Militaria

Klasyczna artyleria ostatecznie przegoniła Rosjan z Wyspy Węży

4

Wyspa Węży od początku obecnego konfliktu przykuwa uwagę. Rosja początkowo tam wygrała, zajmując bez walki ten trudny do obrony kawałek skały. Szybko jednak okazało się, że to zwycięstwo będzie dla Rosji, na wielu polach, bardzo kosztowne. Teraz artyleria zamieniła je w porażkę.

Wyspa Węży

Każda osoba interesująca się przebiegiem tego konfliktu pamięta z pewnością świetne PR-owe rozegranie przez Ukraińców faktu utraty wyspy. Na bazie dialogu pomiędzy jej załogą a wzywającymi ich do poddania się Rosjanami, w którym padło słynne „Russkij wojennyj korabl, idi nachuj”, stworzono legendę o bohaterskiej śmierci stacjonujących tam pograniczników.

To ostatnie później sprostowano, Ukraińcy zostali wzięci do niewoli, a później uwolnieni w czasie kilku wymian jeńców, ale symbolika tak wyspy, jak i słynnego zdania wiele na tym nie ucierpiała. Ukraina następnie zajęła się, z wielkimi sukcesami, nękaniem stacjonujących tam wojsk agresora i zaopatrującej wyspę floty.

Najbardziej spektakularnym sukcesem było oczywiście zatopienie krążownika rakietowego „Moskwa”, który nad całym tym rejonem próbował roztoczyć przeciwlotniczy parasol. Po jego zniszczeniu Rosjanie próbowali bronić się przed ostrzałem rakietowym i nalotami przy pomocy mniej spektakularnych środków, na wyspę zwożono lądowe systemy OPL, takie jak na przykład Tor.

Jednak niewielka, skalista, i niedająca możliwości ukrycia sprzętu wyspa była jak tarcza strzelnicza. Niewielka ilość OPL krótkiego zasięgu nie było w stanie zatrzymać regularnych ataków, i w efekcie zarówno systemy OPL, jak i obsługujące wyspę okręty były niszczone. Rosja straciła tam między innymi barki desantowe, kutry rakietowe Raptor. Jednak z prestiżowych powodów wciąż nie chciała wyspy opuścić.

Artyleria lufowa goni Rosjan

W ostatnim czasie na Ukrainę spływa NATO-wski sprzęt artyleryjski, mający większy zasięg niż używana wcześniej lufowa artyleria poradziecka. Ukraina postanowiła też użyć przeciw Wyspie Węży prototypu (lub prototypów) swojej samobieżnej armatohaubicy „Bogdana”, również używającej natowskiego kalibru 155 mm.

Choć pojawiły się tam też większe ilości zachodniej artylerii rakietowej, to prawdopodobnie klasyczna artyleria o zasięgu 40 km jest powodem, dla którego Rosjanie rzucili ręcznik i ewakuowali się z wyspy. Położona w odległości ok. 35 km od wybrzeża wyspa pozwala artylerzystom na łatwe wstrzelenie się w ten nieruchomy obiekt i umożliwia jego stałe rażenie relatywnie tanią amunicją klasyczną.

Po obu stronach konfliktu pojawienie się artylerii 155 mm przesunęło więc parametr koszt/efekt na skrajne pozycje. Bardzo korzystne dla Ukrainy, a fatalne dla Rosji. Ukraina nie zapomniała poczęstować nas efektownymi ujęciami z prowadzonego ostrzału, eksponując na filmach rolę swojej prototypowej armatohaubicy „Bogdana”. O PR zawsze warto pamiętać.

Podsumowując, Rosja miała więc tylko jedno racjonalne wyjście, pozostające tam wojska i okręty transportujące zaopatrzenie zaczęłyby ponosić znacznie większe straty niż dotychczas i to już bez angażowania w tym rejonie bardziej zaawansowanych ukraińskich systemów. W sumie należy żałować, że tym razem Rosja zadziałał z sensem. Możliwość taniego zadawania Rosji dużych strat na wyspie byłaby cenniejsza niż zmuszenie ich do jej opuszczenia.

W PR trzeba umieć

Uciekający Rosjanie próbowali powtórzyć manewr Ukraińców i ugrać coś na swojej rejteradzie PR-owo. Ogłoszono, że wycofanie się z Wyspy Węży jest „gestem dobrej woli”, dzięki któremu Ukraina będzie mogła wznowić transport zboża z portu w Odessie. Problem w tym, że ta skała ruchu morskiego nie blokowała, robią to rosyjskie okręty, które blokady nie przerwały.

Obecnie na Wyspie Węży nie ma więc nikogo. Ukraina raczej jej nie zajmie, musiałaby doświadczać podobnego ostrzału ze strony Floty Czarnomorskiej. Szkoda na ten kawałek skały ludzi i sprzętu, a PR-owo i tak cała saga zakończyła się (przynajmniej jak na razie) bezapelacyjnym zwycięstwem Ukraińców.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu