Militaria

Decyzyjne drony lotnicze? W tej wizji Maverick nie miałby żywych kolegów

Krzysztof Kurdyła
0

Lockheed Martin to jedna z najważniejszych lotniczych firm świata. Jej projektanci stworzyli wiele przełomowych konstrukcji wojskowych, takich jak F-22 czy F-35. Choć nie zostali wybrani do programu NGAD, ich głos w sprawie kształtu przyszłego lotnictwa wojskowego wiele znaczy.

W poszukiwaniu koncepcji

Myśliwce 5. generacji za swoje sztandarowe cechy mają technologię stealth oraz głębokie „usieciowienie” tych maszyn. Samoloty i piloci zatracili sporo ze swej niezależności, ale stali się za to ważnymi węzłami rozbudowanego systemu pola walki. Czym będą charakteryzować się maszyny 6. generacji?

Tak naprawdę do końca się to jeszcze nie wykrystalizowało, ale jedną z rzeczy, nad którymi pracuje się najbardziej intensywnie, jest umożliwienie ich współpracy z bezzałogowymi statkami, nazywanymi „lojalnymi skrzydłowymi”. W tej wizji samolot załogowy stanowiłby centrum zespołu uderzeniowego, wspomaganego przez jedną, albo i więcej bezzałogowych maszyn.

Dotychczasowe prace skupiały się na maszynach o ograniczonej autonomii, mocno podporządkowanych decyzjom pilota-lidera, spomaganego przez operatora naziemnego. Lockheed Martin przedstawił jednak inną wizję rozwoju takich bezzałogowców, postulując zwiększenie ich liczby, różnorodności i nadanie im bardzo szerokiej autonomii, właściwie pozwalającej na samodzielne wykonywanie zadań bojowych.

Nowe pole walki

Wizja specjalistów Lockheed Martina została nakreślona z rozmachem. Według ich analiz, zamiast tworzyć mocno ubezwłasnowolnione drony towarzyszące, mogłyby powstawać rozbudowane grupy uderzeniowe, tworzone przez kilka rodzajów maszyn, zależnie od potrzeb misji. Taki zespół działałby w rozproszeniu, komunikując się i uzupełniając dzięki systemowi zarządzania polem walki.

Lockheed uważa, że myśliwcom powinny towarzyszyć takie maszyny jak drony-kamikadze, tanie samoloty wielokrotnego użytku, które będzie łatwo poświęcić w razie potrzeby i specjalne, wykonujące bardzo specjalizowane zadania. Mówi się tutaj o dronach walki elektronicznej, komunikacyjnych, zwalczających OPL i nośnikach rakiet czy mniejszych dronów.

Zespoły uderzeniowe w bardzo podstawowej wersji składałyby się z samolotu załogowego i dwu do czterech dronów towarzyszących, ale z możliwością ich rozbudowy. To jednak oznacza, że ich za realizację ich zadań będzie musiała odpowiadać praktycznie całkowici autonomiczne systemy, a samolot z pilotem nie będzie stricte centrum decyzyjnym, co będzie miał za zadanie wnosić do zespołu czynnik ludzki.

Autonomia na wojskowych salonach

Wizje Lockheed Martina z tego powodu podejścia do autonomii z pewnością będą napotykać spory opór. W wojsku amerykańskim wielu oficerów obawia się oddania poważniejszych decyzji maszynom, czego wyrazem była opisywana już przeze mnie dyrektywa 3000.09.

Wydaje się jednak, że pierwsze oznaki zmiany tej mentalności są już widoczne, Pentagon na razie... bada niezobowiązująco tę sprawę. Jednocześnie dynamiczny rozwój nowoczesnych technologii i zwiększająca się rola tańszych finansowo i „ludzko” bezzałogowców te zmiany po prostu wymusi.

Propozycje Lockheed Martina w ten trend ładnie się wpisują, a trzeba przyznać, że ich wizja jest ciekawa i dość konsekwentnie nakreślona. Tylko Hollywood może się martwić, w nowym lotnictwie Maverick nie miałby żywych kolegów w zespole. Choć z drugiej strony, walka ze zbuntowaną dronową ekipą mogłaby być nawet bardziej atrakcyjna :)

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu