Bezpieczeństwo w sieci

Google i zakulisowe aukcje danych. Polska na podium w niechlubnym rankingu

PK
Patryk Koncewicz
1

Każdego dnia prywatne dane są przedmiotem zakulisowych aukcji wartych miliardy dolarów. Informacje o polskich użytkownikach Internetu są jednymi z najczęściej sprzedawanych w Europie

Każdego dnia gdy korzystasz z przeglądarki internetowej, mediów społecznościowych czy aplikacji mobilnych, niezliczone ilości danych zostają udostępnione zewnętrznym podmiotom. Gdy w błogiej nieświadomości przeszukujemy Internet do wykonywania codziennych zadań, na jego zapleczu odbywają się aukcje danych na niewyobrażalną skalę. Tysiące firm każdego dnia licytują informacje o Twojej lokalizacji czy historii wyszukiwania, które później zostają wykorzystane do kampanii marketingowych. Skala tego procederu jest oszałamiająca.

Twoja prywatność jest produktem na aukcji. Kto da więcej?

Zjawisko, o którym mowa, nosi nazwę Real-Time Bidding (RTB). Oznacza to zautomatyzowany proces aukcyjnego zakupu powierzchni reklamowej w czasie rzeczywistym. Za każdym razem, gdy użytkownik odwiedza daną stronę internetową uczestniczącą w aukcji, system licytuje powierzchnię, którą widzi odwiedzający. Pozwala to na bardzo precyzyjne dotarcie do konkretnej grupy odbiorców i lepsze targetowanie reklam. Ktoś może stwierdzić, że okej, nie ma nad czym się rozwodzić, przecież witryny internetowe śledzą nasze ruch po sieci nie od dziś. Fakt, wielkim podmiotom technologicznym udało się nam wmówić, że taka natura Internetu. Ale może te nieco dokładniejsze dane pokażą wam przerażającą skalę tego procederu.

Kradzież danych
Źródło: Depositphotos

Irish Council for Civil Liberties, irlandzka organizacja non-profit, która od lat lubuje się w patrzeniu Google na ręce, opublikowała szczegółowy raport dotyczący zakulisowego handlu danymi osobowymi miliardów użytkowników z całego świata. Organizacja wprost nazywa RTB największym naruszeniem danych, jakie kiedykolwiek odnotowano. Udostępnianie danych wyszukiwania i lokalizacji odbywa się 294 miliardy razy dziennie w USA i 197 miliardów razy dziennie w Europie. Przeciętny użytkownik ze Stanów Zjednoczonych jest narażony na ujawnienie danych aż 747 razy dziennie. W przypadku Europejczyków liczba ta jest prawie o połowę niższa i wynosi średnio 376 przypadków na dzień. W ujęciu rocznym liczby są jeszcze bardziej przytłaczające. Dane o amerykańskich użytkownikach są udostępniane 107 bilionów razy. W Europie liczba sięga 71 bilionów.

W aukcjach Google biorą udział międzynarodowe firmy zlokalizowane między innymi w Chinach i Rosji. Użytkownik nie ma żadnej możliwości kontroli lub sprzeciwu. W sporej części przypadków wręcz się na to godzimy. Czy ktokolwiek czyta regulamin aplikacji, które pobieramy ze sklepów mobilnych? Oczywiście, że nie. Nie powstają one przecież w ramach wolontariatu. To, co darmowe, zazwyczaj oznacza, że walutą są wrażliwe dane. Branża RTB w 2021 wygenerowała tym sposobem ponad 117 miliardów dolarów, handlując z niespełna 4700 firmami z całego świata.

Skala udostępniania danych w USA jest przerażająca. Europa wygląda pod tym względem odrobinę lepiej

Ciekawe dane pochodzą z naszego rodzimego rynku. Szacunkowa dzienna liczba transmisji danych polskiego użytkownika wynosi 431. Plasujemy się tym samym na drugim miejscu w tym jakże niechlubnym rankingu, tuż za Wielką Brytanią. Interesujące dane pochodzą także od naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech ruch użytkownika Internetu trafia na aukcję średnio raz na minutę. Wciąż jednak wygląda to blado przy sytuacji z USA, gdzie mieszkaniec Colorado musi godzić się z udostępnianiem danych średnio 987 razy dziennie. Nie ma wglądu w to co dzieje się z danymi, które zostaną wylicytowane przez daną firmę. Wydawać by się mogło, że w najgorszym wypadku nasz mail zostanie zapchany kolejnym spamem lub otrzymamy setny telefon z zaproszeniem na licytację garnków. Raport pokazuje jednak, że dane mogą zostać wykorzystane w dużo podlejszym stylu.

Źródło: ICCL

Nikt nie wnika w to, co stanie się z danymi zakupionymi na aukcji. W raporcie przytoczono przykład katolickiego księdza, szkalowanego i wyoutowanego przez katolickie pismo The Pillar. Ksiądz korzystał z aplikacji dla osób homoseksualnych Grindr, która także wystawiała dane użytkowników na aukcje. The Pillar zakupiło informacje o lokalizacji, którą zbierała aplikacja Grindr i wykorzystało dane o odwiedzanych miejscach (w tym barach dla gejów) do sporządzenia artykułu, krytykującego zwyczaje seksualne księdza.

Nieważne niestety jak bardzo będzie to dla nas oburzające. Musielibyśmy przestać korzystać z Internetu, aby nie być produktem na aukcji. Nie sposób pozyskać szczegółowych informacji o tym jak dokładne są to dane. Wiadomo jednak, że użytkownicy są wrzucani do konkretnych szufladek z przykładowym wskazaniem na „zaburzenia lękowe”. Co się z nimi dzieje gdy dany podmiot wygra aukcję? Strach pomyśleć.

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu