Militaria

HIMARS zatrzyma Rosję? Uderzają w ich piętę achillesową, czyli logistykę

Krzysztof Kurdyła
4

Od kilku dni pojawiają się filmy z potężnymi eksplozjami z zaplecza rosyjskiej armii. W powietrze wylatują przed wszystkim składy amunicji, niezbędne do prowadzenia przez armię Putina przytłaczającego ostrzału artyleryjskiego. Za większość ataków odpowiadać mają HIMARS-y.

Game changer. Stały czy chwilowy?

Kilka dni temu, po upadku Lisyczańska większość rosyjskich trolli miała swoje chwile chwały. Taktyczny i okupiony poważnymi stratami sukces miał był dla nich, a także i części bardziej pesymistycznie nastawionych obserwatorów tej wojny dowodem na to, że Ukraina powoli zaczyna tę wojnę przegrywać.

Nie da się ukryć, że przyjęcie wojny materiałowej z Rosją, jest dla naszego sąsiada niezwykle kosztowne. O ile w wojnie manewrowej, charakterystycznej dla pierwszych tygodni konfliktu to głównie Rosja ponosiła poważne straty w sprzęcie i ludziach. Na obecnie prowadzonej wojnie pozycyjnej, rozgrywanej na skróconym i zagęszczonym odcinku Ukraina boleśnie odczuwa siłę rosyjskiej artylerii.

Dostarczone niedawno wyrzutnie artylerii rakietowej HIMARS zmieniły jednak na dziś obraz tej wojny, umożliwiając swoim zasięgiem i precyzją w uderzenie w arterię logistyczną rosyjskiej armii, potężne przyfrontowe składy, przede wszystkim artyleryjskie. Rosja może mieć setki „luf” na froncie, ale jeśli nie dostarczy im amunicji, będą miały wartość złomu.

Dobrze użyte narzędzie

Widać, że Ukraina bardzo dobrze zaplanowała, do czego HIMARS-y mają służyć, a spektakularne sukcesy na tym polu chyba przekonują Amerykanów, że warto w tę stronę mocniej pójść z pomocą. Już teraz ogłoszono, że w kolejnej „paczce” znajdą się 4 następne takie zestawy, a także duża ilość precyzyjnej amunicji do artylerii lufowej 155 mm (mówi się o Excaliburach).

W przeciekach ze strony rosyjskiej pojawiają się też informacje, że przeciwlotnicze systemy S-400, mające „katalogowo” radzić sobie z efektorami używanymi w systemach HIMARS, nie dość że są nieskuteczne, to jeszcze padają ofiarami ich ostrzału. To powoduje, że HIMARS w kategorii efektywności bez wątpienia stał się game-changerem.

Dawać ATACMS!

Rosja, która po ostatnim małym sukcesie musiała ogłosić pauzę operacyjną, zapewne żeby uzupełnić zapasy i zrotować oddziały, ma więc teraz poważny problem, który może sparaliżować ich akcję ofensywną. Jednak żeby można było mówić o prawdziwej zmianie, Ukraina musi dostać efektory dalekiego zasięgu, MGM-140 ATACMS, potrafiące ukąsić na odległość 300 km.

Do tej pory Amerykanie mieli opory, nie chcąc, aby Ukraina atakowała ich sprzętem cele położone na terenie Rosji, ale być może ostatnie sukcesy pokażą im, że to najbardziej efektywne i tania droga na to, żeby Rosję powstrzymać w Donbasie.

A trzeba pamiętać, że chodzi nie tylko o zatrzymanie postępów Rosji, ale też umożliwienie Ukrainie budowy siły ofensywę, zdolnej do odbicia okręgu chersońskiego i zaporoskiego. Odzyskanie tych ostatnich jest niezbędne, jeśli zachód nie chce, żeby wojna zakończyła się strategiczną porażką Ukrainy i sprzymierzeńców.

Dobry prognostyk, ale...

Pozostaje więc trzymać kciuki, żeby Joe Biden zmienił zdanie i dał Ukrainie do niszczenia głębszego zaplecza, już na terenie Rosji. Słabe skomunikowanie tych terenów, szczególnie w zakresie linii kolejowych, na których rosyjska armia się opiera, powoduje, że dla stojących w Donbasie rosyjskich związków to bardzo poważne zagrożenie.

W najbliższych dniach spodziewam się intensyfikacji działania strony rosyjskiej, szczególnie w zakresie ich artylerii rakietowej i lotnictwa, które będą starały się na HIMARS-y zapolować. Rosja twierdzi, że zniszczyła dwa takie zestawy, ale dowodów na to nie ma żadnych.

 

Ukraina obecnie ma mieć 12 zestawów M142 HIMARS, z czego 9 ma już działać operacyjnie, jest szansa, że niedługo ich liczba wzrośnie do 16-tu. Od Zjednoczonego Królestwa i być możne Niemiec (wiadomo jak to z nimi bywa), armia naszego sąsiada ma też otrzymać gąsienicowe wyrzutnie M270 MLRS. Około tysiąca ukraińskich artylerzystów szkoli się na tym sprzęcie w Wielkiej Brytanii.

Pozostaje nam trzymać kciuki za tempo dostaw i odblokowanie pocisków dalekiego zasięgu. A wtedy spektakularnych eksplozji, także z terenów rosyjskich powinno zacząć spływać znacznie więcej. Przypomnę też, że Polska także zamawia HIMARS-y, choć ogromna skala zamówienie (500 szt.) jest oczywiście dyskusyjna (jak wszystko, co MON ostatnio ogłasza).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu