Felietony

10 lat seriali Netfliksa. Najlepsze, najpopularniejsze, ulubione. Wasze typy?

KK
Konrad Kozłowski
5

To już dekada od premiery pierwszego oryginalnego serialu Netfliksa. Dziesiątki hitów, wielomilionowa widownia, rekordy oglądalności. I niemałe zawirowania w tak wielu aspektach.

Gdy wspomina się pierwszy oryginalny serial Netfliksa, padają dwa tytuły: "Lillyhamer" oraz "House of Cards". Dlaczego? Ponieważ pierwszy z nich został przejęty przez platformę, gdy został już nakręcony 1. sezon, a realizacja drugiego z nich była faktycznie zamówiona przez Netfliksa. Osobą decyzyjną był Ted Sarandos, który nie czekał na pozwolenie CEO Reeda Hastingsa, lecz samodzielnie podjął decyzję, która zaważyła o przyszłości firmy.

Pierwszy serial oryginalny Netflix

Inwestycja 1 miliona dolarów w serial z Kevinem Spacey w roli głównej okazała się jednym z najważniejszych momentów w historii firmy, bo to właśnie ten tytuł dał rozgłos Netfliksowi. To tutaj większość widzów po raz pierwszy spotkała się z planszą "A Netflix Original Series" i właśnie od "House of Cards" rozpoczęło się zjawisko binge-watchingu, czyli nieprzerwanego seansu całego sezonu serialu, bo jednocześnie udostępniano wszystkie odcinki.

Lillyhamer - pierwszy serial do bingowania

Pomimo tego, to jednak "Lillyhamer" jest wskazywany przez Sarandosa jako pierwszy oryginalny serial, który debiutował w 2012 roku, czyli rok przed "House of Cards". Wcześniejsza premiera wynikała z tego, że całość była już nakręcona. "Ciężko pracujesz i cierpisz, a ktoś może w jedną noc obejrzeć efekty twojej rocznej? To brzmi trochę dziwnie" - zareagował Stevie Van Zandt, jeden z współtwórców "Lillyhammer", gdy dowiedział się, że Netflix planuje od razu udostępnić 1. sezon w całości. "To nie jest dziwne. To jak praca nad albumem [muzycznym] - odpowiedział mu Ten Sarandos. Na to Stevie zaśmiał się i wyraził aprobatę.

Od tamtej pory sporo się zmieniło, choć sznyt pierwszej produkcji pozostał. Netflix wciąż inwestuje w lokalne produkcje, czasami pełne regionalizmów, by opowiedzieć te historie całemu światu. Wśród wymienianych przez Sarandorsa tytułów oczywiście znalazły się niemiecki "Dark", francuski "Lupin", duński "Kasztanowy ludzik", hiszpański "Dom z papieru", meksykański "Kto zabił Sarę?", a także koreański "Squid Game". Ten ostatni, wedle statystyk, to największy serial Netfliksa w historii.

Polskie seriale Netflix

Polacy też doczekali się lokalnych produkcji, a wszystko zaczęło się od "1983", którego akcja rozgrywała się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie żelazna kurtyna nigdy nie opadła. W obsadzie znalazły się doskonale znane widzom twarze, a także debiutanci, a za kamerą znalazła się m. in. Agnieszka Holland. Serial, delikatnie mówiąc, nie spełnił oczekiwań i nigdy nie zamówiono 2. sezonu, ale też definitywnie nie potwierdzono anulowania projektu. Nakręcono też "W głębi lasu" na podstawie książki Harlana Cobena i "Otwórz oczy" bazujący na "Drugiej szansie" Katarzyny Berenika Miszczuk. Był też 2. sezon "Rojst 97" po przejęciu produkcji od Showmaksa oraz "Sexify", które wedle statystyk cieszyło się największą popularnością spośród wszystkich. Żaden nie zdołał jednak szturmem podbić platformy pod względem globalnym, jak wcześniej wspomniane produkcje.

Samo przejrzenie wszystkich oryginalnych produkcji Netfliksa zajmuje sporo czasu, nie mówiąc o podjęciu próby obejrzenia każdej z nich. Prawda też jest taka, że nie każdy z tych seriali jest wart naszego czasu, choć do pewnego momentu produkcje sygnowane logiem Netfliksa nie schodziły poniżej pewnego poziomu. Wspominany przeze mnie okres, gdy debiutowały "Bloodline", "House of Cards", "Narcos", "Orange is the New Black", "Daredevil", "Mindhunter", "The Ranch", czy "Godless" był pewnym pokazem siły przez platformę. Później sytuacja się zmieniła, bo zmieniła się strategia firmy.

Zmiana strategii Netfliksa

Znacząco wzrosła liczba produkcji określanych mianem oryginalnych, które były przejmowane przez Netfliksa albo kupowano prawa do dystrybucji na wyłączność - raczej w wybranych regionach niż globalnie. To przez to powstał pewien dysonans, a także wiele nieporozumień, bo Netfliksowi obrywało się za seriale, które tylko udostępnił widzom, ale nie brał udziału w ich realizacji. Mimo to, uznawano je za seriale Netfliksa. Nie brakuje też seriali produkowanych na zlecenie Netfliksa, które nie dorastają do pięt kultowym produkcjom platformy, a co gorsza, nie są w stanie obronić się nawet same. Podobna sytuacja tyczy się filmów, ale to temat na zupełnie inny materiał.

A które z seriali Netfliksa najbardziej zapadły Wam w pamięć? Które wspominacie najlepiej?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu