Mobile

Nici z "prywatności". Telegram przekazuje dane użytkowników policji

Krzysztof Rojek
31

Telegram to alternatywny komunikator, który szczyci się prywatnością. Cóż, może się okazać, że jest mniej prywatny, niż życzyliby sobie tego użytkownicy.

W momencie, w którym zarówno prywatne firmy, jak i rządy, otwarcie chcą zbierać dane o swoich obywatelach, naturalnym jest, że część z nich będzie się temu sprzeciwiać. Dlatego też od jakiegoś czasu możemy zaobserwować zdecydowaną krucjatę przeciw takim praktykom. Krytyka wobec Google, Facebooka, Amazona i innych podmiotów zarabiających na sprzedaży informacji o nas jest coraz głośniejsza, a próby wykorzystywania chociażby stanu pandemii do przetwarzania danych o obywatelach przez rządy - są bardzo szybko ujawniane. Jednocześnie możemy zaobserwować spory wzrost zainteresowania takimi narzędziami, które gwarantują nam prywatność w sieci. Przede wszystkim chodzi tu o pocztę i komunikatory od niezależnych firm, które dodatkowo szyfrują całość end-to-end. Jednym z najpopularniejszych programów tego typu jest Telegram. Jednak, jak się okazuje, może być on nie do końca być tak prywatny, jak życzyliby sobie tego użytkownicy

Telegram rzekomo przekazuje dane o użytkownikach niemieckiej policji

W swoim opisie Telegram chwali się, że wszystkie informacje, które użytkownicy przesyłają pomiędzy sobą są szyfrowane w taki sposób, że nawet sama firma nie ma do nich dostępu. Jednocześnie Telegram daje znać, że "Dane czatów w chmurze są przechowywane w wielu centrach danych na całym świecie (...). W związku z tym, aby zmusić nas do przekazania jakichkolwiek danych, konieczne jest wydanie kilku nakazów sądowych z różnych jurysdykcji. (...) Do dnia dzisiejszego ujawniliśmy 0 bajtów danych użytkowników stronom trzecim, w tym rządom."

Informacjom tym przeczą jednak doniesienia niemieckiego Der Spiegel, który, powołując się na swoje źródła, informuje, że firma wypełniła wiele próśb o dane od Bundeskriminalamt, czyli Federalnego Urzędu Śledczego, w sprawach dotyczących terroryzmu i pedofilii. Jednocześnie zapytania w przypadku innych spraw mają być "w większości ignorowane.

Jest to więc klasyczny przykład pytania czy cel uświęca środki. Wszyscy chcielibyśmy żyć w bezpiecznym świecie bez takich zjawisk jak terroryzm czy pedofilia, a jednocześnie - wizja tego, że nie ma już w cyfrowym świecie "bezpiecznej zatoki", która nie ugięłaby się pod presją rządzących i nie przekazała naszych danych również jest mocno niepokojący. Chociaż bardzo chciałbym wierzyć, że dane od Telegrama będą wyciągane tylko w "słusznych" sprawach, życie pokazało wielokrotnie, że władza ma jedną bardzo skuteczną dźwignię nacisku pt. "albo zgodzisz się na nasze warunki, albo wylatujesz z kraju". Za dużo też już widzieliśmy działania "w słusznej sprawie" (jak np. program PRISM powstały po atakach na WTC) aby uwierzyć, że władza sama będzie ograniczała się w tym, jakie dane o obywatelach zbiera.

Źródło: Unsplash @solomin_d

Dlatego, jeżeli doniesienia okażą się prawdziwe (choć wątpię, by kiedykolwiek padła definitywna odpowiedź na pytanie o ich prawdziwość) oznaczać to będzie, że z grupy komunikatorów zapewniających 100 proc. prywatności odpadł właśnie bardzo ważny gracz. Nie oznacza to na szczęście, że zostajemy z niczym, ponieważ na placu boju pozostał Signal, którego polecam i wspieram, oraz dużo mniejszy, choć ekstremalnie skupiony na prywatności Session. Jednocześnie, nie ma co definitywnie skreślać Telegrama, szczególnie patrząc na jego popularność.

Wciąż jest on o wiele lepszym rozwiązaniem niż Messenger czy WhatsApp.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu