Felietony

Trasa Wrocław - Kraków, czyli dwie autostrady i dwa skrajnie różne doświadczenia

Kacper Cembrowski
41

W zeszłym tygodniu pojechałem z Wrocławia do Krakowa. Na drodze natknąłem się na dwie autostrady - i nie spodziewałem się tak skrajnych doświadczeń.

A4 od Wrocławia do Gliwic, czyli czysta przyjemność z jazdy

Trasę na tym odcinku A4 zacząłem od wjazdu Wrocław Bielany i jechałem aż do samego końca, czyli Gliwice Sośnica. Dystans 162 km, a jako, że stawka za 1 km to zaledwie 10 groszy, za cały przejazd przyszło mi zapłacić 16,20 zł. Jak na prawie 200 km, jest to naprawdę dobra cena.

Zero zarzutów względem płatności oraz przede wszystkim jej sposobu - przed odpaleniem silnika wszedłem w aplikację swojego banku i wykupiłem przejazd na już zarejestrowany pojazd - ale nawet jeśli jeszcze nie dodawaliście swojego samochodu, nie jest to żaden problem, bowiem cała procedura trwa kilka chwil. Wymage są takie informacje jak numer rejestracyjny pojazdu, jego kategoria oraz kraj rejestracji. Kilka kliknięć i po krzyku, możecie jechać - a że bilety ważne są 48 godzin od chwili zakupu, możecie to zrobić nawet wcześniej.

Źródło: Depositphotos

To przekłada się również na szybkie i sprawne przejechanie przez bramki. Nie ma mowy o wstrzymujących nas kolejkach. Zwyczajnie przejeżdżamy przez małe zwężenie i to wszystko, cała autostrada stoi przed nami otworem. Wymarzone warunki i świetna sprawa. Pomyślicie, że zdecydowanie za bardzo ekscytuję się zwykłymi rzeczami i przykładam uwagę do czegoś, co jest absolutnym standardem. Cóż... zgodzę sie z Wami. Sam nie podzielałem tego entuzjazmu przed tym, jak wjechałem na A4 na odcinku Katowice - Kraków.

Płacę i płaczę. Przy okazji też jadę - A4 na odcinku Katowice - Kraków w pigułce

Prywatni koncesjonariusze autostrad w Polsce w znacznym stopniu zawyżają opłaty za przejazd - to nie jest żadna tajemnica. Gdyby tego było mało, wszystko jest niesamowicie toporne i pomimo videotollingu, nie możemy kupić biletu wcześniej z poziomu aplikacji banku, żeby mieć to "z głowy", a kolejki przy wjeździe to całkowicie naturalna sprawa.

Płacąc z aplikacji lub korzystając z videotollingu, na bramkach wydamy 10 zł - lecz kolejne 10 przy wyjeździe. W przypadku płatności gotówką lub kartą przy pozostałych bramkach opłata ta wynosi 13 zł. Jeśli chcemy przejechać do Krakowa, zapłacimy wtedy zatem 26 zł… za drogę w jedną stronę. Jeśli tym samym odcinkiem będziemy wracać (tak jak ja to robiłem), zapłacimy 52 zł. Porównując to do wcześniejszego odcinka A4, całość wydaje się nieśmiesznym żartem - szczególnie dodając do tego czas poświęcony na bramkach. Ciężko jest więc się nie zirytować.

Źródło: Depositphotos

Należy również uwzględnić długość tego odcinka. A4 Katowice - Kraków to… 61 km. Tym samym, kilometr na tym odcinku kosztuje blisko 42 grosze - ponad czterokrotna wartość tego, co musimy zapłacić w przypadku Wrocław - Gliwice. Trasa o ponad 100 km krótsza, opłaty - prawie 10 zł większe.

Ceny z kosmosu - jakie usprawiedliwienie na to mają właściciele drogi?

Pomijając już fakt samych bramek, bo domyślam się, że czas oczekiwania zależny jest od dnia i pory przejazdu - te opłaty są zabójcze. Właściciele drogi tłumaczą swój cennik tym, że autostrady publiczne wspierane są przez państwo, całość utrzymywana jest z budżetu publicznego, więc naturalnym jest, że opłaty są niższe. W tym przypadku wszystkie finansowe ryzyka związane z rozbudową i utrzymaniem autostrady, takie jak inwestycje w jej jakość i stan są po stronie właścicieli. Zrozumiałe, ale ponad czterokrotnie większa opłata? Bez żartów.

Źródło: Depositphotos

Rzecznik Stalexport Autostrada Małopolska, właściciela tej drogi, twierdzi jednak, że gdyby urealnić koszty utrzymania autostrad zarządzanych bezpośrednio przez państwo i obłożyć je podatkami, wysokość opłat byłaby zbliżona. Państwo co prawda nie może na zarządzanych przez siebie odcinkach autostrady pobierać większych opłat, gdyż wiązałoby się to ze zwrotem dotacji Unii Europejskiej na budowę tych dróg.

Niestety, nie ma perspektyw na lepsze jutro

Co jednak jest najbardziej dołujące, to fakt, że wszystkie umowy podpisane z koncesjonariuszami przez Ministerstwo Infrastruktury z dawnych lat nie są do ruszenia. Z tego względu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie ma żadnych praw do żądania obniżenia cen - podobnie jak sami kierowcy, może wyłącznie wyrazić swoją opinię… i nic więcej.

Źródło: Depositphotos

Niesamowite jest to, jak odmienne wrażenia potrafi zapewnić jedna trasa samochodem. Właściciele jednego z najdroższych odcinków w kraju idą w zaparte, że liczenie ponad 40 groszy za 1 km jest rzeczą niezbędną, a my, jako kierowcy, nie mamy innego wyjścia, jak zaakceptować smutną rzeczywistość i ocierać łzy podczas drogi do pięknego Krakowa.

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu