Google

W Google panoszy się sekta religijna? Zwolniony pracownik pozywa firmę o dyskryminację

PK
Patryk Koncewicz
3

Były pracownik Google utrzymuje, że został zwolniony z powodu sprzeciwienia się wpływom sekty religijnej, funkcjonującej w szeregach firmy. Jej macki mają sięgać aż do stanowisk dyrektorskich.

Niedaleko kalifornijskiego Marysville znajduje się siedziba sekty religijnej, zwanej Drużyną Przyjaciół. Na 1200 hektarach ziemi stworzyli imponujący kompleks pełen dzieł sztuki, drogocennych artefaktów i antycznej architektury. Ugrupowanie wyznaję ideę „duchowego przebudzenia”, osiąganego poprzez obcowanie z historią, sztuką i spuścizną wybitnych myślicieli. Co to ma wspólnego z technologią? A no to, że przedstawiciele sekty zdołali owinąć sobie wokół palca oddział Google. Do tego stopnia, że w placówce szerzy się nepotyzm, a głos sprzeciwu kończy się zwolnieniem. Doświadczył tego Kevin Lloyda, były już pracownik Google, który na drodze sądowej chce walczyć z dyskryminacją.

Sztuka, pieniądze i anielskie postacie

Drużyna Przyjaciół (Fellowship of Friends) to niezwykle kontrowersyjne ugrupowanie. Jego historia sięga 1970 roku, kiedy to były nauczyciel z San Franciso – Robert Earl Burton – postanowił porzucić dotychczasowe życie, stając się guru sekty. Organizacja liczy 1500 członków na całym świecie, z czego około 500/600 w okolicach siedziby w zamkniętym kalifornijskim kompleksie Oregon House. Grupa otwarta jest dla każdego, kto odczuwa potrzebę duchowego przebudzenia. Stan ten według Przyjaciół osiągany jest poprzez obcowanie z „wyższymi wrażeniami”. Dzięki interakcji z wybitną muzyką, sztuką i architekturą są w stanie doznać wizyt anielskich postaci historycznych, takich jak Jan Sebastian Bach czy Leonardo da Vinci.

Sekta po raz pierwszy wdała się w problemy prawne w 1984 rok, kiedy były jej członek oskarżył Burtona o uwodzenie seksualne młodych mężczyzn dołączających do organizacji. Podobne zarzuty o niestosowne zachowania seksualne pojawiły się 1996 roku, jednak oba pozwy zostały rozstrzygnięte pozasądowo.

Utrzymanie 1200 hektarów pełnych dzieł sztuki i jeszcze do niedawna prężnie działającej winnicy to niemały wydatek. Sekta wymaga więc od swoich członków składania darowizn w wysokości 10% miesięcznych zarobków. Z uwagi na to, Przyjaciele wiodą dostatnie życie, wystawiając w siedzibie opery, balety i wystawy sztuki, w tym chińskich antyków wartych 11 milionów dolarów. Miejsce to ma być kolebką nowej cywilizacji, uchronionej od globalnej apokalipsy. Drużyna Przyjaciół rekrutuje wyjątkowo uzdolnione i wrażliwe na dobra kultury jednostki. Takie osoby udało się znaleźć w jednym z oddziałów Google.

Nepotyzm i kumoterstwo w szeregach Google

Peter Lubbers jest dyrektorem Google Developer Studio, zajmującym się między innymi produkcją filmów promujących narzędzia programistyczne od Google. Tak się składa, że pan Lubbers jest także wieloletnim członkiem Drużyny Przyjaciół. Do Doliny Krzemowej przybył z Holandii, gdzie – jak odkryła prawniczka Kevina Lloyda – zamieszkuje wielu członków organizacji. Lubbers piastuje wysokie stanowisko, a jego roczne zarobki to nierzadko siedmiocyfrowe kwoty. Swój wpływy wykorzystał do wprowadzenia w szeregi Google członków sekty, między innymi producenta wideo Gabe’a Pannella. Obaj panowie blisko trzymali się z guru Przyjaciół, nazywając go na jednym ze zdjęć zamieszczonych w Internecie „naszym ukochanym nauczycielem” (podpis został później usunięty).

Lubbers nadużywał władzy, zatrudniając innych członków sekty z pominięciem skomplikowanych procesów rekrutacyjnych i długotrwałego onboardingu. Według Erika Johansona, starszego producenta wideo w Google Developer Studio, członkowie Przyjaciół nie podlegali właściwie żadnej kontroli. Nikt nie wnikał, skąd pochodzili, bo decyzji Lubbersa nikt nie podważał.

W 2017 roku Kevin Lloyd dołączył do zespołu produkcji wideo, odpowiadając bezpośrednio przed Pannellem. Niedługo po rozpoczęciu pracy zorientował się, że ponad połowa zespołu Pannella należy do sekty. Okazało się także, że do Google dołączyła także żona i córka Pannella, a do obsługi wydarzeń organizowanych przez firmę zatrudniono członków grupy oraz ich krewnych w roli fotografa, masażysty czy DJ-a.

Google często serwowało także wino pochodzące z winiarni zlokalizowanej niedaleko siedziby sekty w Oregon House, prowadzonej przez jej przedstawicieli. Firma sfinansowała także zainstalowanie najnowocześniejszego systemu dźwiękowego w domu jednego z jej członków. Lubbers nie ma sobie jednak nic do zarzucenia:

„Moje osobiste przekonania religijne to głęboko zakorzeniona, prywatna sprawa. Zawsze spełniałem swoją rolę, sprowadzając odpowiedni talent do danej sytuacji” – Peter Lubbers

Wątpliwości budzi także kwestia szybkich awansów Pannella, który w zaledwie pół roku – dzięki bliskim znajomościom z Lubbersem – został zatrudniony na stanowisku producenta wykonawczego. Powyższe kwestie nie spodobały się Lloydowi i zostały zgłoszone do managera zespołu. Mężczyzna w odpowiedzi usłyszał, że ma porzucić sprawę, bo pan Lubbers jest zbyt dużą postacią. Chwile po tym Kevin Lloyd został zwolniony bez podania przyczyny. Lubbers i Pannell jednogłośnie stwierdzili, że problemem była niewystarczająca wydajność.

Zwolniony pracownik zawalczy o swoje prawa w sądzie. W procesie będzie domagać się odszkodowania za dyskryminację, działania odwetowe i bezpodstawne zwolnienie. Lloyd uważa, że Google finansuje sektę Drużyny Przyjaciół. Stwierdził, że świadomość tego procederu czyni go po części odpowiedzianym, bo po tym czego się dowiedział, nie może po prostu odwrócić wzroku.

Stock image from Depositphotos

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu