Bezpieczeństwo

Pedofile w sieci mają się dobrze!

MMD
Marcin M. Drews

Dziennikarz, pisarz, nauczyciel akademicki, specja...

48

Czy w polskim rządzie działa lobby internetowych pedofilów? Takie pytanie coraz częściej zadają nie tylko złośliwi. Powód? Posłowie z lubością atakują zgodne z prawem rozrywki dla dorosłych, dziwnym trafem omijając temat nielegalnej zawartości dla zboczeńców molestujących dzieci. Pisałem już o ty...

Czy w polskim rządzie działa lobby internetowych pedofilów? Takie pytanie coraz częściej zadają nie tylko złośliwi. Powód? Posłowie z lubością atakują zgodne z prawem rozrywki dla dorosłych, dziwnym trafem omijając temat nielegalnej zawartości dla zboczeńców molestujących dzieci.

Pisałem już o tym, narażając się na jakże klasyczny hejt (Porno na celowniku!). Przygotujcie więc zgniłe pomidory, bo wracam do tematu!

O romansie Polski ze zboczeńcami wiemy nie od dziś. Najsłynniejsza sprawa dotyczyła strony "Piotruś Pan" promującej tak zwaną dobrą pedofilię. Siedem lat temu policja orzekła, że nie ma podstaw do ścigania autora. Od tego czasu polskie prawo uległo zaostrzeniu, ale czy aż tak bardzo? Okazuje się, że zmian dokonano na papierze, ale mentalność akceptacji dla zboczeń najwyraźniej pozostała...

Nie od dziś wiadomo, że według polskich decydentów największym złem w sieci są ateizm i pornografia. To pierwsze to światopogląd, drugie - rozrywka dla dorosłych. A co z pedofilią? Cóż, tej zbyt mocno atakować nie można, żeby się przypadkiem nie narazić tym, którzy lubią to robić z dziećmi.

Tymczasem dziś Rzeczpospolita opublikowała artykuł o wiele mówiącym tytule "Plaga pedofilów w sieci". Tekst oparty jest na badaniach przeprowadzonych przez nk.pl i NASK. Problem internetowej prostytucji dzieci i młodzieży ma narastać i dotyczyć nawet kilkudziesięciu tysięcy nieletnich.

Wyniki tych badań zostaną dziś oficjalnie zaprezentowane na międzynarodowej konferencji „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w Internecie". Eksperci z NASK w rozmowie z „Rz" mówią wprost: problem prostytucji w Internecie z udziałem nastolatków narasta. – To nowe zjawisko niesie wiele zagrożeń. Udział w takich praktykach naraża na kontakty z pedofilami, szantaż, napiętnowanie czy wykorzystanie materiałów do produkcji pornografii dziecięcej – mówi Michał Chrzanowski, dyrektor NASK. I apeluje o rozpoczęcie debaty nad skuteczną ochroną dzieci, w tym rozszerzenie programów edukacyjnych i akcji informacyjnych kierowanych do rodziców, nauczycieli i dzieci. (źródło)

Apel apelem. Nie od dziś wiadomo o wszystkim, na co wskazuje ów raport. Postanowiłem więc poszukać jakiejkolwiek jednostki w łonie polskiego parlamentu, która zajmowałaby się problemem pedofilii w sieci. W spisie komisji niczego nie znalazłem, więc zabrałem się za tzw. zespoły parlamentarne. Ach, czego tam nie ma!?

Parlamentarny Zespół Brydża Sportowego, Parlamentarny Zespół Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Parlamentarny Zespół ds. Afryki (sic!), Parlamentarny Zespół ds. Piastówanio Ślónskij Godki, Parlamentarny Zespół ds. Promocji Badmintona, Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski (mój ulubiony), Parlamentarny Zespół ds. usunięcia z przestrzeni publicznej symboli nazizmu i komunizmu, Parlamentarny Zespół ds. Wędkarstwa, Parlamentarny Zespół na rzecz Katolickiej Nauki Społecznej, Parlamentarny Zespół Przyjaciół Odry, Parlamentarny Zespół "Wolna Kuba"...

Głowa boli. Brakuje tylko zespołu hedonistów, blagierów i kretynów. A serio już mówiąc, pytam, gdzie jest parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania pedofilii??? Czy naprawdę badminton i Afryka są ważniejsze od trapiącego kraj problemu zboczeń w sieci?

Sytuacja jest kuriozalna. Lata temu próbowano pornografię zrównać z gwałtami i wsadzić do jednej ustawy. Na szczęście nie udało się. Potem próbowano wprowadzić postkomunistyczną cenzurę czasopism i w ten sposób zablokować erotykę. Ten pomysł również upadł. Pięć dni temu zostaliśmy tymczasem poinformowani, że polski rząd będzie walczył z fikołkami. Jeśli ma to chronić dzieci przed niewłaściwymi dla nich treściami, będę inicjatywę wspierał, ale wszyscy wiemy, jak daleko w polu jest parlament w dziedzinie sieci. Wydamy miliony złotych na aplikacje blokujące kilka gołych cycków, gdy tymczasem wszyscy ściągają filmy porno z torrentów, o czym minister Boni najwyraźniej nie wie. Tymczasem pedofilia w sieci kwitnie i tylko chętnego w polskim rządzie nie ma, by choć kiwnąć w tej sprawie palcem. Przypadek? Nie sądzę...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu