Apple

Czy kolor czatu determinuje wartość człowieka? Blue vs green bubbles to coś więcej niż wojenki fanbojów

PK
Patryk Koncewicz
108

Wykluczenie społeczne z powodu nieposiadania iPhone'a. Brzmi absurdalnie? Dla amerykańskich nastolatków to smutna codzienność.

Konflikt między użytkownikami systemu iOS i Android w Polsce jest trochę jak Moda na sukces – nigdy się nie kończy i po latach mało kto traktuje go poważnie. To w zasadzie już taki element popkultury, coś jak wojenki między Pepsi a Colą albo Xbox vs PlayStation. Lubimy czuć przynależność do danej grupy, a gdy ta grupa ma swojego odwiecznego przeciwnika, to już w ogóle jest fantastycznie. Można ulżyć sobie w internetowych dyskusjach nazywając oponenta fanbojem czy wyznawcą i wrócić spokojnie do codziennych działań. A tak na poważnie, to co w Polsce ogranicza się do słownych przepychanek, w Stanach Zjednoczonych jest poważnym problem. Użytkownicy Androida – zwłaszcza ci najmłodsi – doznają społecznego wykluczenia z powodu nieposiadania urządzeń od Apple. W USA znane jest to jako „green bubbles vs blue bubbles”.

Mój kolor jest lepszy niż twój

Na samym początku zaznaczę, że większość aspektów poruszonych w tej publikacji może wydawać się przesadą lub nawet żartem. Jednak żeby dobrze zrozumieć sytuację, musimy najpierw zaakceptować kontekst kulturowy. Z badań wynika, że niespełna połowa Amerykanów używa urządzeń z nadgryzionym jabłkiem. Można stwierdzić, że skoro proporcje rozkładają się po równo, to w czym problem? Otóż sęk w tym, że lepszy pogląd dają nam dane pochodzące z gimnazjów, liceów i uczelni wyższych. Aż 87% nastolatków i młodych dorosłych posiada iPhone'a i to właśnie ta grupa jest główną przyczyną problemów poruszanych w tym artykule.

Jeśli kiedykolwiek korzystaliście z ekosystemu Apple, to zapewne dobrze wiecie, jak łatwo jest wciągnąć się w rozbudowywanie go o kolejne urządzenia i usługi, a weźmy pod uwagę fakt, że w Polsce Apple jest zaledwie ułamkiem tego, co firma umożliwia w Stanach. Tim Cook i spółka doskonale potrafią kreować wizerunek marki. Produktów Apple używają gwiazdy, artyści i bohaterowie filmów czy seriali. Konferencje Apple za każdym razem przyciągają do ekranów rzesze oddanych fanów, którzy z każdym kolejnym produktem coraz bardziej zamykają się w murach ekosystemu. Jednym z jego kluczowych elementów jest iMessage.

Źródło: Depositphotos

iMessage to nic innego jak wewnętrzny komunikator przeznaczony do kontaktu między różnymi urządzeniami od Apple. Charakterystyczny niebieski kolor konwersacji oznacza, że odbiorca także posiada kompatybilny sprzęt z jabłkiem, dzięki czemu obie strony mogą wysyłać pliki audio i wideo, reakcje, naklejki czy tworzyć grupowe czaty. W wychodzącym już z użytku standardzie SMS takie opcje nie były dostępne, co nie oznacza, że z iPhone'a nie wyślemy klasycznego esemesa. Jak już wspomniałem, o wszelkich urozmaiceniach możemy wtedy zapomnieć, ale sam tekst poprawnie trafi do odbiorcy, nawet jeśli posiada telefon z Androidem. Kolor czatu automatycznie zmieni się na zielony, informując, że konwersacja opuściła ramy ekosystemu. Dla amerykańskich nastolatków jest to problem nie do przeskoczenia.

Choć brzmi to absurdalnie, mniejszość androidowej młodzieży doznaje znęcania i wyśmiewania, przez rówieśników, których jabłko czyni w ich mniemaniu lepszymi. Grupowe konwersacje na iMessage są popularną formą wymiany informacji pośród amerykańskich uczniów i studentów. Nieszczęśnicy posiadający „zielone bąbelki” skarżą się na wykluczenie życia towarzyskiego.

Kilka ciekawych wypowiedzi nastolatków zebrał The Wall Street Journal, przytaczając sytuację z Wellesley College w Massachusetts, gdzie uczniowie posiadający telefony z Androidem ze skruchą przepraszali swoich rówieśników za nieposiadanie dostępu do iMessage.

Problem jest tak poważny, że niektórzy skrajnie fanatyczni wyznawcy ekosystemu nie chcą wchodzić w relacje z użytkownikami Androida. Osoby korzystające z aplikacji randkowych są z góry odrzucane przez fakt nieposiadania iPhone'a. Przywiązanie do marki i funkcjonalności systemu determinuje to, jakim jesteś człowiekiem.

Konwersowanie z przedstawicielem „gorszego sortu” zielonych bąbelków jest uznawane przez amerykańskich nastolatków jako obrzydliwe. Pokazuje to jak potężny wpływ Apple wywiera na wyobraźnię młodzieży. Czy Apple można za to winić, czy raczej powinniśmy krytykować powierzchowność i zgorszenie samych użytkowników? Wszakże inżynierowie z Cupertino nie byli świadomi, do czego doprowadzi wprowadzenie niebieskiego czatu.

Apple nie oczekiwało takiego efektu, ale nie ma zamiaru tego naprawiać

Justin Santamarii – były inżynier Apple, który pracował nad iMessage – zdradził, że niebieskie dymki zrodziły się z prostej potrzeby. Zespół chciał po prostu łatwo identyfikować i rozróżniać iMessage podczas pracy z różnymi formatami. Przyznaje, że nigdy nie spodziewał się, że sytuacja może tak wymknąć się spod kontroli i stać się narzędziem do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Jednak gdy do Apple dotarły krytyczne głosy, firma stwierdziła, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Z punktu widzenia biznesowego to świetna sprawa, iMessage zacieśnia więzy między użytkownikami sprawiając, że nie chcą opuszczać ekosystemu chociażby ze strachu przed wykluczeniem, dzięki czemu stają się lojalnymi klientami na lata.

Źródło: Depositphotos

W 2013 prowadzono dyskusje nad wprowadzeniem iMessage dla urządzeń z Androidem, jednak dla Apple byłby to strzał w kolano. Ówczesny szef marketingu Phil Schiller, w jednym z wewnętrznych maili do Tima Cooka, które wyciekły do sieci, stwierdził, że „Przeniesienie iMessage na Androida zaszkodzi nam bardziej niż nam pomoże”.

Google od lata stara się także wymusić na Apple wprowadzenie standardu RCS – swoistych SMS nowej generacji – dzięki czemu użytkownicy obu systemów mogliby tworzyć grupowe konwersacje i przesyłać multimedia zacierając granice między komunikacją na linii iOS-Android. Nic nie wskazuje jednak na to, aby gigant z Cupertino miał się kiedykolwiek ugiąć.

Siła marki czy amerykańska kultura?

Jako wieloletniego użytkownika Apple ta absurdalna sytuacja niezwykle mnie dziwi. Choć sam faktycznie preferuje korzystanie z iMessage, które jest po prostu wygodne, to nie rozumiem amerykańskiej krótkowzroczności i zamykania się tylko na dwie formy komunikacji. Na rynku istnieje przecież wiele innych aplikacji, równie funkcjonalnych i wizualnie przystępnych, co komunikator od Apple. Być może odpowiedź tkwi w mentalności. Popularny YouTuber MKBHD w filmie na temat fenomenu green vs blue bubbles stwierdził, że większość przeciętnych obywateli USA korzysta z natywnych rozwiązań systemowych. Kupując iPhone'a nie zastanawiają się nad opcjonalnymi aplikacjami, tylko używają domyślnych Wiadomości, a z uwagi na fakt, że iPhony są tam tak bardzo powszechne, nie przychodzi im nawet do głowy, że ktoś może z iMessage nie korzystać.

Czy można tym tłumaczyć szufladkowanie, bullying i społeczne wykluczanie? Absolutnie nie. Konflikt między niebieskimi a zielonymi dymkami pokazuje, że fanatyzm jest niebezpieczny nawet w tak błahym wydaniu, jak kolor czatu. Pamiętajcie o tym, zanim przyjdzie wam do głowy obrazić kogoś z powodu użytkowania innego systemu operacyjnego.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu