Felietony

US Navy chce oddać na żyletki trzyletnie okręty. Są gorsze od tych pękających

Krzysztof Kurdyła
7

W US Navy mamy właśnie do czynienia z kolejnym odcinkiem „sagi o okrętach LCS”. Amerykańska marynarka ma już dość ciągłych problemów technicznych z nimi i chce choć kilka oddać na „żyletki”. Na zniszczenie praktycznie nowych okrętów nie zgadza się jednak wielu polityków.

Little Crappy Ship

Program budowy okrętów Littoral Combat Ship, mających służyć do obrony amerykańskiego wybrzeża, jest chyba najbardziej katastrofalnym z wszystkich programów US Navy w historii. Nieprzypadkowo złośliwi komentatorzy rozwijają ten skrót do „Little Crappy Ship”, co można przetłumaczyć jako „mały g... statek”.

Pomimo że w jego ramach stworzono dwie całkowicie odmienne klasy okrętów, trimarana „Indepedence” oraz bardziej klasycznego „Freedom”, to nie wiadomo w sumie, która z nich jest gorsza. Trimaranom pękają kadłuby, różnego „kalibru” uszkodzenia znaleziono już na 13 okrętach, natomiast wariant „Freedom” zachowuje się tak, jak Alfa Romeo w kawałach motoryzacyjnych, ciągle się psuje.

Układy napędowe i mechanika tej ostatniej konstrukcji to jakiś ponury żart, a ciągłe awarie nie dość, że co chwilę wyłączają okręty ze służby, to ich naprawy kosztują marynarkę ogromne sumy pieniędzy. Oba okręty okazały się też porażką na poziomie samej koncepcji, raporty US Navy jednoznacznie wskazują, że nie mają szans wypełnić stawianych przed nimi zadań w warunkach nowoczesnego konfliktu (domyślnie oczywiście z Chinami).

(Nie) wolność wyboru

O ile jednak dla trimaranów dowództwo US Navy wciąż widzi jakąś rolę i planuje, pomimo problemów jakościowych, utrzymać je w linii, klasę Freedom oficjalnie uznano za zbędny balast. Dość powiedzieć, że w ramach układania budżetu na rok 2023 r. zaplanowano wycofanie ze służby aż dziewięciu LCS-ów tej klasy, wśród nich cztery, które oddano do służby zaledwie dwa lata temu.

Jeśli plan marynarki zyskałby aprobatę Kongresu, z takiego USS „St. Louis” bandera zostanie zdjęta tuż po jego 3 urodzinach. Narazie jednak wojsko napotkało opór części senatorów i członków Izby Reprezentantów. Niektórzy politycy nie mogą pogodzić się z faktem, że ktoś chce odesłać na emeryturę praktycznie nowe jednostki, na które w ostatnich latach wydano z kieszeni podatników przerażająco duże kwoty (koszt całego programu szacuje się na 60 mld dolarów).

Marynarka robi jednak co może, żeby gorącego kartofla się pozbyć. Jeden z admirałów zasugerował na przykład, żeby oddać je lub sprzedać za granicę. Jeśli mam być szczery, to tego ostatniego scenariusza boję się najbardziej. Choć oficer wspominał w tym kontekście o krajach Ameryki Południowej, to znam jedno państwo sojusznicze z Europy, które w ostatnim czasie potrafi kupić wszystko, co tylko jest dostępne od ręki...

Wróćmy jednak do US Navy, komizmu całej sytuacji dodaje fakt, że w budowie pozostają jeszcze cztery kolejne LCS-y tej samej klasy, a dwa inne weszły do służby w tym roku. Można więc z góry założyć, że nawet jeśli marynarze uzyskają w końcu zgodę polityków na pozbycie się 9 spornych jednostek, to i tak program LCS będzie się im odbijał czkawką jeszcze długie lata. Nam pozostaje liczyć na to, że nikt nie wpadnie na pomysł podsunięcia ich polskiemu MON-owi.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu