VOD

Gdzieś już to widziałem... Oceniamy nowy polski serial Netfliksa "Gry rodzinne"

Konrad Kozłowski
3

Netflix wraca z nowym polskim serialem. "Gry rodzinne" to spojrzenie na istniejące i powstające relacje w sytuacji, gdy dwójka osób postanawia związać się do końca życia. Nie wszystko jednak poszło po myśli twórców.

Agnieszka Pilaszewska nie wraca przed kamerę zbyt często (ostatnio widzieliśmy ją w "Odwilży", a wcześniej w "Szóstce"), więc niektórych może dziwić brak angażu dla aktorki najlepiej znanej chyba z występu w "Miodowych latach". Pilaszewska jednak cały czas pracuje, a właśnie "Gry rodzinne" są tego efektem, bo całość nakręcono na podstawie jej scenariusza. Wcześniej przygotowywała między innymi "Przepis na życie" (był naprawdę dobry!) i "Samą słodycz" dla TVN-u, "Ultraviolet" dla AXN oraz pracowała przy filmie "To musi być miłość". Trudno nie dostrzec tu pewnego wzorca, ponieważ aktorka i scenarzystka często bierze pod lupę trudne rodzinne sytuacje i takiego rodzaju środowisko oraz sytuacje są dokładnie tym, czym zajęła się tworząc historię dla nowego serialu Netfliksa.

Fabuła serialu Gry rodzinne

Pomysł na fabułę i sposób opowiadania tej historii naprawdę mi się podoba. Skoki w czasie przenoszą nas pomiędzy wydarzeniami sprzed kilku lat, a tymi współczesnymi, dając szybki wgląd w to, jakie skutki przyniosły konkretne zdarzenia, tylko że po pewnym czasie to zaczyna męczyć. Niby pobudza to ciekawość, jak potoczyły się losy bohaterów w międzyczasie i dlaczego nie tak, jak byśmy się tego spodziewali, ale nadmiar informacji wcale nie jest spożytkowany w jakikolwiek sposób. Z początku serialowi nie brakuje szybkiego tempa, ale po pewnym czasie delikatnie zwalnia i pozwala nam złapać oddech, ale nie po to by lepiej przyjrzeć się poszczególnym bohaterom i ich poznać, lecz by ponawiać te same chwyty fabularne. To wcale nie sprawi, że łatwiej będzie nam przewidywać ich działania lub kogoś naprawdę polubimy.

Pod względem aktorskim "Gry rodzinne" prezentują całkiem dobry poziom - nie brakuje nowych, świeżych twarzy, które uzupełniają obsadę, w której znalazło się też sporo rozpoznawalnych osób. Należą do nich Paweł Deląg, Izabela Kuna, Marek Kalita, Edyta Olszówka, a także Eliza Rycembel i Bartosz Gelner. Nikt nie wybija się ponad resztę, wszyscy wspólnie kreują zaplanowany klimat i atmosferę serialu, który daje powody do uśmiechu i kilku wzruszeń. Niestety, "Gry rodzinne" wpadają w pułapkę sztampowości częściej, niż byśmy tego chcieli, dlatego wtedy bardzo istotne jest, by pozostałe warstwy tej produkcji sprawiły, że seans będzie przyjemny i angażujący.

Największy problem nowego polskiego serialu Netfliksa

Gry rodzinne

I tutaj docieramy do największego problemu nowego serialu Netfliksa, ponieważ zupełnie nie podoba mi się to, w jaki sposób nakręcono "Gry rodzinne". Już na samym początku dostajemy ogromną dawkę shaky cama, czyli scen nakręconych z ręki ze sporą dawką trzęsącego się obrazu. W wielu sytuacjach dodaje do wiarygodności nagrywanych ujęć, np. by stworzyć iluzję rejestrowania prawdziwych wydarzeń a'la w dokumencie. W innych przypadkach może to posłużyć przeniesieniu widza tam, gdzie mają miejsce istotne wydarzenia, by wrzucić go w sam środek akcji. W "Grach rodzinnych" to w ogóle nie działa i po kilku szalonych scenach miałem po prostu dosyć. Dynamika wydarzeń była wystarczająco duża, nie było wcale potrzeby tego potęgować takim rodzajem ujęć.

Podejrzewam, że "Gry rodzinne" będą jednym z tych seriali, które przypadną do gustu wybranej części widowni, zaś pozostałe osoby nie będą nim zainteresowane. Historii mogło nie brakować pazura, ale zbyt często wpada w koleiny po poprzednich produkcjach, dlatego to uczucie świeżości często wyparowuje, a w dodatku całość jest po prostu za długa. Tematyka serialu i okres premiery wpisują się nawet w pewien schemat seriali debiutujących w ramówkach stacji telewizyjnych, ale tygodniowe przerwy w oglądaniu nowych odcinków pozwalałyby odpocząć. Seans całości jest dość wymagający, a to przecież miała być czysta rozrywka. Netflix zapragnął powalczyć z kanałami TV w ich własnej lidze, zamiast po prostu nakręcić coś ciekawszego i lepszego, niż nadaje kablówka.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu