Komunikatory

Wystarczyły dwa dni, a Telegram dostosował się do wymogów sądu i znów jest dostępny

Kamil Świtalski
0

Była akcja, jest reakcja. Blokada Telegrama w Brazylii trwała dwa dni — bo tyle zajęło twórcom komunikatora dostosowania się do wymogów lokalnego sądu.

Ostatnie tygodnie nie są dla Telegrama łatwe. Dyskusja o komunikatorze w kwestii siania dezinformacji i współpracy jego twórcy z Rosyjską administracją nie ustaje, a ponadto kilka dni temu komunikator został oficjalnie zablokowany w Brazylii. Powód? Wprowadzanie użytkowników w błąd, czyli dezinformacja pełną parą:

Jak jednak podaje Reuters, brazylijski sędzia Sądu Najwyższego Alexandre de Moraes nakazał Apple i Google pomoc w zablokowaniu dostępu do aplikacji Telegrama w kraju. Nakaz wymaga, aby brazylijska agencja Anatel zawiesiła Telegrama do czasu, aż spełni on brazylijskie rozkazy i zapłaci szereg grzywien. Jest to wynikową tego, że Telegram nie zatrzymał rozpowszechniania dezinformacji przez użytkowników.

Wcześniejsze ostrzeżenia na nic się nie zdały, dopiero realna akcja ze strony brazylijskiego sądu przyniosła reakcję twórców komunikatora. Jak tłumaczył się Pavel Durov - to nie była ich wola, a prośby trafiały na... inną skrzynkę mailową, więc nie widzieli wiadomości o brazylijskiego sądu. Ale wystarczyły dwa dni, aby Telegram dostosował się do wymagań po tym, jak został na tamtejszym rynku zbanowany. Po wydanym w piątek wyroku, programiści zakasali rękawy i dostosowali się do wymogów stawianych przez lokalne prawo. A wśród nich znalazły się m.in. usunięcie poufnych informacji udostępnianych przez prezydenta Jaira Bonsonarę, a także usunięcie konta Allana dos Santos, aktywisty wspierającego prezydenta, który znany jest z rozprowadzania dezinformacji. Ponadto Telegram wziął na siebie obietnicę oznaczania wpisów, które zawierają fałszywe wieści — oraz promocję tych, które serwują sprawdzone wieści. Wisienką na torcie jest oddelegowanie stu pracowników, by ci przyglądali się stu najpopularniejszym kanałom informacyjnym na lokalnym rynku. Można?

Dezinformacja w internecie miesza w polityce nie tylko Stanów Zjednoczonych, gdzie to Facebook miał być wrogiem numer jeden. Jako że Telegram zgarnął ogromną bazę wiernych użytkowników, stał się jednym z ulubionych kanałów komunikacji na tamtejszym rynku — co wykorzystał prezydent kraju, wobec którego obecnie toczy się śledztwo — a wcześniej już był oskarżany o prowadzenie kampanii dezinformacyjnych.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

news