Co kilka lat na rynku pojawia się nowa kategoria urządzeń. Początkowo trwa badanie rynku, producenci coraz ambitniej tworzą kolejne modele, chcąc pokazać użytkownikom słuszność istnienia danych sprzętów. Rzadko się udaje, znacznie częściej jesteśmy świadkami cichej porażki, która przebiega w wyjątkowo spokojny sposób. Objawia się to końcem wielu nowości od bardziej znanych firm. Tak też wyglądała historia tanich hybryd – można znaleźć ich sporo w sklepach, jednak zdecydowanie nikt nie zaliczy ich do hitów sprzedaży.

W założeniu tanie hybrydy są następcami netbooków. Z tego względu odziedziczyły po nich kilka wad, ale jednocześnie zaoferowały wiele zalet, choć patrząc na całokształt, nadal wydają się być specyficznymi produktami. Jakie jednak są ich najpoważniejszy minusy?

Konstrukcja

Tanie hybrydy

Przede wszystkim należy zacząć od samej konstrukcji. Hybrydy z definicji opierają się na dwóch elementach: tablecie oraz docka z klawiaturą; które łączą się ze sobą za pomocą specjalnego złącza, najczęściej magnetycznego. Niestety najtańsze propozycje z tego segmentu oferują przeciętną jakość wykonania. W internecie możemy znaleźć wiele historii na temat problematycznego połączenia, zresztą również sam tego doświadczyłem. Po pewnym czasie zaczyna to szwankować. Komputer nie zawsze wykrywa klawiaturę, pojawiają się problemy z portami, do których jeszcze wrócimy, możliwości regulowania nachylenia wyświetlacza zmniejszają się. Co gorsza, tego typu kłopoty zdarzają się nawet w droższych modelach, więc czego możemy oczekiwać od budżetowych? Z tego też względu wyjątkowo pozytywnie oceniam Acer Aspire Switch 10, którego wciąż używam, jednak po trzech latach intensywnego używania w podróży powoli jego zawiasy kapitulują, choć zważywszy na specyficzne warunki pracy to dobry rezultat.

Oszczędności

W tym wszystkim nie da się zapomnieć o ważnej sprawie. Niska cena wymaga na producentach stosowanie możliwie jak najtańszych podzespołów oraz wybór możliwie najprostszych rozwiązań, które nie wpłyną negatywnie na poziom skomplikowania urządzenia. Po pierwsze przejawia się to w ograniczonej liczbie złączy. Niestety ten minus da się obecnie przypisać również drogim laptopom, ale tam spowodowane jest to chęcią bycia możliwie jak najbardziej minimalistycznym. Aż zaskakujące, jak wiele łączy tu segment budżetowy z topowym.

Po drugie można wytknąć tu pójście na kompromis w temacie klawiatury. Te rzadko kiedy są dobrej jakości i najczęściej pisanie na nich trudno zaliczyć do przyjemnych – miałem do czynienia z kilkunastoma różnymi konstrukcjami tego typu i na palcach jednej ręki policzyłbym wygodne modele. Po trzecie bateria. Produkty od mało znanych marek wytrzymały na jednym ładowaniu około dwie, trzy, do czterech godzin, co w przypadku mobilnego urządzenia jest słabym rezultatem. Przynajmniej tutaj markowe sprzęty wypadają lepiej. Z drugiej jednak strony muszę wspomnieć o tym, że wiele osób kieruje się przede wszystkim ceną. Im niższa, tym lepiej, a do przeglądania internetu powinno się nadać idealnie, szczególnie że będzie cały czas pod ładowarką w domu. Tylko tu pojawia się inne pytanie…

Sensowność w obliczu laptopów

Najpoważniejszym powodem za zaprzestaniem dynamicznego rozwoju tanich hybryd pozostaje dostępność często lepszych laptopów. Owszem, przyjdzie za nie więcej zapłacić, ale w zamian daje lepsze podzespoły, większy ekran oraz po prostu stanowi całość, a nie połączenie dwóch elementów. Muszę dodać, że w głównej mierze zależy to także od preferencji nabywcy. W końcu to, co dla niektórych jest wadą, dla innych stanowi zaletę.

Wielkość

Budżetowe urządzenia są wyjątkowo małe. Zresztą hybrydy starają się połączyć w sobie dwa światy: tabletów oraz laptopów, co już od początku wydaje się być utrudnionym zadaniem. Jak skutecznie stworzyć udane urządzenie w dwóch kategoriach jednocześnie? Dla mnie osobiście największym problemem pozostaje wielkość wyświetlacza w takich sprzętach – 10 czy 12-calowa powierzchnia robocza nie przekłada się na najwyższy komfort pracy. W dodatku ramki wokół ekrany wołają o pomstę do nieba. Niestety, jeszcze tanie modele mają tu sporo do nadrobienia – dobrze, że zmieszczą się bez problemów do torby czy plecaka. Z tego też względu mała wielkość to zarówno minus, jak i zaleta. Najczęściej jednak sprzęty tego typu wybierane są do domu, jako centrum multimedialne czy do nauki, a w takich zastosowaniach zdecydowanie wygrają większe laptopy.

Wydajność

Na koniec został najbardziej oczywisty minus, czyli kiepska wydajność. Energooszczędne układy Intel Atom zostały stworzone właśnie dla nich, ale nie oszukujmy się, że sprawdzają się przy bardziej wymagających zadaniach. Zresztą to właśnie kiepska szybkość i płynność działania ostatecznie zakończyła żywot netbooków. Niby tutaj to poprawiono, jednak szybsze Celerony czy Pentiumy przekładają się na przyjemniejsze korzystanie, w dodatku da się w nich wymienić jakieś podzespoły, podczas gdy w hybrydach wymaga to odpowiednich umiejętności majsterkowania.

Skomplikowana sytuacja

Ostatecznie rynek zadecydował, że tanie hybrydy mają sens jedynie wtedy, kiedy są wyjątkowo przystępne cenowo i oferują m.in. dual boot (obecność zarówno Windowsa, jak i Androida). Myślę jednak, że w dłuższej perspektywie ten segment skurczy się, zastąpią go docki dla telefonów, ponieważ ludzie w końcu uznają je za ciekawsze, a Microsoft w pewnym momencie może zaprzestać dawania darmowego Windowsa dla takich małych sprzętów do 10 cali. Osobiście cenię w ich przypadku prawdziwą mobilność. Szkoda jednak, że niewiele modeli oferuje odpowiedni komfort pracy – za wyjątkiem przywołanego już Switcha, nie spotkałem się z ani jednym udanym na tym polu urządzeniem. Atom z niewielką ilością RAM to trudny przypadek. Z tego względu bez większego żalu mogę napisać, że cieszę się, że hybrydy dojrzewają na wyższych półkach cenowych, gdzie przynajmniej mają czym się pochwalić. Nie tylko tym, że można odpinać dotykowy ekran od klawiatury.

  • railleur

    „Atom z niewielką ilością RAM to trudny przypadek”

    Ależ skąd. Zaraz tutaj @zakius wyprowadzi autora z błędu. Jego biedronkowa hybryda Kruger & Matz z Atomem i 16 GB pamięci jest lepsza od iPadów i tabletów z Androidem ;)

    • Michaelxdd

      Haha. Żeby tylko. Od Surface’a, Macbooków czy biznesowej linii jak Latitude lub ThinkPada też. ;)

  • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

    Ale ujebany :D

  • Myślałem nad zakupem Asus Transformer Mini, jednak miałem duże wątpliwości po przeczytaniu komentarzy zawierających zwroty „sluggish performance”. Zdecydowałem się na zakup lekko używanego biznesowego Della latitude E7250 w identycznej cenie. W zestawie dostałem jeszcze stację dokującą i matko jaki był to świetny zakup. 12 calowy laptopek wykonany z wyrzymałych materiałow, metalowe nawiasy, pełno portów, błyskawiczna wymiana części, 256GB SSD, procesor i5 a nie jakiś Atom.

    Z wielką ulgą mogę stwierdzić, że na szczęście nie kupiłem tego Asusa. Jedyne sensowne hybrydy to te które kosztują po 4-5 tyś, domyślam się.

  • doogopis

    Hybryda? Co to do tableta dodać klawiature i już powód by to inaczej nazywać? Tanie są specjalnie upośledzane małą ilością pamięci. Działają kiepsko.
    Microsoft musi instalować win10 bo nie mają systemu mobilnego. Nie licząc tej kwadratowej porażki. Jedyna opcja to drogie modele. Tylko że z czasem laptopy już są prawie tak cienkie że nie warto kupować niepełnosprawnych hybryd. A tablet lepiej mieć z androidem!
    No chyba że ślepi wybiorą Win10 czyli 2 w 1 czyli kiła i mogiła!

  • MrBlackCat

    Jak zawsze – zależy kto co lubi i do czego to komu potrzebne. Żona wybrała dla siebie Lenovo Miix 320, używa od dwóch miesięcy codziennie po kilka godzin i na razie jest zadowolona. Tutaj chodziło o coś, co zmieści się jej spokojnie do torebki i używanie tego nie będzie mordęgą. Sam go trochę testowałem i do internetu, pracy biurowej (wygodna klawiatura) czy oglądania filmów jest ok. W podróży może spokojnie zastąpić większego i wydajniejszego laptopa. Choć ja swojego za nic nie zmienię na hybrydę.
    Jeśli przez najbliższe kilka miesięcy nie pojawią się żadne wady opisane w artykule, to śmiało będę mógł powiedzieć, że to był dobry zakup.

    • Qba

      Podstawowa wada jest krótki czas pracy na baterii i mały wybór mobilnych aplikacji.

    • MrBlackCat

      Czy ja wiem… Ten działa 6-7 h na jednym ładowaniu i moim zdaniem to dobry wynik. Instalowałem tam kilka podstawowych desktopowych programów, np. przeglądarkę czy pakiet biurowy. Od biedy da się korzystać na dotykowym ekranie, choć osobiście jestem tak przyzwyczajony do normalnych rozwiązań, że jak mam okazję korzystać, to używam touchpada.

  • Lawstorant

    Moim zdaniem tanie hybrydy mają ten sam problem co tanie laptopy. Są gówniane i tyle. Jeżeli ktoś ma mały budżet to lepiej kupić używany laptop biznesowy (ThinkPad serii T/X, Dell Latitude, Dell Precision).

  • Marian Paździoch syn Józefa

    Bo niska cena to w zasadzie jedyna zaleta tego złomu. Te produkty już w kilka dni po zakupie stają się elektroodpadem bo ich wydajność jest tak żenująca, że po kilku dniach mamy dość i lądują w szufladzie. Za rok dwa wyrzuca się je do śmieci mimo, że to w sumie nowy nieużywany sprzęt :)

  • Ervin

    Mam asusa z atomem z8500 i 4gb ram i nie jest tak źle. Jestem z niego dość zadowolony, szczególnie, że waży kilogram i można na nim programować i odpalić photoshopa na stosunkowo niewielkich plikach (zdjęcia można obrobić bez większych problemów).

    • Michaelxdd

      A masz w nim dysk SSD? Bo wydaje mi się, że jeżeli go masz + 4GB ramu to dzięki właśnie takiej konfiguracji działa jakoś, bo na 2GB to by dostawał czkawki już przy uruchomieniu przeglądarki. ;)

    • Ervin

      64GB pamięci flash, faktycznie to robi różnicę

  • Indjana

    Ale w TV mówią, że hybrydy są takie niezawodne i oszczędne że lepsze niż dizle nie znam ni kogo kto by jeździł jednak. To dla tego tak intenzywnie reklamują bo porażka sprzedażowa za tem.