57

Taniej nie znaczy lepiej – na przykładzie iPada i sprzętu z Androidem

Czy istnieją produkty tanie i dobre? Tak, można podać wiele przykładów z różnych sfer naszego życia, często jest tak, że nie ma sensu przepłacać, bo tańszy krem/komputer/telefon/rower/sok będzie równie dobry, co ten droższy o kilkadziesiąt procent. To nie stanowi jednak reguły, a nie można przyjąć, że kwestia ceny zawsze będzie nadrzędną przy wyborze usługi czy produktu. Kierujący się wyłącznie tym kryterium można się szybko przekonać, że chytry dwa […]

Czy istnieją produkty tanie i dobre? Tak, można podać wiele przykładów z różnych sfer naszego życia, często jest tak, że nie ma sensu przepłacać, bo tańszy krem/komputer/telefon/rower/sok będzie równie dobry, co ten droższy o kilkadziesiąt procent. To nie stanowi jednak reguły, a nie można przyjąć, że kwestia ceny zawsze będzie nadrzędną przy wyborze usługi czy produktu. Kierujący się wyłącznie tym kryterium można się szybko przekonać, że chytry dwa razy traci.

Nie będę się rozpisywał i poważnie zagłębiał w temat – przywołam jeden komentarz, który wczoraj znalazł się pod moim tekstem. Wpis dotyczył iPadów, które trafią do seniorów w Japonii. Czytelnik zastanawiał się czy seniorom faktycznie są potrzebne iPady – przecież można stworzyć podobny produkt wykorzystujący Androida i zapłaci się 1/10 ceny. Da się? Pewnie tak (przynajmniej w kwestii ceny), tanich tabletów już dzisiaj nie brakuje na rynku, wystarczy znaleźć firmy, które to w sensowny sposób ogarną. I tu pojawiają się schody.

apple-ibm

Zacznijmy od tego, że wspomniany projekt nie jest inicjatywą japońskich władz, które zamówiły u Apple kilka milionów iPadów. To producent z Cupertino wraz ze swym partnerem proponują konkretne rozwiązanie, a oferują swoje, bo mają w tym po prostu interes. Apple chce sprzedawać to, co produkuje, IBM współpracuje z korporacją, która daje nadzieje na zyski i zapewnia stabilność, jakość, a co najważniejsze: ma pomysł i chce go dowieźć do określonego celu.

Możliwe, że IBM oraz japońska poczta podjęłyby współpracę z jakimś producentem sprzętu z Androidem i stworzyłyby podobny projekt. Zastanawiam się jednak, ile firm zgłosiłoby się do jego realizacji? Czy Samsung, Lenovo albo Asus naprawdę dostarczyłyby równie dobry projekt za 1/10 ceny, jak chce nasz Czytelnik? Zysk miałyby z tego niewielki, a ryzyko jest spore. Weźmy zatem mniej znanych graczy, typowe manufaktury z Chin – pewnie uda im się spiąć koszty i jeszcze wyjść na plus. Ale czy produkt będzie dobry? Czy IBM i Japończycy będą z tego zadowoleni?

Google-Android

W tym przypadku nie chodzi o to, by dostarczyć ludziom popularny, a przez wielu wręcz pożądany tablet. W pierwszej kolejności ma on być sprawny, prosty, intuicyjny w obsłudze i nieawaryjny. Czy zapewni to tani tablet z Androidem? Czy aplikacje tworzone przez IBM będą na nim płynnie działać? Może tak, może nie. Ryzyko niepowodzenia jest znacznie większe, niż w przypadku dostosowanego do określonych warunków pracy droższego urządzenia z logo Apple. Docelowo nie chodzi o to, by zrobić coś jak najtaniej, ale o to, by to się sprawdziło, by japońscy seniorzy byli zadowoleni, by korzyści odniosły ich rodziny, służba zdrowia i państwo. Raz zapłacą więcej, żeby potem oszczędzać.

Nie twierdzę, że plan Czytelnika jest niemożliwy w realizacji. Po prostu zastanawiam się, czy ktokolwiek się tego podejmie. A jeśli tak, to jakie będą skutki? W takich projektach cena nie może być jedynym kryterium określającym wybór usługi/wykonawcy – jeśli się o tym zapomni, w efekcie można otrzymać coś na kształt naszego systemu do liczenia głosów w wyborach samorządowych. Może i było tanio, ale dobrze się to nie skoczyło. Powtórzę: chytry dwa razy traci.