124

Szkoda że wszyscy obwiniają Airbnb, a nie biznesmenów, którzy zepsuli stojącą za nim ideę

Myślę że Airbnb jest serwisem, którego nie trzeba tutaj nikomu przedstawiać. Platforma pozwalająca na krótkoterminowy wynajem pokoju, mieszkania czy domu stała się właściwie synonimem tego typu usług. I choć od wielu miesięcy jest chłopcem do bicia, to dziś chciałbym wystąpić w roli adwokata diabła. No, przynajmniej częściowego — bo choć z wieloma zarzutami się zgadzam, to absolutnie nie uważam, by to samo Airbnb było problemem. Ale odnoszę wrażenie że do lwiej części oskarżycieli dotarłoby to dopiero wtedy, kiedy faktycznie zabrakłoby go na rynku.

Mam wolny pokój, więc zrobię z niego użytek

Jako osoba lubiąca podróżować — korzystam z Airbnb regularnie. Jeżeli mam być szczery, ten klimat odpowiada mi znacznie bardziej niż hotelowy — i to nie tylko w kontekście finansowym. Chociażby dlatego, że… lubię mieć dostęp do kuchni i pralki. Regularnie więc korzystam z ofert w serwisie — i choć nie zawsze jest idealnie, to lwią część noclegów wspominam świetnie. Podróżując samotnie najczęściej decyduję się na wynajęcie pokoju — i to właśnie wtedy najczęściej zdarza się okazja, by poczuć klimat prawdziwego Airbnb. Ktoś ma wolny pokój — to robi z niego użytek, po co ma się kurzyć? Wilk syty i owca cała — nigdy nie zapomnę przemiłej starszej pani na Brooklynie która zadbała o to, bym w jej domostwie poczuł się jak u siebie. Scott z San Francisco okazał się zapalonym surferem, który o swoim hobby potrafił opowiadać godzinami — a przy okazji był wyluzowanym człowiekiem, pod dachem którego za kilkadziesiąt dolarów spędziłem trzy noce w jednym z najdroższych miast, do jakich kiedykolwiek dotarłem. Obecnie z ironią mówi się o tych, którzy wyjeżdżają na wakacje — więc wystawiają ofertę w serwisie. Ale prawdą jest, że kilka lat temu spędziliśmy z przyjaciółmi Boże Narodzenie w Nowym Jorku u Katariny, która na ten czas wróciła do swojej rodzinnej Serbii.

Biznes sprawił, że dawna idea poszła w zapomnienie

Były to jednak wyjątki, bo w obecnej formie Airbnb to… przede wszystkim biznes. Właściciele mieszkań z całego świata (no, przynajmniej tego, gdzie to jeszcze legalne), wystawiają oferty i krótkoterminowy wynajem okazuje się dla nich dużo lepszym biznesem, niż stali lokatorzy. Nie muszą się niczym specjalnie przejmować — bo od zarządzania mają wyspecjalizowane w temacie ekipy. Staje się to coraz większą udręką dla mieszkańców: sąsiedzi mają dość ciągłych imprez ze strony nieproszonych gości. Ceny wynajmu mieszkań są skandalicznie drogie, a wszystkie dobre lokalizacje stały się przede wszystkim miejscem turystycznym, gdzie miejscowych uświadczyć coraz trudniej. W Warszawie problem ten staje się coraz bardziej odczuwalny, ale to jeszcze nic z porównaniem do tego, co dzieje się w takiej Lizbonie. Podczas rozmowy z zaprzyjaźnioną mieszkanką stolicy Portugalii okazało się, że coraz trudniej jest cokolwiek znaleźć w mieście. Zostały mieszkania w nienajlepszym stanie, bardzo drogie albo… codzienne dojazdy z granic miasta.

I podobno za wszystko winę ponosi Airbnb. Faktycznie portal przyczynił się do popularyzacji tej formy — i ze względu na swoją pozycję stał się właśnie synonimem takiej formy wynajmu — ale nie dajmy się zwariować. Konkurujące z nim hotele postanowiły dołączyć do gry — i kilka dni temu Mariott ruszył ze swoją odpowiedzią w podobnym klimacie. A przeglądając inne popularne portale z noclegami, znaleźć można setki ogłoszeń w podobnym klimacie. To nie zawsze są całe mieszkania — to również pojedyncze pokoje, każdy z drzwiami na osobny klucz, w których można liczyć na nocleg za niewygórowaną cenę.

Pierwotna idea nijak ma się do tego, jak obecnie wygląda krajobraz Airbnb

Popularne miasta, a nawet całe państwa, zaczynają walkę z krótkoterminowym wynajmem mieszkań w formie, jakiej odbywa się to obecnie. Nie mam do nich o to pretensji, bo sytuacja z każdym rokiem się pogarsza — i czas zrobić z tym porządek. Coraz częściej jednak rozmawiając z ludźmi słyszę, jakie to Airbnb jest złe i okrutne — właściwie można by rzec, że najgorsze ze wszystkich. To rzecz, z którą kompletnie się nie zgadzam — wiadomo że kiedy pojawiła się nowa szansa zarobku, pojawili się także ludzie, którzy chętnie z niej skorzystali. Zmiany w prawie wymuszane przez współczesne technologie są znacznie szybsze niż ich następowanie — co jest dużo większym problemem, a to tylko kolejny z przykładów. Dlatego mam cichą nadzieję, że Airbnb w swojej klasycznej formie nigdy nie zniknie. To unikalne doświadczenie dużo mniej kłopotliwe niż CouchSurfing, które pozwala wszystkim głodnym świata poznawać ludzi i podróżować za znacznie mniejsze stawki, niż te hotelowe. Za to w dużo wygodniejszej formie, niż ta hostelowa. A zniknięcie usługi z rynku kompletnie nic nie zmieni — bo konkurencyjne portale są pełne takich samych ofert. Ale jako że przyczyniło się do ich popularyzacji — z jednej strony cieszy się ogromną popularnością, a z drugiej to jemu obrywa się najbardziej. Tylko czy aby na pewno powinno?