VOD

Finał "Obi-Wana Kenobiego" powinien dać do myślenia Disney'owi

KK
Konrad Kozłowski
5

Disney postawiło na szeroko znaną postać, dzięki czemu serial nie potrzebował większego wsparcia promocyjnego. Taki wybór wiąże się jednak z wielkim wyzwaniem. Czy finał sezonu sprostał oczekiwaniom fanów... i zwykłych widzów?

Fabuła serialu "Obi-Wan Kenobi" to z jednej strony ciekawe uzupełnienie okresu, który był do tej pory raczej przemilczany przez produkcje głównego nurtu (czyli filmy, a nie książki i komiksy), ale jednocześnie niewiele zmienia w samym uniwersum. Co więcej, niektóre aspekty historii podawały w wątpliwość kolejność innych zdarzeń i kanoniczność tego, co znaliśmy do tej pory. Disney podjęło się, w mojej ocenie, niebywale trudnego zadania, ponieważ ochota pokazania widzom wydarzeń dotyczących tak ikonicznej postaci zawsze wiąże się z wybujałymi oczekiwaniami. Czy nie łatwiej byłoby sięgnąć po te okresy i bohaterów, o których nie wiemy zbyt wiele?

A może film byłby lepszy?

Środkowe odcinki sezonu dobitnie potwierdziły krążącą informację o tym, że "Obi-Wan Kenobi" miał być filmem. Gdyby fabułę zmieszczono w 2,5 godzinie, całość byłaby mniej statyczna. Trudno nawet powiedzieć, by była mniej przegadana, bo to nie liczne dialogi były problemem trzeciego i czwartego odcinka, lecz totalny brak angażującej widzów akcji. Łatwo można było odnieść wrażenie, że twórcy grali na zwłokę i robili wszystko, by wypełnić czas antenowy, jednocześnie odkładając w czasie decydujące dla fabuły sceny. Poznanie motywacji Revy i wyjaśnienie kilku innych wątków zajęło zdecydowanie zbyt dużo czasu, przez co początek historii był nie tyle niemrawy, co nudny. Chyba każdy z nas zupełnie inaczej wyobrażał sobie samotne życie Kenobiego, które - na całe szczęście - ukazano w kilku interesujących ujęciach.

Serial "Obi-Wan Kenobi" ma problemy z tożsamością i nie ma określonej grupy odbiorców

Problem w tym, że serial skręcił w bardzo dziwnym kierunku i stał się... infantylny? Pościgi za kilkuletnią Leią przez profesjonalnych porywaczy w lesie czy wymiana ognia ze szturmowcami, a także próba sforsowania szlabanu, który można było obejść czy wreszcie odbijający się od zbroi szturmowca miecz świetlny, który w innej scenie przebija wrota zabezpieczające hangar. W takich chwilach widzowie, a szczególnie fani, aż zgrzytali zębami i choć Gwiezdne Wojny od zawsze posiadały takie sceny, to były one mniej rażące i nie były aż tak nagromadzone obok siebie. Pewne pretensje można mieć też do kilku scen z Vaderem, który wydawał się dziwnie nieporadny. Część z nich wyjaśniono, ale niektóre do tej pory budzą niesmak i nie ma szans ich naprostować. Za każdym razem przed oczami miałem scenę z "Łotra 1", gdzie zaledwie kilkadziesiąt sekund sekwencji z Darthem Vaderem na nowo zdefiniowało tę postać i siało postrach wśród młodszych widzów.

Finał sezonu pokazuje, że uniwersum musi sięgnąć po nowe postacie i historie

Finał sezonu pokazał, że manewrowanie w ułożonym już świecie nie jest łatwe. Dobrze wiemy, którzy bohaterowie muszą przetrwać, a których przyszłość jest zagrożona. Co więcej, zdajemy sobie sprawę, jakie relacje istnieją później pomiędzy postaciami, a to w pewnym stopniu związuje ręce scenarzystom. Ci pozwalają sobie na ciut więcej, niż powinni, co może zirytować najbardziej zagorzałych fanów, ale nie jest przekroczona pewna granica. Niestety, największym problemem jest z góry napisany rezultat pojedynków i wymiany ognia, co dla większości fanów może być powodem braku jakichkolwiek emocji i obaw o przyszłość danych postaci. Trzeba jednak przyznać, że pewne sceny potrafią wzruszyć i przywodzą na myśl najlepsze chwile z trylogii Gwiezdnych Wojen.

Mimo, że tak niecierpliwie wyczekiwaliśmy chwili, gdy serial lub film o Obi-Wanie zostanie potwierdzony oraz nakręcony, to po seansie całości dosyć jasne staje się, że Disney musi wykroczyć z kolejnymi produkcjami poza ramy czasowe sagi Skywalkerów. A jeśli nie ma ochoty tego robić, to potrzebne są odważniejsze decyzje, jak ta przy "Łotrze 1.", która przyniosła świetnie zagraną i przygotowaną opowieść, pomimo z góry narzuconego wyniku działań bohaterów.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu