Kosmos

Starliner doczłapał do ISS. Ale znów nie obyło się bez problemów

1

To były bardzo nerwowe dni dla NASA i Boeinga. Misja OFT-2 miała zakończyć telenowelę z kapsułą Starliner w roli głównej. Obecnie statek przycumował już do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale czy wszystkim zainteresowanym spadło ostatecznie kamień z serca? Mam wątpliwości.

Orbital Flight Test 1

Saga z problematyczną kapsułą Boeinga rozpoczęła się w grudniu 2019 r., gdy w czasie bezzałogowej misji Orbital Flight Test, mającej potwierdzić gotowość statku do lotów z ludźmi, doszło do kilku poważnych awarii. Wszystko zaczęło się od źle działającego modułu MET, odmierzającego czas misji i odpowiadający za prowadzenie automatycznych manewrów o odpowiednim czasie. Żeby statek znalazł się na właściwej orbicie, obsługa naziemna próbowała „ręcznie” naprawić sytuację, ale na manewry zużyto zbyt wiele paliwa i dokowanie zostało odwołane.

Prawdziwą katastrofą mogły okazać się błędy w oprogramowaniu odpowiedzialnym za oddzielenie modułu serwisowego od kapsuły załogowej. Znów sytuację musiała ratować obsługa naziemna, której ingerencje uratowały misję od pełnej kompromitacji, czyli zniszczenia kapsuły przy wejściu w atmosferę. Trzeba też dodać, że Starliner w czasie lotu gubił co jakiś czas łączność z Ziemią. Nawet bez konieczności zastosowania awaryjnego sterowania nie wyglądałoby to dobrze, tutaj mogło pogłębić i tak niemałe problemy statku Boeinga.

Boeing, NASA dwa bratanki

O ile wystąpienie jakichś awarii w czasie lotu tego typu nie jest czymś karygodnym, to jednak rodzaj i ich ilość była szokująca. Po teście powstał druzgocący dla NASA i Boeinga raport, w którym nie tylko wytknięto wiele niedociągnięć technicznych, ale skrytykowano też „kulturę” współpracy pomiędzy oboma podmiotami.

Uznano, że NASA tak bardzo ufała Boeingowi, że nie specjalnie przestrzegano rygorystycznych procedur i przyjmowano wiele rzeczy bez ich weryfikacji, jak to się mówi... „na gębę”. Gdy doszła do tego presja ze strony SpaceX, których Dragon „mentalnie” był traktowany bardziej jako rezerwa, a ukończył swój produkt wcześniej, pojawił się ambicjonalny pośpiech, jeszcze pogarszający sytuację.

Raport kończył się wydaniem kilkudziesięciu zaleceń, mających usprawnić pracę i doprowadzić do szybkiej finalizacji napraw. Boeing, na własny koszt, miał zorganizować misję OFT-2, które pozwoliłaby ostatecznie certyfikować Starlinera do lotów załogowych. NASA została zobowiązana do odejścia od „przyjacielskich” relacji na rzecz bardziej profesjonalnych.

Pożary, zawory, korozja

Jak łatwo zauważyć jest maj 2022 r., więc od grudnia 2019 r. minęło zaskakująco dużo czasu. To, co działo się w tym czasie ze Starlinerem, przechodzi ludzkie pojęcie. W czasie prac nad misją OFT-2 musiano wymienić całą awionikę statku, ponieważ stara spłonęła w wyniku przepięcia. Kolejne daty startów przesuwano przez przedłużające się prace. To spowodowało problemy z wyznaczeniem daty startu, ilość miejsc dokowania na ISS jest ograniczona i nie może sobie tam ot, tak przylecieć.

W lipcu 2021 r. wydawało się, że ta smutna historia dobiega końca, Starliner na szczycie Atlasa V czekał już na finalne odliczanie. Ale i tym razem happy endu nie było, 5 godzin przed planowanym startem obsługa odkryła, że 13 z 24 zaworów w układzie napędowym statku jest zablokowanych. Kolejne śledztwo, kolejny raport... badania wykazały, że zawory uszkodziła korozja.

Skąd się wzieła? Korozja powstała w wyniku zawilgocenie układu paliwowego przez niedomykające się zawory. Gdy wpompowano do niego utleniacz powstał kwas azotowy, co zintensyfikowało jeszcze destrukcyjne reakcje. Skończyło się na tym, że czterech zaworów nie udało się odblokować w ogóle, a Starlinera odesłano na wymianę całego moduł serwisowego.

Orbital Flight Test 2

W końcu, 19 maja 2022 r. o godzinie 23:54 naszego czasu Starliner wyruszył w swoją drugą, bezzałogową misję. Już w czasie dostarczania statku na stanowisko startowe doszło do incydentów. Pierwszy dotyczył rakiety Atlas i szybko został rozwiązany, w drugim... ze statku kosmicznego odpadła osłona okna. Na szczęście były to drobnostki i startu nie trzeba było odwoływać.

Starliner poleciał i zdołał zadokować do ISS, niestety testu znów nie można nazwać bezproblemowym. W module serwisowym zawiodły dwa z 12 silników statku, co gorsza, oba z tego samego zespołu thrusterów. Sytuację uratował dopiero trzeci silnik, a Boeing pochwalił się, że po to jest ich aż tak dużo... Awarii ulec miał też system kontroli temperatury.

Także przy dokowaniu pojawiły się problemy z głównym mechanizmem, który musiał być na chwilę cofnięty i następnie rozwinięty na nowo. W tym ostatnim wypadku nie ma jeszcze pewności, czy problem leżał po stronie Starlinera, czy jednak Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Za kilka dni statek wyruszy w drogę powrotną. Jeśli ta procedura pójdzie gładko, Boeing będzie miał nadzieję, że jego konstrukcja poleci w kosmos, tym razem z ludźmi, gdzieś na przełomie 2022/23.

Pytanie pozostaje, jak podejdzie do tego wszystkiego NASA. Ilość awarii w misji, która w teorii powinna być dopieszczona aż do przesady, budzi zaskoczenie. Szczególnie niepokojąco brzmi awaria silników manewrowych, która dodatkowo nie będzie prosta do zbadania. Moduł serwisowy jest odrzucany i płonie w atmosferze, więc analiza będzie musiała opierać się wyłącznie na danych z sensorów.

Kontrakty kosmiczne na nowo

W związku z tym, że NASA coraz śmielej przechodzi na kontrakty o stałej cenie, firmy takie jak Boeing muszą na nowo nauczyć się pracować z agencją. Całkiem możliwe, że Boeing nawet po wdrożeniu Starlinera do lotów zakończy cały program ze stratą, i to pomimo że otrzymał większe pieniądze, niż SpaceX. Dla NASA i firm „New Space” tak finansowane programy to szansa na szybszy rozwój i większą ilość prowadzonych projektów. Starym wyjadaczom te zmiany są bardzo nie w smak...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu