Apple

Serwisantka Apple udzieliła rady sprzętowej na TikToku mówiąc gdzie pracuje. Teraz chcą ją zwolnić

Patryk Koncewicz
22

Jeden niewinny film z ostrzeżeniem przed oszustwem i kilka niefortunnych słów. TikTokerka pracująca w Apple może zostać zwolniona za naruszenie umowy.

Apple nie patyczkuje się ze swoimi pracownikami. Najpopularniejsza firma technologiczna świata ukazała mroczne oblicze podczas niedawnego tłumienia związków zawodowych, a teraz ponownie daje wyraz swojej dziwnej polityki, grożąc pracowniczce zwolnieniem z powodu… filmiku na TikToku. Czy publikowanie powszechnie dostępnej wiedzy jest działaniem na szkodę firmy? Według Apple tak, a autorce nagrania grozi teraz zwolnienie dyscyplinarne.

Uważaj co wrzucasz na TikToka

Kanały dzielące się technologicznymi ciekawostkami o Apple są na TikToku niezwykle popularne. Proste triki czy nieznane ustawienia, będące powszechną wiedzą dla osób zaznajomionych z tematem mogą stanowić dla przeciętnego Kowalskiego garść przydatnych informacji, w które z braku czasu czy potrzeby samodzielnie się nie zagłębia.

Źródło: Depositphotos

Krótka i treściwa forma przekazu na TikToku wydaje się być idealna do publikowania takich treści. Dokładnie w ten sposób wiedzą dzieliła się Paris Campbell, tiktokerka prowadząca kanał komediowy, obserwowany przez ponad 444 tysiące widzów. Kobieta pracuje na co dzień jako serwisantka w nowojorskim salonie Apple. Wykorzystując swoją wiedzę, postanowiła pomóc innej użytkowniczce, która zgubiła swojego iPhone'a na festiwalu Coachella i niedługo po tym otrzymała dziwną wiadomość.

Nieznany nadawca poinformował ją, że wszedł w posiadanie jej telefonu i ma zamiar sprzedać go na czarnym rynku. Jako że telefon nie został wylogowany z Apple ID i wyzerowany, to wciąż znajdują się na nim wrażliwe dane osobowe. Obecny posiadacz zaginionego telefonu w ramach aktu dobrej woli zaoferował wymazanie wszystkich danych pod warunkiem, że faktyczna właścicielka usunie urządzenie ze swojego konta Apple. O co tutaj chodzi? To oczywista i bardzo mierna pułapka. Jeśli właścicielka urządzenia posłuchałaby nadawcy wiadomości i odpięła urządzenia, droga do telefonu stałaby otworem. Jeśli iPhone został utracony, to potencjalny złodziej lub nieuczciwy znalazca nie będzie miał z niego żadnego pożytku i może go najwyżej sprzedać na części.

Paris Campbell ostrzegła użytkowniczkę przed oszustwem, powołując się na sześcioletnie doświadczenie jako certyfikowany serwisant „firmy, która lubi rozmawiać o owocach”. Nie padło tam hasło Apple, jednak wszyscy doskonale wiedzieli, o jaką firmę chodzi. Wydawać by się mogło, że podzielenie się tak fundamentalną wiedzą – dostępną w sieci na wyciągnięcie ręki – nie może sprawić problemu. Okazuje się jednak, że sprawa może zakończyć się zwolnieniem dyscyplinarnym.

Dyscyplinarka za publiczne przyznanie się do pracy w Apple

Film szybko zdobył popularność. W momencie pisania tego tekstu ma już niespełna 7,5 miliona wyświetleń. Najwyraźniej wpadł także w ręce przełożonego Paris, bowiem w piątek otrzymała ona telefon z rozkazem usunięcia wideo. Niezastosowanie się do polecenia miało grozić postępowaniem dyscyplinarnym i rozwiązaniem umowy. Kobieta postanowiła jednak iść na noże. Najpierw odmówiła usunięcia filmu, a potem nagrała kolejnego TikToka, na którym oficjalnie przyznaje się do pełnienia funkcji serwisanta w Apple i informuje o oskarżeniach ze strony firmy dotyczących złamania umowy poufności.

Kobieta stwierdziła, że wciąż czeka na decyzję managera, jednak po zapoznaniu się z polityką publikowania treści w mediach społecznościowych nie doszukała się naruszenia zasad. Regulamin firmy nie zabrania publicznego identyfikowania się jako pracownik Apple, a jedynie wykonywania czynności, przez które korporacja ponosi szkody wizerunkowe. Czy ostrzeżenie posiadacza iPhone'a przed potencjalnym oszustwem można pod to podpiąć? Mocno wątpliwe. Kobieta zapewne będzie starać się jak najmocniej grać kartą popularności, aby ewentualne zwolnienie zamienić na PR-ową broń przeciwko pracodawcy. Faktem jest jednak to, że Apple w takich przypadkach się nie szczypie i spora ilość wyświetleń może okazać się niewystarczająca.

Stock image form Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu