Militaria

Morskie bezzałogowce atakują. Autonomiczne okręty US Navy w akcji

Krzysztof Kurdyła
1

Ćwiczenia morskie RIMPAC 2022 okazują się być jedną z najciekawszych „imprez”, jeśli chodzi o podglądanie nowoczesnych rozwiązań dla wojska. Opisywałem już testy V-BAT i drukarki 3D, teraz okazało się, że pierwszy raz przetestowano współdziałanie z bezzałogowymi okrętami US Navy.

Futurystyczny RIMPAC

RIMPAC („Rim of the Pacific”) to duże ćwiczenia morskie, organizowane przez US Navy, w ramach którego amerykańska flota ćwiczy wraz z sojusznikami wspólne działania. Dość powiedzieć, że bierze w nich udział 26 krajów, które oddelegowały do nich 28 okrętów nawodnych, 4 podwodne, prawie 200 samolotów. Do tego, dowodzenie poszczególnymi zespołami co jakiś czas się zmienia, i przejmują je też dowódcy z krajów sojuszniczych.

Jeśli Amerykanie zdecydowali się na użycie swoich bezzałogowców, w ramach tak dużych i skomplikowanych manewrów, to wydaje się, że ich upowszechnienie się jest już niezbyt odległe czasowo. Każdy, kto obserwuje to, jak duży wpływ bezzałogowce mają na działania na lądzie i powietrzu, powinien zdawać sobie sprawę, że i na wodzie nie ma od nich odwrotu.

Czwórka bez sternika

Amerykanie dostarczyli na manewry swoje cztery najlepiej przetestowane jednostki, zaprojektowane od podstaw jako bezzałogowce trimarany „Sea Hunter” i „Sea Hawk”, oraz dostosowane do tej roli okręty „Nomad” i „Ranger”. Wszystkie okręty wykonać miały w czasie ćwiczeń szereg zadań związanych z wywiadem i rozpoznaniem, walką elektroniczną oraz tropieniem okrętów podwodnych.

Z ujawnionych danych wynika, że „Sea Hawk” został wyposażony w specjalny zestaw do walki z okrętami podwodnymi i walczył z nimi we współpracy z niszczycielem klasy Arleigh Burke „USS Fitzgerald”. „Sea Hunter” z kolei, był odpowiedzialny za zadania typu WRE (wojny elektronicznej), które realizował pod kontrolą niszczyciela „USS William Lawrence”.

Okręty działały w trybie autonomicznym, czyli otrzymywały konkretne zadania, a  i ich systemy same podejmowały konkretne decyzje i znajdowały dla nich rozwiązanie. Okręty załogowe, którym były podporządkowane, nadzorowały jedynie ich realizację lub wydawały nowe dyrektywy. Nie było tu „ręcznego sterowania” przez operatorów, jak to jest w przypadku większości dronów latających.

Okręty były też czasowo oddawane pod kontrolę zagranicznych dowódców, jednak Ci ostatni mieli dostęp tylko do danych zbieranych przez jednostki oraz mogli wydawać dla nich dyrektywy. Bezpośrednia obsługa i komunikacja przez cały czas pozostawała w rękach US Navy.

Co ważne, w czasie ćwiczeń bezzałogowce musiały poradzić sobie także w czasie sztormu, kiedy tropikalna burza nawiedziła rejon ćwiczeń. Amerykanie podkreślają, że to zdarzenie potwierdziło zdolność ich okrętów do żeglugi i współdziałania w trudnych warunkach pogodowych, jak i dostarczyło szeregu ciekawych danych, które przydadzą się dla ich dalszego rozwoju.

W trakcie ćwiczeń miał zdarzyć się nieujawniony incydent, w wyniku którego nadzór nad jednym z bezzałogowców musiała przejąć stacja lądowa. Jednak z lakonicznego opisu sytuacji wynika, że chodziło prawdopodobnie o awarię sprzętu komunikacyjnego na nadzorującym go okręcie załogowym.

Odliczanie do rewolucji

Udany debiut morskich bezzałogowców na RIMAC 2022 wskazuje, że kolejna technologiczna rewolucja jest tuż za rogiem. Wszystkie dane będą teraz analizowane przez powołane niedawno Unmanned Surface Vessel Division One, a następnie przekazane wyżej. Wnioski zobaczymy zapewne pod postacią kolejnych programów oraz zapisów budżetowych.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu