Militaria

Jak pokonać drony. Kolejne testy bojowych „mikrofalówek” zakończone

0

Jeśli małe drony nie spędzały snu z powiek wojskowym przed wojną na Ukrainie, to w jej trakcie z pewnością zaczęły. Choć uwagę większości zwracają bardziej bojowe drony, ważniejszą rolę odgrywa dziś zwiad dla artylerii, prowadzony często przy pomocy lekkich cywilnych UAV.

Drony na Ukrainie

O ile jeszcze miesiąc temu wszyscy podziwiali i nucili piosenki o Bayraktarach, to w ostatnich tygodniach ujęć i akcji tych dronów obserwujemy znacznie mniej. Mamy za to w social mediach wysyp filmów pokazujących skutki pracy artylerii na rosyjskich pozycjach. Drony, które te wydarzenia nagrywają nie zostały tam jednak wysłane po to, żeby dokumentować sukcesy artylerzystów, to dzięki nim te precyzyjne uderzenia są w dużej mierze możliwe.

Drony stricte militarne to drogie konstrukcje, których nie produkuje się na dziś aż tak dużo, żeby mogły nasycić ukraiński front. Stąd duża część zwiadu prowadzona jest przy pomocy zwykłych, cywilnych dronów, takich jak choćby DJI. Brak militarnego wykończenie na dziś nie przeszkadza im w byciu bardzo skuteczną pomocą dla obu wojujących stron.

Mikrofalówką w drona

Amerykanie, mający spore doświadczenia z przeciwnikiem korzystającym z małych cywilnych dronów w swoich peryferyjnych konfliktach w Iraku i Afganistanie, od dłuższego czasu próbują znaleźć na nie skuteczne „antidotum”. Ideałem byłoby, gdyby taka broń pozwalała powstrzymać nie tylko pojedyncze drony, ale mogła oddziaływać na większą przestrzeń i umożliwiać strącanie większej ilości maszyn, w tym atakujących w skoordynowany sposób rojów.

Na łamach Antyweb opisywałem już testy systemu firmy Epirus, którego zeszłoroczne testy dla amerykańskiej armii wypadły bardzo obiecująco. Jednak system wciąż nie jest jeszcze gotowy do wdrożenia, a Amerykanie równolegle testują rozwiązania kilku innych firm. Wydaje się, że w związku z doświadczeniami z Ukrainy takie próby będą przyśpieszane i intensyfikowane.

W kwietniu Biuro Połączonych Systemów Przeciwdziałania Małym Bezzałogowym Statkom Powietrznym w Pentagonie zakończyło kolejną poligonową demonstrację możliwości wysokoenergetycznych broni mikrofalowych. W Yuma Proving Ground w Arizonie zespoły wspomnianego już Epirusa oraz firm Raytheon Technologies oraz Leonardo DRS próbowały powstrzymać ataki dronów UAS klasy 1,2 i 3, atakujących pojedynczo lub parami.

Rozpiętość celów była więc spora, drony klasy 1 ważą do 6 kg, klasy 3 pomiędzy 25 a... 600 kg. Przypuszczam jednak, że w tym wypadku przeciwnicy klasy 3 byli raczej z jej dolnej granicy. Sprawdzano bardzo dokładnie jak wygląda zasięg oraz czas potrzebny do obezwładnienia celu u poszczególnych zespołów. Dla urządzeń przygotowano kilka scenariuszy ataku, sprawdzano też elastyczność ich systemów pod kątem ich integracji w jeden zespół.

Dojrzewanie technologii

Raport końcowy nie został jeszcze ujawniony, ale z wypowiedzi wojskowych można wyciągnąć kilka wniosków. Ogólnie jest nieźle, ale to jeszcze nie jest ten poziom o który armii chodzi, szczególnie w kontekście zasięgu tej broni. Najlepiej dopracowany jest system Epirusa, pozostali producenci dobrze rokują, ale ich systemy wciąż jeszcze są na wczesnym stadium projektowym.

Armii będzie zależało, żeby te rozwiązania były rozwijane równolegle, ale jednocześnie ich architektura ma pozwalać na ich proste łączenie w zespoły z urządzeniami innych producentów i typów. Nic w tym dziwnego, ochrona antydronowa, podobnie jak klasyczne OPL musi być wielowarstwowa, łącząc ze sobą różne efektory, od rakiet, przez „mikrofalówki” po wysokoenergetyczne lasery.

Kolejne testy zostały już zaplanowane, US Army planuje organizować takie dronowe manewry przynajmniej dwa razy w roku. Broń mikrofalowa ma spore szanse stać się najbardziej efektywnym z antydronowych rozwiązań, szczególnie przeciw tańszym, niczym niezabezpieczonym statkom cywilnym. Na dziś jednak jako pierwsze na uzbrojenie wejdą antydronowe urządzenia laserowe, a mikrofale potrzebują jeszcze trochę czasu na to, aby dojrzeć technologicznie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu