VOD

Czy Netflix będzie jeszcze cool? To koniec pewnej epoki

KK
Konrad Kozłowski
82

Netflix produkuje i dystrybuuje więcej seriali i filmów niż kiedykolwiek wcześniej, ale otoczka wokół platformy uległa zmianie. Czy Netflix będzie jeszcze kiedyś "cool"?

Okres wejścia Netfliksa do Polski był na wiele sposobów szczególną chwilą. Jeden z najważniejszych, jeśli wtedy nie najważniejszy gracz na rynku dojrzał nasze podwórko i postanowił nie tylko udostępnić tu swoją ofertę, ale z przytupem zaznaczyć swoją obecność. Oczywiście nie obyło się bez potknięć na samym wstępie, jak braki w tłumaczeniu czy absencja kluczowych tytułów ("House of Cards"...), ale która z platform takich błędów nie popełniła?

Netflix zaskoczył i wszedł na rynek seriali. I to z przytupem

Wraz z upływem czasu Netflix coraz chętniej zamawiał własne seriale, zamiast uzupełniać katalog produkcjami, za które odpowiadali inni. Uwielbialiśmy dostęp do znanych tytułów, ale gdy dostawaliśmy coś zupełnie nowego i niedostępnego nigdzie indziej, to Netflix zyskiwał w naszych oczach. Tym bardziej, że te seriale prawie jeden za drugim były dużą, ambitną i obiecującą produkcją. Serwis pracował na uznanie i przez pewien czas najwięksi rywale mieli twardy orzech do zgryzienia, bo nie mogli błyskawicznie odpowiedzieć na te ruchy. Stacje telewizyjne nie dysponowały takimi budżetami, swobodą w realizacji i dystrybucji, a widzowie chętnie zasiadali w piątkowy poranek/wieczór, by jeszcze w weekend zdążyć obejrzeć nowy sezon hitu, jak "Narcos", "Orange is the New Black" czy "House of Cards". Ten ostatni był na tyle mocnym tytułem, że w Sieci pojawiały się liveblogi z relacjami z seansu serialu przez ponad 13 godzin bez przerw. Bycie na bieżąco z tym wszystkim było cool, bo Netflix był cool.

Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy platforma - w pewnym stopniu zmuszona do podjęcia nowych kroków - rozszerzała swoją działalność. Inwestycja w filmy, ekspansja na odległe regiony i liczone nawet nie w dziesiątkach, a w setkach premiery każdego roku sprawiły, że dziś subskrybentów Netfliksa jest około 220 mln. Zaspokojenie oczekiwań takiej widowni nie jest łatwe i choć serwis wciąż pozwala sobie na sporo wolności w realizacji ryzykownych projektów, to Netflix musi tworzyć więcej zróżnicowanych i mniej wymagających tytułów, by te dotarły do jak najszerszej widowni. W konsekwencji wciąż trwające "Stranger Things", "dobiegający końca "Ozark", a także zmierzający ku finałowi "The Crown" postrzegam jako ostatnie seriale zapoczątkowane w tamtej epoce. Po ich zakończeniu wciąż będzie co oglądać i Netflix będzie w stanie zaskoczyć, ale trudno mi dostrzec perspektywę, w której platforma zdoła wrócić do tamtych czasów.

Netflix produkuje więcej, ale czy lepiej?

Dla mnie Netflix staje się powoli odpowiednikiem tradycyjnej telewizji - nieważne, ile skaczę po kanałach, i tak nie jestem w stanie znaleźć nic dla siebie. To, co oglądam na Netfliksie, zwykle oglądam z obowiązku. Nie jest mi potrzebny do szczęścia jeszcze jeden Coben, kolejny identyczny skandynawski kryminał ani 25 nowych produkcji koreańskich. Chcę kilku seriali rocznie, które rzeczywiście zwalą mnie z nóg i coś zmienią w moim postrzeganiu świata - Netflix nie ma w zasadzie żadnego. - stwierdza w rozmowie ze mną Marta Wawrzyn, redaktorka naczelna Serialowa.pl.

Zwraca też uwagę na podjęte przez Netfliksa współprace, w tym te na polskim rynku: Netflix dla mnie nie jest cool co najmniej od tego momentu, kiedy zaczął współpracę z TVP, jednocześnie kreując się na jedną z tych "dobrych" korporacji z zasadami, które wspierają liberalne wartości. To oczywiście zwykłe mydlenie oczu, platformy streamingowe działają dla zysku i kropka. Nie jest też cool, bo zalewa rynek setkami podobnych do siebie seriali, gdzie jakość nie ma już żadnego znaczenia. Bo nie jest w stanie, a przede wszystkim nie chce, wyprodukować czegoś na miarę "Sukcesji", "The Boys" czy "Teda Lasso" -- świeżego serialu, innego niż wszystkie. Bo nie chce dać nam "Wiedźmina", na jakiego fani Sapkowskiego zasługują, równając wszystko do najniższego wspólnego mianownika, a ten jest naprawdę niski.

Ozark, Stranger Things, The Crown... i koniec?

Z wyrażeniem swojej opinii i zadawaniem pytaniem czekałem na moment debiutu finałowej serii "Ozark". Netflix podzielił jednak 4. sezon na dwie części obiecując nam w zamian kilka odcinków więcej. Platforma stosuje to zagranie od pewnego czasu - nie zamierza rozwścieczyć widzów wprowadzeniem cotygodniowych premier odcinków seriali, więc zatrzymuje widzów na dłużej dzieląc sezony na części. Wcześniej zrobiono to samo np. w przypadku cieszącego się ogromną popularnością "Domu z papieru". Gdy rozpytywałem o Netfliksa wśród znajomych, a także koleżanek i kolegów po fachu, nie spodziewałem się, że tak wiele osób potwierdzi moje obserwacje.

black mirror

Wydaje mi się, że Netflix jakiś czas temu stracił swój blask. Niegdyś ta platforma była znana z produkcji takich jak „House of Cards”, „Orange is the New Black”, „Black Mirror” czy „Narcos”. Charakteryzował je wysoki poziom wykonania i świetnie napisane scenariusze. Przynajmniej w pierwszych sezonach. Niestety, platforma przyzwyczaiła abonentów do tego, że ma także dużą bibliotekę ze znanymi markami zarówno filmowymi jak i serialowymi. - komentuje Dawid Muszyński, redaktor naczelny naEkranie.pl. Zwraca uwagę na zmianę w działalności Netfliksa, gdy rynek zauważył potencjał w serwisach VOD: Jednak teraz gdy każde studio czy telewizja ma swoją platformę, Netflix zaczął tracić kontent. Przez co postanowił zapełniać go własnym. Robionym niestety bardzo szybko i za coraz mniejszy budżet, co odbija się na jakości. Produkcji które potrafią widza zachwycić tak jak kiedyś jest naprawdę garstka i trudno je znaleźć w zalewie przeciętności jaką wypełniona jest ta platforma. To przykre, zwłaszcza dla osób które były z Netflixem od początku działalności.

Netflix wszedł do Polski i zaczął produkować

Pamiętamy, że w pewnym momencie zapowiedź realizacji polskiego serialu przez Netflix było gigantycznym wydarzeniem. "1983" miało zmienić obraz polskiego rynku serialowego i jeszcze większym stopniu wprowadzić platformę do polskich domów. Tak się nie stało, a kolejne lokalne tytuły tego trendu nie odwróciły: Kiedyś Netflix był uznawany za platformę nowoczesną która potrafi przykuć widza na kilka godzin, a nawet dni do kanapy. Teraz tak nie jest. Straciła tę przewagę jakościową na rzecz HBO, Amazona czy Apple TV+. Widać to najlepiej po polskich produkcjach, które częściej rozczarowują widzów niż ich zachwycają. I raczej szybko oto się nie zmieni. - kończy Dawid Muszyński.

Reakcja rynku na ostatniej sprawozdanie kwartalne Netfliksa była dość bolesna. Choć subskrybentów przybyło, to predykcja co do następnych miesięcy nie napawa optymizmem, dlatego wartość platformy na giełdzie spadła. Zwracałem wtedy też uwagę na inny fakt: ponad 90% nowych widzów pochodzi z rynków poza Ameryką Północną, więc to pokazuje, jak nasycony jest już amerykański rynek. Netflix musi szukać swojej szansy na innych kontynentach, ale wcale nie jest tak, że Netfliksa w USA ma każdy. Wręcz przeciwnie, to właśnie tam niedawno serwis po raz pierwszy w historii stracił pewną grupę abonentów, prawdopodobnie na rzecz innych platform VOD. Czy taki trend dotrze też do Polski?

Netfliksowi rośnie konkurencja, a platforma musi myśleć globalnie

Ale jednocześnie warto pamiętać, że o ile zachodnia publika zaczyna się już od Netfliksa odwracać, co widać choćby po właśnie ogłoszonych fatalnych wynikach z zeszłego roku, w Polsce ten szał dopiero się zaczyna. Netflix dopiero staje się tym jedynym serwisem streamingowym, który zastępuje piratów. Polacy dopiero zaczynają na rzeczywiście masową skalę oglądać zagraniczne seriale. A inne platformy, na czele z HBO Max i Disney+, tak długo zwlekają z wejściem do naszego kraju, że kiedy już wejdą, będą mieć naprawdę duży problem z przebiciem się do świadomości przeciętnego Polaka i znalezieniem satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie: dlaczego akurat my, a nie Netflix? - zadaje pytanie Marta Wawrzyn.

Czy Netflix będzie jeszcze cool?

Rzeczywiście, opóźnienie wprowadzenia Disney+ czy HBO Max do Polski jest dla bacznych obserwatorów zauważalne, a polskim widzom koło nosa przechodzą nowe produkcje, które definiują nowe platformy. Coraz częściej spotykam się z opinią porzucenia subskrypcji Netfliksa, która wznawiana jest na jeden czy dwa miesiące, by nadrobić sprawdzone(!) zaległości. Jest też część użytkowników, dla których Netflix jest jak podstawowy pakiet TV, który trzeba mieć.

Wtedy serwis jest odwiedzony w pierwszej kolejności, a gdy brakuje czegoś do obejrzenia, dopiero wtedy niektórzy szukają serial i filmów w innych miejscach. Niemal nie dostrzegam już tej ekscytacji, gdy ktoś mówi mi o kilku serialach Netfliksa z rzędu, które obejrzał i coraz rzadziej ktokolwiek wspomina produkcje, które ukazały się/rozpoczęły się zaledwie 5-6 lat temu! Pojawienie się HBO Max i Disney+, a także SkyShowtime może wiele zmienić, ale czy zmienią Netfliksa? Czy Netflix będzie jeszcze cool?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu