VOD

Nowy film Patryka Vegi zatonął - mało kto widział go w kinach

Konrad Kozłowski
13

Najnowszy film Patryka Vegi nie przekonał widzów na tyle, by byli oni skłonni zobaczyć go w kinie. "Niewidzialna wojna" cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż odświeżony "Avatar" z 2009 roku.

Po kilku prawdziwych hitach pod względem frekwencji w kinach i zarobków, Patryk Vega musi przyznać się do porażki. Nakręcenie filmu o samym sobie najwyraźniej nie było właściwą decyzją, skoro w zeszły weekend produkcja nie zdołała nawet zgromadzić na seansach tyle osób, co na odświeżonym "Avatarze" z 2009 roku. Film ten doczekał się nowej wersji, którą przygotowano z myślą o rozdzielczości 4K, HDR-ze i ulepszonym dźwięku przestrzennym. Co prawda, niektórzy widzowie sądzili że wybierają się na drugą część, która zawita w kinach dopiero w grudniu, dlatego żądali później zwrotu kosztów zakupu biletu, ale mimo wszystko frekwencja na salach wyniosła w drugi weekend wyświetlania 35 tysięcy osób.

Filmy Vegi tracą na popularności. Wynik Niewidzialnej wojny jest wręcz fatalny

"Niewidzialna wojna" zgromadziła (za Box Office'owy Zawrót Głowy) natomiast na pokazach zaledwie 30 tysięcy widzów. Popularność filmów Patryka Vegi spada, bo wcześniej "Bad Boy'a" obejrzało w pierwszy weekend 156 tys. osób, "Pętlę" aż 178 tys. widzów (jesień 2020 pandemicznego roku), a na "Small World" wybrało się 170 tys. widzów. Poprzednia produkcja "Miłość, seks i pandemia" została obejrzana przez 98 tys. osób, co pokazywało pewien trend. "Niewidzialna wojna" to chyba najbardziej Vegowy film ze wszystkich, bo przedstawia biografię reżysera, który wbrew wszystkiemu i wszystkim starał się realizować swoje plany i marzenia.

To na pewno jakiś impuls i sygnał, który powinien dać reżyserowi do myślenia. Widzowie na całym świecie lubują się w lekkich, wulgarnych i prostych filmach, ale istnieje pewna granica cierpliwości, jak wiele razy można próbować sprzedać im to samo. Na wynik "Niewidzialnej wojny" złożyło się zapewne wiele rzeczy, w tym zmęczenie produkcjami Vegi, a także mało atrakcyjnej z punktu widzenia szarego widza historii.

Dlaczego widzowie nie poszli do kina na nowego Vege?

Poruszane wcześniej skandale czy kontrowersyjne tematy nakręcały oglądalność, ale postać Vegi najwyraźniej nie jest wystarczająco intrygująca, by Polacy byli zainteresowani poznaniem jej historii. Bez wątpienia wpływ na wynik mają też serwisy VOD, które regularnie dostarczają nowości z całego świata, więc wybór pomiędzy wątpliwym filmem w kinie, gdzie zapłacimy za bilet, a darmowym (bo w ramach abonamentu) seansem dowolnej produkcji spośród tysiąca innych, jest łatwiejszy niż mogłoby się wydawać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu