VOD

Udany serial Netfliksa oparty na faktach - Obserwator nie tylko dla fanów true crime

Konrad Kozłowski
8

Jak często zdarza Wam się binge'ować seriale? Nie pamiętam, kiedy ostatni poświęciłem całe popołudnie, noc albo weekendowy seans z przerwami na jeden tytuł, ale "Obserwator" jest idealnym do tego serialem. Produkcja Netfliksa zaskakuje naprawdę pozytywnie.

Natłok zapowiedzi i nowości sprawia, że bardzo łatwo jest przeoczyć jedną czy drugą premierę. "Obserwator" był jednym z zaplanowanych seriali na jesień od pewnego czasu, ale nie był nazbyt głośno promowany w naszym kraju przez Netfliksa, który skupił się na świetnie odebranej "Wielkiej wodzie". A najnowszy serial Ryana Murphy'ego zdecydowanie zasługuje na uwagę. Producent, scenarzysta i reżyser w jednej osobie nie może pochwalić się nienaganną serią projektów dla giganta streamingowego, mimo że przed podpisaniem kontraktu z Netfliksem seriale jeden za drugim  spod jego ręki były po prostu hitami. Ostatnie tygodnie to jednak znakomita passa Murphy'ego, ponieważ "Dahmer Potwór: Historia Jeffreya Dahmera" okazał się niezwykle dobry i popularny, a "Obserwator" pokazuje, że twórca ma jeszcze kilka dobrych kart w rękawie.

Obserwator - serial Netfliksa od twórcy American Horror Story

Ryan Murphy to człowiek odpowiedzialny za bardzo dobry "American Horror Story" - serialu, który trwa do dzisiaj i doczekał się nawet spin-offa. Nic więc dziwnego, że Netflix liczył, iż reżyser zdoła coś podobnego przygotować z myślą o streamingu. "Obserwator" nie jest kopią 1:1 "AHS", ale należy postrzegać to jako atut nowego serialu, ponieważ akcenty rozkładają się dzięki temu nieco inaczej. Elementy sci-fi nie są tak istotne, podobnie jak te, które uczyniłyby serial bliższy horrorom. "Obserwator" to thriller z krwi i kości, który intryguje fabułą i cały czas zachęca do dalszego oglądania dzięki świetnej realizacji.

Fabuła skupia się na czteroosobowej rodzinie, która chcąc wyrwać się z dużego miasta i dążąc do spokojnego oraz bezpiecznego życia wyprowadza się na przedmieścia. Nie wybierają jednak byle jakiego domu, lecz prawdziwą perełkę w okolicy. To nadwyręża ich budżet, co później będzie jednym z kluczowych tematów do dyskusji. Problemy, z jakimi przyjdzie im się jednak zmierzyć, będą poważniejsze, ponieważ ewidentnie nie są mile widziani w sąsiedztwie, a otrzymywane przez nich listy od tytułowego obserwatora wprowadzają nerwową atmosferę.

Udany serial Ryana Murpy'ego. Obserwator jest oparty na faktach

Obserwator

W rolach głównych oglądamy Bobby'ego Cannavale oraz Naomi Watts, którzy wcielają się w Deana i Norę Brannock - nowych właścicieli domu. Ekstrentryczni sąsiedzi, problemy finansowe i nagabujące listy od obserwatora doprowadzają ich na skraj wytrzymałości, tym bardziej że policja nie okazuje się nazbyt pomocna, podobnie jak ci, którzy mieli ich wspierać. Małżeństwo nie wie, komu ufać, więc na własną rękę będzie starać się rozwiązać sprawę, co rusz dochodząc do zaskakujących wniosków.

Dość powiedzieć, że serial nakręcono w iście Murphy'owym stylu. Wejście w odcinek jest błyskawiczne, od razu wrzucani jesteśmy w środek dialogu, a chwile grozy lub z udziałem zagadkowych i zakapturzonych postaci nie powodują uśmiechu na twarzy, lecz generują głębsze emocje. Sięgnięto po kilka szablonowych rozwiązań, jak ulewy za oknem w trakcie wielu rozmów, mimo że chwilę wcześniej było za szybą kompletnie sucho, ale to wcale nie przeszkadza, bo buduje to odpowiedni nastrój i taka atmosfera niepokoju powoduje, że nie mamy ochoty odrywać się od ekranu. Wpływ na to ma także odpowiednia konstrukcja fabuły, która krok po kroku odkrywa kolejne tajemnice lub nam się tylko wydaje, że tak się dzieje, bo za rogiem cały czas czai się nowy fakt i jakaś zmyłka.

Być może "Obserwator" nikim nie wstrząśnie ani nikogo porządnie nie wystraszy, ale na pewno wciągnie i taki seans da mnóstwo frajdy. To zgrabne połączenie kilku poprzednich projektów i sprawdzonych pomysłów z ciekawą historią i nowymi ideami, co opakowano w odpowiednią liczbę odcinków. Bez przeciągania, bez przesadzania, ze świetnym występem Bobby'ego Cannavale. Na binge'owy seans w sam raz.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu