11

Libacje, narkotyki, komputery i trup – rzecz o Johnie McAfee

Geek w ogólnym rozumieniu to osoba, która najchętniej cały dzień przesiedziałaby w książkach lub przed komputerem, nie wychodziła na zewnątrz i wiodła nudne życie wśród rzeczy niezbyt ciekawych dla „zwykłego” śmiertelnika. W branży IT jest jednak gość, który z wykutym w świadomości wizerunkiem maniaka komputerów wspólnego ma niewiele. Bo i wypić lubi, strzelić w nos […]

Geek w ogólnym rozumieniu to osoba, która najchętniej cały dzień przesiedziałaby w książkach lub przed komputerem, nie wychodziła na zewnątrz i wiodła nudne życie wśród rzeczy niezbyt ciekawych dla „zwykłego” śmiertelnika. W branży IT jest jednak gość, który z wykutym w świadomości wizerunkiem maniaka komputerów wspólnego ma niewiele. Bo i wypić lubi, strzelić w nos też, a i niewykluczone, że pozbawił życia człowieka, do którego przyjaźnią raczej nie pałał.

Gdzie zaczyna się historia…

Na nieco inaczej umeblowany niż wszystkie umysł Johna McAfee miał zapewne wpływ sadystyczny ojciec, którego wachlarz metod wychowawczych zaczynał i kończył się na użyciu pięści. John z ojcem ma wspólnego także to, że obydwaj nie odmówiliby alkoholu. W wieku 15 lat McAfee zostaje sierotą i idzie na studia. Wbrew pozorom idzie mu nieźle i kończy matematykę, po czym próbuje sił jako pracownik naukowy.

Wtedy też ujawniają się początki wyskokowej natury McAffee – wchodzi w bardzo bliską relację z jedną ze swoich uczennic. Jako, że takie przypadki były karane bardzo surowo – po wyjściu sprawy na jaw zostaje wyrzucony z pracy i po tym łapie się do wschodzących wtedy firm informatycznych – był na przykład pracownikiem Xerox.

W roku 1983 trafia do przemysłu zbrojeniowego, ale oczywiście nie po to, by opracowywać konwencjonalne metody walki. Po raz pierwszy dzięki niemu zaczęto mówić o wirusie komputerowym na usługach wojska. Wtedy to też dostrzeżono, jaki potencjał mają złośliwe programy komputerowe i co można dzięki nim zyskać na polu (cybernetycznej) walki. Nie oznacza to jednak, że zapracowany McAfee nie ma czasu na wyskokowe życie. Wręcz przeciwnie – nie raz pił do upadłego i ćpał, aż o bożym świecie pojęcia nie miał. Mimo wszystko nie przeszkodziło mu to w zrobieniu świetnej kariery.

Jak zarobić miliony na sprytnie rozkręconej panice?

O to możecie zapytać właśnie bohatera tego wpisu, bowiem w robieniu niemałego szumu jest prawdziwym mistrzem. Założywszy własną firmę, która zajmuje się oprogramowaniem do identyfikowania i unieszkodliwiania złośliwych programów. Oczywiście przy tym rzuca przemysł zbrojeniowy i wpada na pomysł, żeby sztucznie rozkręcić swój biznes. Chodzi o wirusa Michelangelo, który w ogromnym skrócie niszczył dane razem z dyskiem, na którym były one zapisane. McAfee wręcz wrzeszczał, że światu grozi globalna katastrofa informatyczna i jako lekarstwo wskazywał właśnie swoje dzieło. Tym samym zainkasował niemal 100 milionów dolarów, a tymczasem okazało się, że wcale nie było tak źle, jak miało być.

john-mcafee

Po dosyć szybkim dorobieniu się niemałego majątku, McAfee traci stanowisko szefa McAfee Associates i… nie robi już praktycznie nic. Mając pieniądze mógł spokojnie oddać się swoim niecodziennym pasjom. W tle oczywiście huczne imprezy, kobiety, alkohol oraz narkotyki. McAfee zaczął inwestować, to w wschodzące projekty technologiczne, to w ziemie, posiadłości, ale i przeszkodziło mu to w napisaniu książek o jodze, czy założeniu stowarzyszenia pilotów, którzy specjalizują się akrobacjami w powietrzu. Już mniejsza o to, że bardzo często latał tuż nad głowami swoich sąsiadów, którzy naturalnie nie byli zadowoleni z zapędów Johna.

Ta historia byłaby mdła, gdyby nie trup

Ot, kolejny ekscentryczny milioner, jakich wielu. Maniak komputerowy – ok, są czasami odstępstwa od utartych wizerunków. Ale morderca? Tak się składa, że McAfee jest ścigany przez policję w Belize za zamordowanie Gregory’ego Faulla, z którym nasz uroczy ekscentryk nieco się nie lubił. Policja odnalazła ciało mężczyzny w jego własnym domu z dziurą w głowie – przy czym z domu zniknęło parę rzeczy – telefon komórkowy oraz komputer przenośny. Oczywiście, McAfee jest całkowicie niewinny, dopóki nie zostanie wydany prawomocny wyrok skazujący, jednak trup w otoczeniu tego pana wydaje się być czymś mało przypadkowym. Sam zamieszany w sprawę przeczy, jakoby miał mieć jakikolwiek związek z tym morderstwem i oskarża władze Belize o wymuszenie obciążających go zeznań.

Po tej aferze Intel, obecny właściciel pakietu McAfee odchodzi od pierwotnej nazwy produktu i odtąd nazywa się on Intel Security. Powiązanie tak poważnego gracza na rynku nowych technologii z niezbyt wygodnym nazwiskiem ekscentryka i osoby zamieszanej w morderstwo mogło nadszarpnąć wizerunek Intela, zatem ów ruch jest całkowicie zrozumiały.

McAfee obecnie raz na jakiś czas udziela się w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i widocznie nie pała zbytnią sympatią w stosunku do smartfonów, z których korzystamy obecnie bardzo często i gęsto. Powód jest prosty – według Johna są one świetnym narzędziem do wyciągania z nas poufnych informacji. To akurat nie jest novum i wiadomo, że skoro te urządzenia są naprawdę popularne, to i przestępcy będą chętniej obierać je jako cel swoich działań. Jako receptę na to McAfee proponuje korzystanie z telefonów, które smartfonami nie są – bo one według niego oferują najwyższy poziom prywatności. W sumie to logiczne. Ale to trochę jak wylewanie dziecka z kąpielą.

McAfee – szarlatan, wizjoner, ekscentryk, alkoholik, ćpun. To wszystko nie pasuje do wizerunku komputerowego maniaka. Ktoś by powiedział: „zakała, czarna owca, wyjątek”. Nie zapominajmy też, że to człowiek który dał niejako początek programom chroniącym przed zagrożeniami ze strony złośliwych programów. Jakkolwiek to brzmi – człowiek zdolny, ale wybitnie charakterystyczny.

Grafika: 1, 2