Militaria

„Medal Atomowych Weteranów”. US Army znów rozlicza się z programem atomowym

0

Prace nad rozwojem broni atomowej wymagały udziału tysięcy zwykłych żołnierzy i cywilów. Ci, w przeciwieństwie do naukowców i oficerów nadzorujących te programy, często nie zdawali sobie sprawy z tego, na co się narażają. US Army od lat próbuje jakoś zamknąć ten temat.

Od „nie ma tematu”...

US Army, jak chyba każda armia świata niechętnie przyznaje się do działań, które chwały jej decydentom nie przynoszą. Przykład żołnierzy pracujących przy amerykańskich próbach atomowych, oczyszczaniu terenów i sprzętu po nich, wydobyciu i logistyce uranu, czy innych pracach w warunkach o podwyższonym promieniowaniu, są tego doskonałym przykładem.

Środowiska amerykańskich byłych wojskowych od lat walczą o uznanie ich wkładu i jakąś rekompensatę szkód, które to zjawisko poczyniło w ich organizmach. Przez całe dekady Pentagon zbywał ich i lawirował, aby nie przyznać się do błędów i właściwie dopiero po zakończeniu Zimnej Wojny coś w tym temacie się ruszyło.

...przez ograniczone odszkodowania...

Uchwalono wtedy, bez zbytnich fanfar ustawę, na mocy której żołnierze mogli się domagać odszkodowań. Odszkodowania w wysokości od 50 do 100 tys. dolarów mogli otrzymać Ci byli żołnierze oraz cywilni pracownicy wojska (np. górnicy), którzy zachorowali na określone w dokumencie, najczęściej bardzo ciężkie, choroby.

Weterani domagali się jednak nie tylko pieniędzy dla najciężej poszkodowanych, ale także ujawnienia prawdy o tym, jak wiele osób z narażenie zdrowia pracowało przy programach atomowych i jakiejś formy ich wyróżnienia. Pentagonowi, trzeba przyznać, długo zajęło przetrawienie tego pomysłu, ale koniec końców zdecydował się na stworzenie tytułowego „Medalu dla Atomowych Weteranów”, który ma zostać przyznany tego typu osobom.

... po medal

Inskrypcja na medalu mówi o przyznaniu go za „wyjątkowe zasługi wspierające odstraszanie nuklearne” i otrzymać go mają żołnierze pracujący przy atomie w latach 1945 - 1992. Szacunki dotyczące tego, ile takich odznaczeń może zostać przyznanych pokazują, jak wielkim wysiłkiem było stworzenie i utrzymanie amerykańskiego arsenału nuklearnego. Według najbardziej ostrożnych szacunków, medal dostanie nieco powyżej 200 tyś. ludzi. Część specjalistów sugeruje jednak, że powinno być ich nawet 600 tys.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy nowe medale zaczną być przyznawane, ale już teraz jest to jak na razie najmocniejsza forma, w jakiej armia przyznała, że masowo narażała swój personel przy tego typu pracach. Wydaje się jednak, że aby naprawdę zamknąć temat, Pentagon powinien wydać jakąś białą księgę, w które szczegółowo opisano by program atomowy z tej perspektywy. Miałoby to zresztą nie tylko symboliczną wartość dla weteranów, ale na pewno też sporą wartość naukową i historyczną.

Nie te wzorce

Cała ta sytuacja w ciekawy sposób pokazuje, jak armia tworzy sama sobie niepotrzebne problemy. Takie sytuacje, narażanie pracowników na niebezpieczeństwo przy produkcji nowoczesnych broni zdarzały się i będą zdarzać w przyszłości. Czasem wynika to z braku wiedzy o nowym medium, czasem z niedopatrzeń, czasem z... zimnej kalkulacji dowódców. Nie ma się co oszukiwać, że będzie inaczej.

Jeśli jednak coś takiego już się wydarzyło, chowanie głowy w piasek nie ma sensu. Podważa to zaufanie do tak ważnej instytucji, jaką jest wojsko. Ktoś, kto idzie do wojska powinien brać pod uwagę, że to zawód podwyższonego ryzyka, ale powinien mieć też świadomość, że w razie wypadku nie zostanie zostawiony sam sobie. Co prawda żołnierze pracujący przy broni atomowej po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny, mieli jeszcze gorzej, ale... armie państw demokratycznych raczej nie powinny równać do takich dzikich standardów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu