Świat

2021, najchłodniejszy rok XXI wieku

MG
Maciej Gorczyński
20

Według klimatologów 2021 będzie przypuszczalnie jednym z najchłodniejszych lat XXI wieku. I to jest wiadomość fatalna, ponieważ Ziemianie nie mogą sobie pozwolić ani na fałszywie optymistyczne wnioski, ani na chwilowe uśpienie uwagi.

Ostatnie tygodnie rzeczywiście nie należały do gorących – to w końcu środek lata. Ciekawe, co do początku sierpnia zapisało się w kronice prawdopodobnie najchłodniejszego roku tego wieku: w Finlandii odnotowano najdłuższy od 60 lat okres gorących tygodni, w Laponii przez szereg dni lipca temperatura utrzymywała się na średnim poziomie 30°C, a 14 lipca Finowie doświadczyli najcieplejszej nocy w swojej historii: było 24°C; 11 lipca w najcieplejszym miejscu na Ziemi, czyli w Dolinie Śmierci na pustyni Mojave w Kalifornii, było 54°C. 20 lipca w tureckim Cizre  było niewiele mniej, bo 49,1°C; miasteczko Lytton w Kanadzie praktycznie zniknęło z mapy po pożarach, które pojawiły się tuż po rekordzie temperaturowym: 49,6°C (należy obejrzeć zdjęcia udostępnione przez agencję Reuters), a 19 lipca stwierdzono, że 40% tzw. czapy lodowej Grenlandii jest pokryta topniejącą wodą; do tego gigantyczne i błyskawiczne powodzie w Chinach (których rozmiar i liczba ofiar są bagatelizowane przez oficjalne media), po tym jak w mieście Zhengzhou spadło 200 mm deszczu w ciągu godziny (ulewa o niespotykanej skali trwała 3 dni). 4 tysiące pożarów w Kanadzie; na Syberii spłonęło 1,5 miliona hektarów ziemi, w tureckim Bodrum, które tak lubią Polacy – 80 hektarów, klimatolog z IMGW wskazuje, że na Antarktydzie temperatura sięga 18°C. Poza tym, jak co roku, Kalifornia, dotknięta kolejnymi falami upałów i suszy, znikające lasy Amazonii i rafy koralowe oraz śmierć zależnego do nich życia, rekordy i pożary greckie dołączające się do pożarów w Turcji można śledzić na bieżąco, najwyższa zanotowana w tym roku w Polsce temperatura była wyższa niż w 2020, a sezon burzowy, jak zauważają Polscy Łowcy Burz, znowu się wydłużył. Badania, które przeprowadzono w roku 2018, potwierdziły rzecz, którą od dawna znamy: występowanie nocy tropikalnej w krajach bałtyckich. Tzw. noc tropikalna zyskuje swoją nazwę, jeżeli temperatura między zmierzchem a świtem nie spada poniżej 20°C; jest typowa dla krajów śródziemnomorskich, ale jej zasięg nieustannie się rozszerza.

To wszystko nie oznacza, że klimatolodzy mylą się w ocenie najchłodniejszego roku, ale raczej prowadzi do pytania: jak będzie przebiegał rok najcieplejszy? Globalne ocieplenie skutkuje nie tylko odczuwalnym wzrostem temperatury, ale również intensywnością i liczebnością gwałtownych zjawisk atmosferycznych, których tylko część można przewidzieć. Jedna z prognoz, opublikowana niegdyś w „Świecie Nauki”, mówi że ilość tajfunów nad oceanami całkiem niedługo może całkowicie zatrzymać komunikację lotniczą między Europą i USA.

Według niektórych analityków na wiele działań jest już za późno i trzeba myśleć nie tylko  o ratunku dla klimatu, również o adaptacji życia do nowych warunków i sensownym użytku z techniki, która przewiduje, chociaż nie zapobiega. Powodzie w Niemczech, Belgii, Holandii i Szwajcarii są dobrym przykładem; w dzielnicy Blessem miasteczka Erftstadt, leżącego na południowy zachód od Kolonii, woda zabrała wszystko: od ulic, przez domy, samochody, po nagrobki. Tylko w tym regionie zginęło 48 osób, w całych Niemczech największe powodzie w powojennej historii zabiły około 200 ludzi. Rozmiar tragedii powiększył brak odpowiedniej reakcji władz, które, jak się okazuje, zostały właściwie ostrzeżone.

