Facebook

Ludzie, nie wierzcie we wszystko, co znajdziecie w Facebooku

MS
Maciej Sikorski
9

Swego czasu furorę robiły w Sieci, zwłaszcza na Facebooku, informacje o odfoliowanych smartfonach, które można wygrać/dostać. Oszuści zaliczyli w ten sposób nie tylko niezłe żniwa, ale też spory ubaw. Bo jak naiwnym trzeba być, żeby uwierzyć w takie banialuki? To jednak zaledwie część problemu - lud...

Swego czasu furorę robiły w Sieci, zwłaszcza na Facebooku, informacje o odfoliowanych smartfonach, które można wygrać/dostać. Oszuści zaliczyli w ten sposób nie tylko niezłe żniwa, ale też spory ubaw. Bo jak naiwnym trzeba być, żeby uwierzyć w takie banialuki? To jednak zaledwie część problemu - ludzka łatwowierność może mieć znaczenie większe konsekwencje i szkodzić w poważny sposób.

Numer z odfoliowanymi iPhone'ami ostatnio pojawia się rzadziej, ale podejrzewam, że nadal jest wykorzystywany, może wróci na większą skalę za jakiś czas. A jak nie ten motyw, to inny, równie komiczny. Tragikomiczny. Klikając w takie rzeczy zazwyczaj wyrządza się małe szkody otoczeniu - zazwyczaj traci sam klikający. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy szkodzi się innym. Wystarczy przecież jeden klik, w wyniku którego następuje polubienie czy udostępnienie materiału. Bieżący przykład to "jaja kleszczy".

Niedawno w Sieci ludzie, także moi znajomi, udostępniali zdjęcie, na którym rzekomo uwieczniono jaja kleszczy. Zdjęcie przeklejano z apelem, by takie znaleziska niszczyć - palić, rozdeptywać. Po prostu unicestwić szkodliwe robactwo, nim się rozprzestrzeni. Trochę zdziwił mnie rozmiar tych jaj, bo kleszcza widziałem w życiu niejednokrotnie i zazwyczaj były one mniejsze niż owe jaja. Specem jednak nie jestem, więc nie zamierzałem wnikać. Sprawę postanowił skomentować Adam Wajrak, dziennikarz i znawca przyrody. Co miał do powiedzenia na temat facebookowej akcji?

Osoby podchodzące z dystansem do kwestii ochrony przyrody i wszelkiej maści ekologów machną ręką i stwierdzą, że sprawa jest mało istotna. To jednak tylko przykład. W tym samym czasie ludzie na Facebooku przyklejali wyznania jakiejś starszej pani, która rzekomo odbyła szkolenie jako członek komisji wyborczej. I opisywała, w jaki sposób wybory mają być fałszowane. Metod całkiem sporo, a wszystko oczywiście po to, by wygrał urzędujący prezydent. Spisek. Znowu przekliki, polubienia, udostępnianie. Nie widziałem jednak, by ktoś zapytał, czy ta osoba faktycznie jest w jakiejś komisji, czy odbyła szkolenie, czy ktoś może potwierdzić jej wersję itd. A przecież ta postać nawet nie musi istnieć - żeby założyć fałszywe konto nie potrzeba asa wywiadu i sztabu hakerów.

Kleszcze, wybory - nadal są to jakieś naciągane problemy. Teraz coś większego kalibru, akcja opisana przez gazeta.pl. Człowiek oskarżony przez przypadkowo napotkaną kobietę o napastowanie jej dzieci. Jedno zdjęcie wrzucone na Facebooka i dopisek, że to może być niebezpieczny człowiek wystarczyło, by zrobiło się gorąco - wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, jak ciężkim zarzutem jest pedofilia.

Wpis kobiety błyskawicznie rozprzestrzenił się na Facebooku. Udostępniło go ponad 20 tys. osób. Nieświadomy niczego mężczyzna zapomniał już o sprawie. Podczas spotkania biznesowego zaczął jednak odbierać telefony od znajomych, do których wpis z Facebooka dotarł.

Mężczyzna natychmiast udał się na policję, gdzie po wyjaśnieniu sprawy oczyszczono go z jakichkolwiek podejrzeń.

Mleko się jednak rozlało - ofiara nieuzasadnionego ataku czuje się całkowicie zdruzgotana zachowaniem kobiety i internautów.[źródło]

Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w sytuacji tego człowieka. Ktoś robi Wam zdjęcie i pisze na Facebooku, że ma wobec Was pewne podejrzenia. Może się nawet pojawić konkretny zarzut. Masa ludzi to rozpowszechni, bezrefleksyjnie polubi lub udostępni, siedząc w pracy i pijąc kawę. Albo w toalecie, sprawdzając o poranku co tam znajomi wrzucili od wczoraj. Ludzie z ONZ przekonywali kiedyś, że lajki nie mają większej wartości i potrzebne są datki, żywe pieniądze. Teraz można napisać, że nie tylko nie są pomocne, ale mogą wręcz szkodzić.

Należy oczywiście zauważyć, że winne nie są same lajki, Facebook czy Internet, ale ludzie, którzy z nich korzystają. Zdjęcie samo się nie wrzuca, informacja sama się nie rozprzestrzenia. To człowiek robi bajzel i do człowieka trzeba mieć pretensje. Trzeba zacząć myśleć i zachęcić do tego innych.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Facebookproblemlike