9

Gdy liczy się jakość. Nowoczesność w klasycznym i eleganckim wydaniu – odtwarzacz 4K Blu-Ray Pioneer UDP-LX500

Internet uprościł prawie wszystko. Dostęp do treści multimedialnych należy bez wątpienia do czołówki listy spraw, które stały się banalnie proste po tym, jak miliardy ludzi wokół globu podłączono do sieci. Książki, muzyka i filmy mogą być na twoje zawołanie, ale choć w mgnieniu oka rozpoczniesz czytanie, słuchanie lub oglądanie, to za każdym razem idziesz na kompromis.

W przypadku filmów najczęstszym punktem jest utrata jakości – choć strumieniowane z sieci treści są dostępne w 4K i wspierają technologie HDR, Dolby Vision oraz dźwięk Dolby Atmos, to by mogły one dotrzeć na ekran telewizora na żądanie w ciągu kilku sekund niezbędny jest… kompromis. Tym kompromisem jest kompresja. Można żartować sobie ze “staroświeckich” obyczajów odwiedzania sklepów, sięgania po nośniki fizyczne, a później umieszczania ich w napędzie odtwarzacza, ale jeśli chcecie postawić na jakość, to na razie nie ma innego wyjścia.

Rynek pełen jest pełen telewizorów obsługujących rozdzielczość 4K. Zakup sprzętu z niższą rozdzielczością jest wręcz utrudniony, a za rozsądne pieniądze można nabyć telewizor, który zdecydowanie będzie cieszyć nasze oko, ale by to zrobić niezbędny jest odpowiedni materiał.

Dość długo czekano z ogłoszeniem najnowszego formatu 4K Ultra HD Blu-Ray, ale od czasu pierwszych wydań aż do dzisiaj wydarzyło się tak wiele (dobrego), że chyba nikt nie będzie żałować tego zwlekania. Obawiano się, że wysokie koszty przygotowywania treści, tłoczenia płyt oraz ich dystrybucji będą skutkować nieopłacalnym podniesieniem ceny. Nieopłacalnym, bo wzrost jakości nie będzie współmierny do wzrostu jakości materiałów. Tak się jednak nie stało, choć lokalni wydawcy wciąż walczą o uznanie polskiego konsumenta. Globalnie sytuacja wygląda o niebo lepiej – na płytach 4K Ultra HD pojawiają się nie tylko nowości, ale także, a może przede wszystkim, także te mniej i bardziej starsze tytuły, wśród których nie brakuje prawdziwych klasyków. Nakręcone na taśmie filmy dekady temu można docenić dziś jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, ale nie tylko z powodu wyższej rozdzielczości obrazu, ale także obsługi formatu HDR (lub Dolby Vision) oraz jeszcze lepszego dźwięku, w tym Dolby Atmos – do nich powrócę nieco później.

Liczba filmów (i seriali) wydawanych na 4K Ultra HD Blu-Ray rośnie w błyskawicznym tempie, a osoby z którymi rozmawiam na ten temat wydają się często totalnie zaskoczone faktem, że bez problemu będą mogły obejrzeć ulubione tytuły (sprzed lat) w kompletnie nowej wersji. Telewizor najczęściej czeka już w domu, filmy są na wyciągnięcie ręki w niemalże każdym sklepie z multimediami. To, czego jeszcze będziemy potrzebować, to odpowiedni odtwarzacz. Wtedy do akcji wkracza Pioneer UDP-LX500.

Po wyjęciu z pudełka pierwsze, co mnie zaskoczyło, to rozmiary odtwarzacza. Nie ma on nic wspólnego z tymi wąskimi, smukłymi i lekkimi odtwarzaczami DVD, które gościły w zapewne milionach domów. Tym razem mamy do czynienia z prawdziwym “monstrum” w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Znajdująca się w centrum przedniego panelu wysuwana tacka wygląda dość minimalnie w zderzeniu z masywnością urządzenia. Pioneer UDP-LX500 ma ciężką, ale solidną obudowę, która prezentuje się bardzo elegancko. W żadnym wypadku nie będziecie chcieli umieścić odtwarzacza za drzwiczkami szafki – ten sprzęt powinien stać na widoku. Po uruchomieniu, wokół przycisku zasilania znajdującego się po lewej stronie zapali się niebieskie światełko dające do zrozumienia, że urządzenie jest gotowe do pracy. Wysuwamy tackę, kładziemy płytę i wsuwamy tackę z powrotem. Chwilę później na ekranie telewizora widzimy ekran powitalny z filmu.

Zanim to się wszystko wydarzy, należy odpowiednio podłączyć i skonfigurować odtwarzacz. Pioneer UDP-LX500 oferuje nam niesamowicie dużą liczbę złącz i portów znajdujących się z tyłu. Oprócz jednego z najważniejszych, od zasilania, znajdziemy tam także: 2 złącza HDMI (drugi opcjonalny, tylko do wyjścia audio), cyfrowe złącze koaksjalne, cyfrowe złącze optyczne, wyjście audio analogowe, Ethernet, szeregowe RS-232C oraz Zero Signal Terminal. Jednym słowem – czego dusza zapragnie. To wszystko w połączeniu z listą wspieranych formatów wideo i audio tworzy urządzenie gotowe posłużyć tym najbardziej wymagającym widzom-kinomaniakom. Mnie wystarczył pojedynczy port HDMI, ponieważ odtwarzacz współpracował z soundbarem obsługującym dźwięk Dolby Atmos oraz telewizorem kompatybilnym z HDR10 i Dolby Vision. Gdybym potrzebował dźwięku analogowego, odtwarzacz bez problemu poradziłby sobie z odpowiednią konwersją samodzielnie, a mnie pozostałoby jedynie podłączyć odpowiednie kolumny lub zestaw kina domowego. Minimalne menu ustawień jest banalnie proste w obsłudze i nie ma tu miejsca na pomyłkę czy błąd – wszystko można momentalnie dostosować do własnych potrzeb.

Jako źródło multimediów mogą występować płyty: 4K Ultra HD Blu-Ray, Blu-Ray oraz DVD, a także SACD i audio CD. Te gwarantujące znacznie niższą rozdzielczość niż wyjściowe 3840 na 2160 pikseli będą skalowane, więc na dużym ekranie można dojrzeć delikatny skok jakości, ale nie liczyłbym za wiele. Poza tym, z DVD skorzystamy chyba tylko wtedy, gdy dany tytuł nie doczekał się innego wydania, prawda? Wszystkie rodzaje płyt działają bez zarzutów – czasy wczytywania są krótkie (odnoszę wrażenie że o wiele krótsze od Xboxa One S), podobnie jak przewijanie i przechodzenie pomiędzy rozdziałami, z czym odtwarzacz radzi sobie znakomicie.

Bardzo ważnym elementem zestawu jest pilot dedykowany odtwarzaczowi. Muszę przyznać, że dawno nie miałem do czynienia z tak masywnym pilotem. Z jednej strony może nas drażnić jego dość duża masa (gdy już przywykliśmy do lżejszych pilotów do telewizorów) i wymiary, ale paradoksalnie osobiście uznałem to za całkiem… urocze. Wiem, jak to zabrzmiało, ale po wzięciu go do ręki wyraźnie odnosi się wrażenie, że nie ma się do czynienia z produktem byle jakim. Podobnie jak sam odtwarzacz, pilot zaprojektowano i wykonano z dbałością o detale. Mnogość funkcji jest na początku wręcz przytłaczająca, ale z czasem zaczniemy odkrywać, jak niektóre z nich mogą być istotne. Chociażby manualne sterowanie trybem HDR, dzięki czemu możemy go włączyć lub wyłączyć na zawołanie, jeśli pokazywany obraz nam nie odpowiada. Szybkie przełączanie się pomiędzy ścieżkami audio, napisami, przewijanie, zmiana trybu odtwarzania i rozdzielczości oraz wywołanie panelu z informacjami na temat materiału źródłowego, a nawet sterowanie telewizorem – to wszystko tutaj jest i wiele, wiele więcej.W prawym, dolnym rogu znajdziecie jeszcze coś ekstra. Coś, co jest naprawdę rzadko spotykane, a co jest niesamowicie przydatne. Chodzi o podświetlenie przycisków na pilocie, które można wywołać na żądanie – klawisz jest odosobniony na tyle, że nie sposób pomylić go z którymkolwiek innym.

To, co mnie odrobinę zaskoczyło, to fakt, że Pioneer postanowił wykonać odtwarzacz w starym stylu. Oznacza to, że nie znajdziemy tu żadnych dodatkowych funkcji poza obsługą wspomnianych rodzajów płyt oraz pamięci zewnętrznych USB. Żadnego Netfliksa, Spotify czy innych serwisów, co wydaje się w mojej ocenie najlepszą decyzją w dzisiejszych realiach. Takie możliwości oferują dziś smart TV każdego producenta oraz zestawy kina domowego i Pioneer, rezygnując z tego, mógł skupić się na tym, co najważniejsze.

 

Wpis powstał we współpracy z marką Pioneer.