kim są uczestnicy, którą uczelnię reprezentują. Zaraz po przyjeździe zorganizowałem sobie wycieczkę wzdłuż stołów, przy których drużyny oczekiwały na rozpoczęcie konkursu – kroczy się obok reprezentantów najlepszych uniwersytetów świata, to absolutny top. Wspominałem już jednak, że to nie MIT czy Stanford jest tu zazwyczaj faworytem. Wczoraj w tzw. kuluarach powtarzano, że największe szanse mają ekipy rosyjska i chińska (podawano konkretne uczelnie). Niektórzy stawiali też na Polaków z Uniwersytetu Warszawskiego, ich zwycięstwo z pewnością nie byłoby niespodzianką.

Sam konkurs odbywa się w sali gimnastycznej, dużej, z widownią. Ustawiono blisko 130 boksów, w których ulokowane są 3-osobowe drużyny. Wejście niczym podczas Igrzysk Olimpijskich, przypomnienie zasad i ostatnia szansa na to, by oddać elektronikę. Każdą – to może być smartfon, odtwarzacz mp3, smartwatch czy discman – nie można mieć przy sobie absolutnie nic. A jeśli w trakcie imprezy okaże się, że ktoś nie zastosował się do tej zasady, to drużyna wylatuje z hukiem. Wstyd na cały świat. Biorąc pod uwagę, że za plecami uczestników maszerują sędziowie, a z góry spoglądają na nich setki osób, istnieją raczej małe szanse, że uda się oszukać. Wizyty w toalecie też są zabronione – przez 30 minut pojawiał się komunikat, że to ostatnia szansa na wizytę w WC. Trzeba mieć przy tym na uwadze, że na rozwiązywanie zadań jest aż pięć godzin…

Przy ścianach ulokowane są balony – mnóstwo balonów. Każdy kolor reprezentuje jedno z konkursowych zadań. W tym roku owych zadań jest 13, więc i balonów mamy 13 typów. Co się z nimi dzieje? Gdy jakaś drużyna rozwiążę zadanie, odpowiadający mu balon jest przyczepiany do stanowiska konkursowiczów, którzy odhaczyli zadanie. To wzmaga rywalizację, konkurencja wie, kto i jak daleko zdołał już zajść. Oczywiście nie jest to do końca jasne, bo drużyny mogą czekać z wbiciem odpowiedzi do ostatniej chwili – tu pojawiają się już przeróżne strategie, które opracowywane są przez długie tygodnie. Przypominam, że to nie jest zabawa – ludzie podchodzą bardzo poważnie do tego konkursu. I nie wynika to z puli nagród wynoszącej 50 tysięcy dolarów. Dla uczelni to prestiż, a dla uczestników wrota do świetlanej przyszłości: zwycięzcy mogą przebierać w ofertach pracy, propozycje ma dla nich nie tylko IBM będący sponsorem i partnerem wydarzenia. No i jest się w światowej elicie…

Balony nie są jedynym systemem sygnalizacji wydarzeń. Widownia ma przed sobą dwie wielkie tablice, są też ekrany rozmieszczone w obiekcie, widzimy na nich co się aktualnie dzieje. Jesteśmy informowani o tym, kto jest na prowadzeniu, jakie zadania konkretne drużyny zdołały już rozwiązać, ile czasu im to zajęło i ile punktów karnych ewentualnie zgarnęły. Za co punkty karne? Za kolejne podejścia do tego samego zadania – im więcej nieudanych prób, tym oczywiście gorzej.

Pierwsze owacje usłyszeliśmy już po kilkunastu minutach i było naprawdę głośno, bo dokonała tego drużyna gospodarzy. I to był właściwie koniec popisów reprezentantów Tajlandii – potem rozpoczął się wyścig, w którym uczestniczyli Rosjanie, Amerykanie, Chińczycy, Japończycy i Polacy. Na tablicach ciągle coś się działo, jeśli komuś udało się rozwiązać zadanie, przesuwał się do góry. Jeśli pojawiała się pomyłka, było ryzyko spadku. W ostatniej godzinie można było zobaczyć drużyny z Wrocławia i Warszawy zajmujące miejsca premiowane srebrnym medalem. Juror, który oprowadzał mnie między stanowiskami drużyn w trakcie konkursu (z uczestnikami nie można oczywiście rozmawiać), gratulował obu zespołów. Zresztą, muszę napisać, że Polacy, polskie uniwersytety są tu naprawdę cenione – Amerykanie ciągle podkreślali, że nasz system kształcenia jest świetny, a wysokie miejsca zajmowane w przeszłości nie są (nie były) dziełem przypadku. Trochę inaczej zachowywali się Chińczycy, szczególnie jedna z dziennikarek: na każdym kroku pytała Amerykanów o „chiński fenomen”. Polega na tym, że kraj reprezentuje kilkanaście drużyn, a w amerykańskich drużynach nie brakuje studentów chińskiego pochodzenia. Dodam, że Rosjanie też mają kilkanaście drużyn przy znacznie (!) mniejszej populacji…

Pod koniec konkursu tablice nie są wyświetlane, więc nie wiadomo, jak to wygląda na ostatniej prostej. Potem podliczenie wyników i ich ogłoszenie. To była naprawdę emocjonująca część – zaczęliśmy od końca listy i na wielkich tablicach drużynom dodawano punkty za zadania, które zdołały rozwiązać w trakcie ostatniej godziny. Sytuacja na liście wyników zmieniała się bardzo często, niektórzy awansowali o kilkadziesiąt pozycji – ostatnie 60 minut wykorzystali naprawdę dobrze. W trzeciej dziesiątce sklasyfikowano Uniwersytet Jagielloński – to już jest świetny wynik. A potem wielkie podliczanie w pierwszej dziesiątce i brawa dla Polaków. Na listę z wynikami, tę pełną, musicie trochę poczekać, pewnie dodam też zdjęcia z „naszymi”. Jeszcze raz gratulację!