Po gigantycznych powodziach z roku 2002 Komisja Europejska doprowadziła do powstania Flood Awerness System (EFAS), który – jak mówi cytowana przez „The Economist” hydrolog Hannah Cloke z EFAS – przekazała Niemcom stosowne ostrzeżenie i prognozę. Zawiodła komunikacja między odpowiedzialnymi instytucjami, przyłożyła się jakaś zwykła niefrasobliwość, ale nie należy doszukiwać się przypadkowych przyczyn tragedii. Zadziałała reguła, która zdaniem klimatologów, będzie się powtarzać co roku. I nie chodzi o straconą możliwość ratowania miasta, ponieważ takiej nie było, ale o zaniechanie ewakuacji ludności we właściwym czasie. Podobnie nie da się już uniknąć tego, że w niektórych miejscach świata temperatura i wilgotność spowodują, że praca na dworze (nie mówiąc o uprawianiu sportu) będzie na pewno niemożliwa. W regionach tropikalnych może to nastąpić już za kilka lat. Jeżeli topnienie lodów w Arktyce i Grenlandii osiągnie punkt bezpowrotny – dość dokładnie określony przez badaczy – poziom oceanów będzie się podnosił o kilka metrów rocznie, a nie, jak teraz, milimetrów. Modele klimatyczne mówią, że jesteśmy na drodze, na końcu której – w roku 2100 – klimat będzie cieplejszy o 2,7°C wobec czasów przed powstaniem wielkiego przemysłu, co oznacza nieobecność wielu wysp, przesunięcie wybrzeży i bezpośrednie zagrożenie 420 milionów ludzi.

Zdaniem badaczy globalne ocieplenie i jego wszystkie skutki są związane z podniesieniem temperatury Ziemi o 1,1°C wobec tzw. ery preindustrialnej. Podczas konferencji klimatycznej w Paryżu w grudniu 2015 roku 190 krajów zobowiązało się do działań zmierzających do zatrzymania dalszego wzrostu i utrzymania go poniżej 2°C wobec okresu przed powstaniem wielkiego przemysłu. Wbrew liczbom cel nie jest całkiem jasny, oficjalny dokument Unii Europejskiej mówi o poziomie „znacznie niższym” niż te 2°C. W całym modelu klimatycznym jest zresztą – ostrzegają niektórzy naukowcy – margines błędu, na którym zmieści się dużo tragicznych wydarzeń. Ocieplenie i jego skutki nie rozkładają się po równo; 1,1°C to średnia światowa, jednak temperatury w mniejszym stopniu rosną na obszarach oceanicznych i w Ameryce Południowej, w największym natomiast w Kanadzie, Skandynawii i na Syberii – co zresztą pasuje do tegorocznej kroniki wydarzeń. W Chinach, Rosji i Indiach pod koniec stulecia można spodziewać się temperatur wyższych nawet o 4-5°C. Oprócz geograficznego, nierówność ma również wymiar polityczny: kraje rozwijające i pozostające w fatalnej sytuacji ekonomicznej mają żadne lub ograniczone środki do realizacji celu klimatycznego. Dobrze, że do gry wrócili Amerykanie, którzy zobowiązali się do potrojenia – do 1,5 mld dolarów – funduszy wspierających ochronę środowiska w biedniejszych częściach świata.

Sześć lat, które minęło od spotkania w Paryżu, nie było pasmem sukcesów w ochronie klimatu. Zakłada się, że jeżeli nie osiągniemy czegoś widocznego do połowy stulecia, trzeba będzie liczyć na technikę, której jeszcze nie ma. Optymiści mówią, że jeśli USA staną się zeroemisyjne w roku 2050, a Chiny w roku 2060 – jak obiecują – cel paryski stanie się bardziej realny, ale to w niczym nie zmieni tego, co dzieje się teraz, w najchłodniejszym roku XXI wieku.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: