112

Szeryf drogowy – o co takiemu kierowcy chodzi?

Stało się. Miałem okazję spotkać się z kierowcą, którego dotychczas widywałem jedynie w kompilacjach wątpliwej jakości wyczynów polskich "rajdowców". Tym razem to ja stałem się człowiekiem, który został zdyscyplinowany przez osobnika, który (o zgrozo) jest najprawdopodobniej zawodowym kierowcą. Według niego jazda lewym pasem aż do zwężenia celem wbicia się "na suwak" to występek, który należy ukarać.

W godzinach porannych musiałem pilnie wyjechać z miasta i ruszyć około 100 km na północ celem załatwienia spraw urzędowych bliżej swojej rodzinnej miejscowości. Akurat natrafiłem na korki, więc i tak się nie spieszyłem w jakiś szczególny sposób – zwłaszcza, że warunki były „średnie”. Wyjeżdżając już z aglomeracji natrafiłem na drogę z pasami ruchu w jedną stronę, na której zrobił się korek. Wiedząc o tym, że za 500 metrów znajduje się zwężenie drogi (i nakaz zmiany pasa z lewego na prawy), obrałem sobie wewnętrzne pasmo. Po przejechaniu około 150 metrów zatrzymał mnie szeryf – w tirze, na szczecińskich „blachach”. Aż żałuję, że nie jechałem z wideorejestratorem, albo nie miałem radia CB. Nie robiłem również zdjęć, bo ruch cały czas się przesuwał, a i do zwężenia drogi nie było szczególnie daleko.

Szeryf wcale nie wyprowadził mnie z równowagi, pocieszyłem się tym, że ten człowiek najprawdopodobniej żyje „we własnym świecie przepisów”, wedle których na drogach powinna panować sprawiedliwość – oczywiście na jego zasadach. Jedyne co mnie w tym zasmuciło to fakt, że ów kierowca prowadzi takie pojazdy zawodowo. A zatem powinien być „jeżdżącym przykładem” znajomości przepisów oraz dobrych praktyk na drodze. Mając radio CB i tak pewnie bym go niczego nie nauczył, uznałby że „randomowy gość w starym Golfie” prawdopodobnie guzik wie o przepisach, a on jeździ 30 lat na TIR-ach w różnych krajach i to on jest tutaj guru.

szeryf drogowy

Braku wideorejestratora żałuję tym bardziej, że mógłbym nagrać wyczyn „szeryfa”, manewr przez który musiałem nieco gwałtowniej niż zwykle hamować (ci, którzy zasugerują mi uderzenie w takiego szeryfa przy następnej okazji niech wezmą pod uwagę to, że nie chciałbym sobie nic zrobić, a i szkoda mi auta, serio), a następnie z troski o jakość jazdy zawodowych kierowców wysłać taki plik wideo do policjantów, którzy zapewne wyciągnęliby konsekwencje. Tak właśnie – jeżeli czyta ten tekst człowiek, który uważa, że „szeryfowanie” jest dobre i pożądane – niech sobie przyswoi sankcję, która czeka na takiego osobnika:

Za blokowanie lewego pasa ruchu w takiej sytuacji (choć ustawa Prawo o ruchu drogowym nie zna pojęcia „jazdy na suwak”) policjanci nakładają mandaty o wysokości nawet do 500 złotych oraz nagradzają „szeryfów” dwoma punktami karnymi. W przypadku kierowców zawodowych byłbym za tym, aby oprócz tego zastosować pojęcie „rażącego wykroczenia” i zatrzymać delikwentowi uprawnienia na 3 miesiące. Takie obostrzenie prawdopodobnie bardzo skutecznie odwiodłoby szeryfów w tirach od tego typu zabaw.

Miły przykład porażki „szeryfa” – Policja temperuje nauczycielskie zapędy:

Szeryf drogowy – czyli kalekie pojęcie sprawiedliwości

Zastanawiałem się, dlaczego szeryf drogowy postanawia blokować lewy pas ruchu? Prawdopodobnie jest to związane z kaleką mentalnością, która każe takiemu kierowcy szukać sprawiedliwości tam, gdzie nie powinien. Bo skoro „wszyscy stoją w korku”, to „cwaniak z lewego pasa ma jechać tak jak wszyscy”. Szeryf czuje się w obowiązku nauczyć „cwaniaka” dobrych manier i wstrzymuje tym samym ruch. Nie pomyśli jednak o tym, że ustawienie się na dwóch pasach ruchu dojeżdżając do zwężenia można uczynić korek znacznie krótszym i łatwiejszym do rozładowania.

Życzę Wam szerokiej drogi – również na dwupasmówkach przed zwężeniem. Tym, którzy na drogach szeryfują mogę życzyć jedynie… mądrości i lektury przepisów. Dobrego i bezpiecznego weekendu!