Felietony

ZTM - przez nowy system ludzie wolą bilety kartonikowe zamiast aplikacji

KR
Krzysztof Rojek
58

W momencie, w którym w wielu dziedzinach można zaobserwować galopującą cyfryzację, w ZTM rośnie popularność biletomatów. Nowy system natomiast dusi popularność biletów przez aplikację.

Ach... Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie, instytucja, która choć wiele rzeczy robi dobrze, potrafi zaliczać nieraz nie tyle spektakularne wpadki, co po prostu z uporem wartym lepszej sprawy trwać w swoich złych decyzjach. Jedną z takich jest chociażby wprowadzona w kwietniu zeszłego roku zmiana w systemie kupowania biletów. Pełen materiał dotyczący tego tematu jest tutaj, ja natomiast pozwolę sobie pokrótce streścić, o co chodzi. Otóż wcześniej wystarczyło po prostu kupić bilet w aplikacji, zatwierdzić zakup i... już. Bilet skasowany, nie trzeba się przejmować. Od kwietnia jednak bilety kupowane przez aplikację trzeba dodatkowo kasować w pojazdach, robiąc zdjęcia kodowi QR. Dlaczego jest to tak duża zmiana na minus? Cóż, zarówno moje doświadczenia, jak i wasze komentarze, utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to system po prostu irytujący, gdy w zapchanym autobusie czy tramwaju trzeba się jeszcze przeciskać, szukając kodu QR.

Dlatego też, kiedy wybieram się gdzieś zbiorkomem, najczęściej korzystam z wbudowanego w pojazd biletomatu, ponieważ po wprowadzeniu nowych reguł tak jest po prostu wygodniej. Tak, wiem, że przez to generuję dodatkowy odpad w postaci biletu, ale nic nie poradzę na to, że ZTM jest z cyfryzacją usług na bakier. Bardzo mocno czekałem też na coroczny raport spółki, który pokaże, czy takich jak ja jest więcej i czy ZTM swoimi decyzjami zniechęciło ludzi do tej formy kupowania biletów.

A i owszem. Biletomaty "rosną" szybciej niż zakupy przez aplikację

Zanim zacznę, chciałbym bardzo przeprosić, jeżeli dane, które podam, nie będą precyzyjne. Coroczne raporty ZTM charakteryzują się bowiem tym, że nie podają stałych wartości, ale bardziej - są morską opowieścią w której spółka chwali się się najbardziej imponującymi wzrostami, raz podając liczbę sprzedanych biletów, raz ich wartość, raz wzrost r/r, a czasami pomijając niektóre kategorie w ogóle. Z tego, co udało mi się jednak wyliczyć z ostatnich trzech raportów, wynikają następujące wnioski.  Jeżeli chodzi o bilety sprzedawane w aplikacji, przełomowym rokiem był 2019, kiedy to sprzedano ich 12,7 mln sztuk i miał to być wzrost o 53 proc. względem 2018 r. (raport z 2018 w ogóle nic o aplikacjach nie wspomina, więc ciężko to zweryfikować). Jako, że w tym roku sprzedano 85 mln biletów ogółem, można wyliczyć, że  przez aplikacje zakupiono około 15 proc. biletów. Jednocześnie, jak podaje ZTM, przez chociażby biletomaty mobilne (takie w pojazdach) zakupiono 13,5 mln sztuk biletów, a więc - 15,8 proc.

Rok 2020 był tym, w którym blietomaty mobilne i aplikacje szły "łeb w łeb". Te pierwsze odpowiadały za 19.4 proc. sprzedanych biletów, a przez te drugie sprzedano 10,7 mln sztuk z 58 mln ogółem, a więc - 18,4 proc.

Jak sytuacja wygląda obecnie? Jeżeli wszystko szło by zgodnie z cyfryzacyjnym trendem, aplikacje powinny dominować rynek, albo chociażby - znacznie zwiększać na nim swój udział. Otóż... tak nie jest. Jak wynika z najnowszego raportu - " W ubiegłym roku pasażerowie najchętniej kupowali bilety w stacjonarnych automatach biletowych – 33,47 proc. wszystkich sprzedawanych biletów, biletomatach mobilnych – 27,06 proc. i przez aplikacje na smartfony – 20,25 proc." Oznacza to, że dynamika wzrostu popularności aplikacji spadła (z prawie 3 proc. do poniżej 2 proc.) a biletomaty święcą triumfy.

W ciągu 12 miesięcy biletomaty mobilne odskoczyły aplikacji, zwiększyły swoją popularność prawie o 8 p. proc. i są obecnie znacznie popularniejsze niż appki. Jedyną zmianą, która została wprowadzona w tym czasie to wspomniany nowy system zakupu przez smartfony, a trzeba pamiętać, że zaczął on obowiązywać od kwietnia. Gdyby raport obejmował okres kwieceiń 2021 - kwiecień 2022, myślę, że różnica byłaby jeszcze większa. Jednocześnie - wszędzie indziej cyfryzacja ma się świetnie i zalicza znaczne wzrosty r/r. Dla porównania, w raporcie ZDM (Zarząd Dróg Miejskich) gdzie możemy sprawdzić, jak ludzie płacą za parkometry, możemy przeczytać, że "Nadal rośnie popularność płatności mobilnych. Udział opłat za postój wniesionych za pomocą aplikacji wzrósł w 2021 r. z 25 do 33%". Można? Ano można.

I ja wiem, że moje słowa w tym temacie nic a nic nie zmienią, bo ZTM ze swojego pomysłu się nie wycofa. Jeżeli więc można z tej sytuacji wyciągnąć coś pozytywnego, to przykład, w jaki sposób NIE cyfryzować swoich usług i że ma to sens tylko wtedy, gdy faktycznie ułatwia klientom życie. Jednocześnie - muszę chyba odwołać to, co powiedziałem o biletomatach. W świetle tego, jak działa aplikacja, w Warszawie stają się one coraz bardziej potrzebne.

Jeżeli mieszkacie w Warszawie, dajcie znać jakie jest wasze zdanie na temat nowego systemu i czy, tak jak ja, z powrotem przesiedliście się na biletomaty.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu