Social Media

Nienawiść, dezinformacja i nawoływanie do przemocy. Moderacja TikToka jest ślepa i głucha na polityczną propagandę

Patryk Koncewicz
2

TikTok ukazuje w Kenii swoje najgorsze oblicze. Platforma jest wykorzystywana do uprawiania brudnej polityki i pogłębiania społecznych podziałów. A moderacja? Właściwie nie istnieje

To, że TikTok jest ściekiem Internetu powtarzam nie od dziś. Platforma z miesiąca na miesiąc coraz bardziej upewnia mnie w przekonaniu, że „niewinną aplikacją rozrywkową” – jak nazwa go wielu internautów – to może i był, ale lata temu. Dziś jest bezwzględnym narzędziem do wciskania scamu, promowania patologii i realizowania na masową skalę wszelkich działań propagandowych. TikTok ma niemałe problemy z moderacją, której skuteczność – jak donoszą pracownicy platformy – pozostawia wiele do życzenia. W połączeniu z agresywnymi algorytmami i stale rosnącą popularnością aplikacji prowadzi do mieszanki wybuchowej. Żniwo szkodliwych mechanizmów zbierają obywatele Kenii, gdzie TikTok stał się głównym narzędziem uprawiania brudnej polityki.

Manipulacja i nawoływanie do agresji codziennością kenijskiego TikToka

Kenia zmaga się z burzliwymi podziałami społecznymi od lat. Korupcja, nepotyzm i podziały etniczne sprawiają, że ciężko zaprowadzić tam stabilny ustrój polityczny, zapobiegający wewnętrznym konfliktom. Niemalże każdy okres wyborczy wiąże się z zamieszkami, które nierzadko kończą się śmiercią protestujących.

Źródło: Depositphotos

TikTok od 2020 roku cieszy się w Kenii niesłabnącą popularnością. W tym momencie jest najczęściej pobieraną aplikacją mobilną, czego nie omieszkali wykorzystać lokalni politycy. Dla milionów Kenijczyków TikTok jest głównym źródłem informacji i miejscem interakcji z przedstawicielami partii, którzy chętnie udostępniają tam swoje treści. Niestety bazują one na narracji budzącej skrajne emocje, jeszcze mocniej podsycając podziały społeczne.

Na destruktywny wpływ TikToka zwrócił uwagę Odanga Madung – członek organizacji non-profit „Mozilla” – przeprowadzając badania nad wykorzystywaniem platformy w celu siania dezinformacji. Madung nazwał TikToka „forum dla szybkiej i szeroko rozpowszechnionej dezinformacji politycznej”. W ramach badania przeanalizowano 130 filmów z 33 kont przedstawiających materiały propagandowe, zmanipulowane treści oraz mowę nienawiści i wezwania do przemocy. TikToki zostały obejrzane 4 miliony razy, a wiele z nich pochodziło od kont z niewielką ilością obserwujących, co według badaczy wskazuje na wzmacnianie przekazu dzięki agresywnym algorytmom.

„Na platformie toczy się wysoce wyrafinowana kampania dezinformacyjna, która obejmuje zręcznie wyprodukowane treści wideo i atakujące reklamy, które wyrzucają fałszywe twierdzenia na temat kandydatów, a także zagrażają różnym społecznościom etnicznym” – Odanga Madung

Sytuacja nie dotyczy pierwszych lepszych polityków, ale osób aspirujących na najważniejsze stanowiska w państwie. William Ruto – kandydujący na prezydenta – zamieścił na TikToku film, w którym informuje, że nienawidzi społeczności Kikuju i chce się na nich zemścić, czym zyskał prawie 500 tysięcy polubień. Według Madunga to zaledwie czubek góry lodowej. Fałszywe informacje mające na celu wywołanie skrajnych emocji to chleb powszedni kenijskiego TikToka. Miliony użytkowników oglądają spreparowane treści, udające biuletyny informacyjne z Kenya Television Network i czytają publikowane tam urywki z gazet, które w rzeczywistości nigdy nie powstały.

Źródło: Mozilla

Madung uważa, że kenijska moderacja TikToka właściwie nie istnieje. Do tych zadań przydzielane są osoby spoza kraju, które nie dość, że nie znają języka, to na dokładkę nie mają pojęcia o krajowej sytuacji politycznej. Gadear Ayed – była moderatorka TikToka – przekazała kenijskiemu aktywiście, że pracownicy przydzielani są bez dbania o tak podstawowe kryterium, jakim jest znajomość języka. Ayed została kiedyś przydzielona do sprawdzania treści w języku hebrajskim w trzykrotnym przyśpieszeniu, co uniemożliwiało rzetelne moderowanie materiałów. W ten sposób przez ręce moderatorów przechodzi co najmniej 1000 filmów dziennie.

„Proces moderacji jest bardzo szybki, a TikTok nie chciał, abyśmy spędzali zbyt dużo czasu na sprawdzaniu, czy treść jest prawdziwa, czy nie” – Gadear Ayed

Przedstawiciele platformy nie mają sobie oczywiście nic do zarzucenia.

Co na to TikTok?

Rzecznik TikToka stwierdził, że firma jest zaangażowana w ochronę integralności platformy, a oddany zespół dokłada wszelkich starań, aby treści były odpowiednio moderowane w okresie wyborczym. Platforma broni się także współpracą z agencją Agence France-Presse, która zajmuje się weryfikowaniem faktów. Wraz z jej pomocą TikTok chce wprowadzić przewodniki i etykiety na filmach – zapewne podobne do tych, które informowały o powiązaniu medium z rosyjskim rządem i prawdopodobnie równie nieskuteczne – aby użytkownicy byli świadomi skąd pochodzi dane wideo.

Źródło: Depositphotos

Według aktywistów takie działania są tylko zasłoną dymną i dowodem na to, że włodarze chińskiej platformy nie traktują sprawy poważnie. W obliczu wyraźnego nawoływania do przemocy pomóc może tylko ostra moderacja, na którą Kenijczycy nie mogą liczyć. Madung kwituje sytuację krótko, mówiąc, że TikTok „oblał swój pierwszy prawdziwy test w Afryce”.

Stock image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu