Motoryzacja

Finowie zaprojektowali elektryczny motocykl z silnikiem w oponie. To działa

12

Samochody elektryczne zdobywają rynek, natomiast w temacie motocykli tak różowo już nie jest. Przez niedoskonałości napędu i zasilania trudniej taką konstrukcję „zharmonizować”. Fińska firma Verge pokazuje, że być może potrzebne będzie nieszablonowe podejście do tego tematu.

Zgubił Pan piastę?

Patrząc z boku na konstrukcję opracowaną przez fiński start-up Verge Motorcycles pierwsze co przyszło mi na myśl, to „motocykle” z filmu „Tron”. TS, bo tak nazywa się ta maszyna, nie jest aż tak futurystyczny, ale tylne koło pozbawione piasty wygląda, jakby je ktoś z tamtego uniwersum wyciągnął.

O twórcach tego motocykla spokojnie można powiedzieć, że udała im się sztuka wymyślenia koła na nowo. Zrobili to w zaskakujący sposób, umieszczając w nim silnik elektryczny, który tworzy bezpiastową obręcz dla tylnej opony. Całe koło „wisi” na ogromnych wahaczach, a za napęd odpowiadają bardzo mocne elektromagnesy napędzające zewnętrzny „ring” z oponą.

Takie umiejscowienie kluczowych elementów umożliwiło pozbycia się elementów pośredniczących w przenoszeniu napędu, takich jak łańcuch/wał Kardana czy skrzynia biegów. To wszystko przekłada się na ograniczenie strat energii na tych „pośredników”, a jednocześnie umożliwia zwiększanie obciążeń całego układu.

Bez pośredników lepiej

Efekt? Dość niesamowity, TS zapewnia kierowcy 107 koni mechanicznych mocy i... moment obrotowy o sile 1000 Nm. Taką wartość ciężko spotkać w supersamochodach, a inne motocykle nawet nie zbliżają się w okolice takich wyników. Konstrukcja Verge TS umożliwia też idealne, niskie rozłożenie obciążeń całej konstrukcji, co przekłada się na dużą stabilność tego motocykla w czasie jazdy.

W praktyce Verge ma osiągać 100 km/h w 4 sekundy, a prędkość maksymalną określono na 180 km/h. Zasięg pojazdu to odpowiednio 300 km w mieście i 200 km w jeździe autostradowej. Są to wyniki sporo lepsze od tego, co oferuje Harley Davidson w LiveWire. Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć, że fińska maszyna będzie sporo droższa od utytułowanego konkurenta.

Ceny Verge TS zaczynają się od 24990 euro. Dla porównania Harley zaprezentował ostatnio model S2 Del Mar, którego cena ma zaczynać się w Stanach od 15000 dolarów. Cóż, innowacje mają swoją cenę, podobnie jak budowanie firmy od zera. Wydaje się jednak, że w przypadku nowej klasy, jaką są motocykle BEV to właśnie innowacje mogą być dobrym magnesem na odważnych klientów, a cena podobnie jak w przypadku Tesli nie będzie odgrywać aż tak dużej roli.

Diabeł w szczegółach?

Pozostaje oczywiście pytanie, jak to rozwiązanie sprawdzi się w praktyce, w codziennym użytkowaniu. Jak będzie wyglądać serwisowanie kół posadzonych na obręczy, będącej jednocześnie częścią silnika, jak i samego silnika. Czy zabrudzenia z drogi nie będą wpływały z czasem na sprawność całego układu, czy pył nie będzie się zbierał pomiędzy obręczami...

Twórcy są pewni swego. Wymiana tylnej opony ma być banalnie prosta i trwać góra 5 minut. Zanieczyszczenia mają nie mieć żadnego wpływu na napęd i jego bezpieczeństwo. Jednak jak wszyscy wiemy, oddanie maszyn w ręce zwykłych użytkowników oznacza najczęściej wystąpienie „niespodziewanego”. Z ostateczną oceną trzeba więc poczekać, przynajmniej do czasu aż Verge trafi do pierwszych klientów. Jeśli jednak ten napęd się sprawdzi, to rozwiązanie może mieć znacznie więcej zastosowań, niż napęd dla jednośladów.

Już jeździ

Jeśli po nazwaniu Verge Motorcycles start-upem zastanawiacie się, na jakim etapie jest ten ambitny projekt, to wygląda na to, że testowane przez dziennikarzy maszyny pochodzą z serii przedprodukcyjnej. Na YouTube można obejrzeć ten motocykl w akcji, a opinie są bardzo pozytywne. Firma zbiera już na swojej stronie zamówienia, a produkcja seryjna ma rozpocząć się w ciągu kilku miesięcy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu