Apple

Irytujące rozwiązania, których Apple trzyma się od lat. Czy naprawdę tak trudno coś z tym zrobić?

PK
Patryk Koncewicz
48

Czy można być najbardziej dochodową marką technologiczną na świecie i jednocześnie mieć problem ze stworzeniem prostego kalkulatora? Apple pokazuje, że można

Apple przez lata działalności na rynku wyrybiło sobie opinie lidera technologii użytkowej i stworzyło wiele wiodących dla branży rozwiązań. Przyjęło się, że Apple to marka premium (choć pogląd ten jest nieaktualny już od dobrych kilku lat) a wypuszczane przez korporację sprzęty lub oprogramowania są małymi dziełami sztuki. Po części w sumie tak jest. Hardware w większości przypadków wykonany jest z dbałością o najmniejsze szczegóły, a oprogramowania zazwyczaj użytkuje się intuicyjnie i prosto. „W większości przypadków” i „zazwyczaj”, bo Apple nie byłoby sobą, gdyby do swoich produktów nie dorzuciło od czapy jakiejś irytującej rzeczy, która teoretycznie jest do przełknięcia, ale praktycznie nie powinna mieć miejsca w sprzęcie tej klasy. Zwłaszcza że Apple jest tych problemów w pełni świadome, ale woli machnąć na nie ręką, zamiast wziąć sprawę na klatę i naprawić niedoskonałości. Oto kilka głupich rozwiązań, których Apple trzyma się od lat.

Port do ładowania w Magic Mouse

Powiedzmy sobie od razu wprost: Magic Mouse nie jest dobrą myszką. Ani to ergonomiczne, ani praktyczne. Mysz jest niewielka, ostre krawędzie są niewygodne, a płaska konstrukcja sprawia, że po dłuższym użytkowaniu boli nadgarstek. Jednak nie to jest najgłupsze. Znacznie bardziej irracjonalny jest port do ładowania, umieszczony… u spodu.

Źródło: 9to5mac

Dla wielu może się to okazać oczywiste, ale jeśli jesteś początkującym użytkownikiem technologii, to może zdziwić Cię, że nie można używać myszy podczas ładowania. Apple tłumaczyło już, że to rozwiązanie podyktowane jest kwestiami technicznymi i wizualnymi, ale bądźmy poważni. Magic Mouse obecnej generacji został wyposzczony w 2015 roku. To aż 7 lat narzekania klientów, na które Apple jest kompletnie głuche. Aby naładować myszkę musisz najpierw odwrócić ją do góry nogami i dopiero wpiąć – odchodzący powoli do lamusa – kabel ze złączem Lightning. No, chyba że to część emejzingu. Jeśli tak to przepraszam za narzekanie.

Brak aplikacji pogodowej na iPadzie

Apple podejmuje czasem tak irracjonalne i uparte decyzje, że czasem aż trudno uwierzyć, że to właśnie nadgryzione jabłko jest liderem branży tech. Zakładam, że przełożenie aplikacji pogodowej z iPhona do iPada zajęłoby inżynierom Apple jakieś 15 minut. Jedną ręką. Z zamkniętymi oczami. Czemu Apple do tej pory tego nie zrobiło? Nie wiadomo. To tym bardziej niezrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że iPady do 2019 roku był właściwie dużymi iPhonami na bliźniaczym systemie. Wraz z wejściem iPadOS trochę się pozmieniało, a iPady zyskały możliwość dodawania widgetów, w tym także pogodowych. Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż nie jest aplikacja. Po kliknięciu w widget zostaje przeniesiony do strony internetowej dostawcy pogodowego. Równie dobrze mógłbym wejść w przeglądarkę i sprawdzić to ręcznie.

Brak skrótu od sterowania lokalizacją

Pamiętam jak przy zapowiedzi nowego centrum sterowania w iOS 11 z możliwościami większej personalizacji internet odetchnął z ulgą. Wszyscy byli bowiem pewni, że idiotyczne sterowanie lokalizacją z poziomu ręcznego wchodzenia w ustawienia telefonu nareszcie dobiegło końca. Nic bardziej mylnego. Kolejne wersje iOS wchodziły w życie, a skrótu od usług lokalizacji jak nie było tak nie ma. Apple przez ten czas dodało do centrum sterowania mnóstwo zbędnych pierdół, ale to czego wymagają setki tysięcy użytkowników, dalej mają gdzieś. Dale trzeba wejść do ustawień, zjechać do pozycji prywatność, wybrać kafelek usługi lokalizacji i przesunąć suwak. Prawda, że wygodne?

Kalkulator w iPadOS? Zapomnij

Oto prawdziwa wisienka na torcie. Apple od dłuższego czasu stara się promować iPady – zwłaszcza te podstawowe – jako urządzenia edukacyjne, przeznaczone domyślnie dla uczniów i studentów. Oczywiście pod warunkiem, że jako edukacja rozumiemy tylko robienie do przesady kolorowych notatek (ktoś w ogóle robi takie, jakie Apple pokazuje na konferencjach?) przy pomocy pencila. Jeśli chcesz używać iPada do nauki bardziej ścisłych przedmiotów, które wymagają obliczeń, to do tego kompleksowego sprzętu musisz dokupić sobie jeszcze fizyczny kalkulator. Tak, Apple do tej pory nie dodało tej jakże skomplikowanej funkcjonalności do iPada. Dlaczego? Tego nie wiem chyba nawet sam Tim Cook. Na ten temat odbywają się prześmiewcze dyskusje już od lat, a Apple ponownie na sprawę gdzieś. Tę niezrozumiałą kwestię poruszył youtuber Marques Brownlee w wywiadzie z Craigiem Federighi, starszym wiceprezesem ds. Inżynierii oprogramowania w Apple.

Craig świetnie opanował umiejętność odpowiadania na pytania w taki sposób, aby nie udzielić odpowiedzi. Patrząc na jego reakcje, można dojść do wniosku, że Apple średnio leży ten temat. W każdym razie stanowiskiem wysoko postawionego inżyniera z Cupertino jest to, że Apple nie zrobiło kalkulatora do iPada, bo… nie jest w stanie? To trochę kpina, że z jednej strony przyznaje, że stworzenie dedykowanego narzędzia to prosta sprawa, a z drugiej zasłania się tym, że Apple nie chce stworzyć zwykłego kalkulatora, a wyjątkowe narzędzia z efektem „wow”, które spełni oczekiwania użytkowników i standardy firmy. Ale Panowie, to tylko kalkulator. Bądźmy poważni. Ostatecznie stwierdza, że przecież w App Store kalkulatorów jest sporo, więc o co Ci w ogóle marudny użytkowniku chodzi?

Pssst... nie potrafi liczyć / Źródło: Apple

Czasem mam wrażenie, że Apple robi to wszytko po to, żeby było się do czego doczepić i o czym mówić. Nie znajduje innego wyjaśnienia dla sytuacji, w której jedna z najlepiej zarabiających korporacji technologicznych na świecie nie potrafi uporać się z tak błahymi niedogodnościami. A może po prostu im się nie chce? Mogą sobie na to pozwolić, urządzenia z jabłkiem sprzedają się przecież same.

Stock image from Depositphotos 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu