VOD

Nowe TVP VOD i premiera Erynie w 4K - czy warto oglądać?

Konrad Kozłowski
5

Czy wokół "Erynie" byłoby tak duże zainteresowanie, gdyby nie zamieszanie z Netfliksem? Trudno ocenić, ale pierwsze trzy odcinki serialu są już na TVP VOD, a rolę główną gra Marcin Dorociński. Oceniamy!

TVP zdecydowało, że nie podzieli się serialem "Erynie" i ostatecznie tytuł ten pojawia się tylko na platformie Telewizji Polskiej. Zamieszanie wokół odwołanej współpracy TVP z Netfliksem było całkiem spore. Nadawca uruchomił nowy model platformy VOD z opłatami za różne okresy (od miesiąca do roku), a opłacający abonament RTV mogą skorzystać z usługi bezpłatnie. Minimalny koszt dostępu do 9,90 zł miesięcznie, a płatności można dokonać za pomocą karty. Wtedy, oprócz "Erynie, do naszej dyspozycji są dziesiątki, jeśli nie setki tytułów, które można oglądać na komputerach, smartTV, a także smartfonach i tabletach. Nowy etap w historii serwisu zbiega się z premierą serialu, który ma być od początku wabikiem na widzów. Czy takim właśnie jest?

Erynie, czyli nowy serial TVP z wysokiej półki?

TVP posiada w swoim dorobku naprawdę sporo konkretnych produkcji. Udane seriale utworzyłyby dość obszerną listę, ale ostatnie lata nie są okresem, gdy TVP stawało na wysokości zadania. Gdy mówimy o projektach Telewizji Polskiej, w mojej głowie pojawiają się takie tytuły jak "Oficer", "Ekstradycja", "Czas honoru" czy nawet "Rodzinka.pl". Niektórzy ze świeższych produkcji dopisaliby "Wojenne dziewczyny", ale jeśli chodzi o nowości, to dopiero teraz "Erynie" zwraca na siebie uwagę. Jedną z przyczyn jest główna rola Marcina Dorocińskiego, który dopiero co ogłosił, że pojawi się w obydwu odsłonach "Mission: Impossible - Dead Reckoning", bo film będzie podzielony na części. Niedawno polski aktor zakomunikował, że można też wyczekiwać go w nowych odcinkach serialu "Wikingowie: Walhalla" Netfliksa.

Erynie - obsada, twórcy i fabuła

A kogo zobaczymy obok niego w "Erynie"? W obsadzie pojawili się także m. in. Paweł Deląg, Wojciech Mecwaldowski, Erika Karkuszewska, Wiktoria Gorodeckaja, Mirosław Haniszewski, Eryk Lubos, Mirosław Kropielnicki, Marcin Bosak, Andrzej Deskur oraz Jakub Kamieński. Całość nakręcono na podstawie powieści kryminalnych Marka Krajewskiego: "Erynie", "Rzeki Hadesu", "W otchłani mroku" i "Liczby Charona". Główną postacią jest były komisarz policji Edward Popielski o ksywie Łyssy, w którego to wciela się Dorociński. Akcja rozgrywa się niedługo przed wybuchem II wojny światowej we Lwowie i Wrocławiu. Scenariusz napisali Borys Lankosz, Magdalena Lankosz oraz Igor Brejdygan. Za kamerą stanął Borys Lankosz.

Czy warto obejrzeć Erynie?

TVP udostępniło dziś trzy odcinki nowego serialu, który na platformie ukazał się nawet w 4K. Wizualnie produkcja nie odstaje od pozostałych projektów historycznych - mamy naprawdę nieźle odwzorowane plenery, pomieszczenia i przedmioty z okresu, kiedy dzieje się akcja. Widać, że niektóre elementy zostały uzupełnione komputerowo, ale chyba to już nikogo nie dziwi, a dopóki się sprawdza, to nie będziemy narzekać. "Erynie", jak wspomniałem, można nawet zobaczyć w rozdzielczości 4K, dzięki czemu praca scenografów i kostiumografów może być doceniona w jeszcze większym stopniu. Na większych ekranach serial będzie wyglądać bardziej okazale, po prostu dokładniej, więc seans nabiera kolejnych walorów.

Prowadzenie akcji nie musi jednak przypaść każdemu do gustu. Nie brakuje tu wtrąceń z retrospekcjami czy odwołaniami do innych wydarzeń, co może niektórym widzom trochę przeszkadzać lub wybijać z rytmu. Sceny nakręcone są jednak z pewnym pomysłem i wizją, co w połączeniu z dobrym lub bardzo dobrym poziomem aktorskim sprawia, że "Erynie" potrafi zaintrygować. To nieco więcej niż typowy kryminał o zwolnionym ze służby komisarzu z problemami, bo bardzo ważną składową serialu są też wizje, które przydarzają się komisarzowi i naprowadzają go czasem na właściwą ścieżkę. Elementy mityczne dodają serialowi pewnego klimatu czynią ciekawszym, choć niektórzy na pewno liczyli na klasyczny dramat lub kryminał. Przed kamerą bryluje Marcin Dorociński sprawiając, że Popielski jest jakiś. Można go szybko polubić albo nie pałać do niego sympatią od początku, ale widać, że aktor miał pomysł na tę postać i konsekwentnie przedstawiał ją na planie.

"Erynie" nie do końca jednak intryguje i nie każdego zachęci do dalszego oglądania. To ciekawa wizja tego, jak mogłaby wyglądać adaptacja powieści Krajewskiego, lecz jak to przy tego typu projektach bywa, część czytelników miała swoje wyobrażenia, które nie będą pokrywać się z tym, co widzimy w serialu. Dla pozostałych osób "Erynie" może po pierwszym odcinku przyciągnąć na dłużej lub całkowicie odrzucić. Brakuje tu rozmachu produkcyjnego, odpowiedniego klimatu, który zatrzymałby przy ekranie oraz solidnych postaci drugoplanowych. Serial jest dość specyficzny, co wynika z materiału źródłowego i wtedy pozostałe atuty będą w stanie mało kogo przekonać.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu