51

Wake up, Link! — recenzja The Legend of Zelda: Breath of the Wild

Pisanie o rzeczach wielkich, rewolucyjnych, jest niezwykle trudne. Tym bardziej kiedy weźmiemy pod uwagę całe to zamieszanie które wytworzyło się wokół najnowszej odsłony The Legend of Zelda. Posypało się wiele wysokich not. Czy zasłużenie? Jak najbardziej.

Na wstępie zaznaczę, że nie należę do specjalnych miłośników ani otwartych światów, ani samej serii. Przygody Linka najbardziej lubię w mobilnych odsłonach, a jedyną dotychczasową „dużą” grą którą pokochałem było SNESowe A Link to the Past. Nie jestem fanbojem, ani specjalnym fanem. Nawet po tych wszystkich zachwytach gdy spływały pierwsze noty od największych redakcji z całego świata nie czułem się specjalnie przekonany. Aż włączyłem The Legend of Zelda: Breath of the Wild i w premierowy weekend na liczniku stuknęło mi trzydzieści godzin zabawy. A to był dopiero początek.

Pierwsze wrażenie: jest pięknie

Tuż po wyjściu z tajemniczej świątyni w której przebudził się nasz bohater czeka na nas baśniowy krajobraz. Dużo zieleni, malownicze góry i przebijające się tu i ówdzie promyki słońca. Te wszystkie wzniesienia i doliny czekają na nasze odwiedziny — podobnie zresztą jak ośnieżone szczyty i płynące lawą krainy. Pierwsze godziny w tamtejszym świecie to tak naprawdę interaktywny samouczek, w którym twórcy pokazują nam na jakich zasadach działa. Zdobywamy także runy, czyli specjalne zdolności które pomogą nam podczas naszych przygód. Zapoznawani jesteśmy z systemem walki — i choć na początku możemy wojować co najwyżej znalezionymi gałązkami, to szybko ruszamy dalej i zdobywamy już pierwsze miecze oraz tarcze, które nie są pokrywką od garnka. Świat stoi przed nami otworem.

Jejku, ile tego wszystkiego tam jest!

Wspinamy się na wieżę i odkrywamy kawałek mapy. W oddali widzimy kolejny wielki pomarańczowy punkt, mkniemy do niego i widzimy coraz więcej. Czujecie niedosyt? I słusznie, włączając podgląd świata widać, że ten podzielono na kilkanaście fragmentów. I wszystkie te już na nas czekają. A wraz z nimi cały zestaw przeciwników do pokonania, świątyń do odkrycia oraz dziesiątki najrozmaitszych sidequestów, przygód. Aha, jest przecież jeszcze wątek główny! Starajmy się o nim nie zapomnieć, choć wiem, że nie będzie to łatwe — bo wszystko dookoła niezwykle kusi.

Ogromny, żywy, świat

Tu napotykamy nowego bohatera który zwierza nam się ze swoich problemów i byłby wdzięczny za pomoc. Tam kolejne stado potworów, pokonując które możemy liczyć na specjalną nagrodę. Nasz radar wskazuje na to, że nieopodal znajduje się kolejna świątynia, po przejściu której otrzymamy specjalną kulę. A gdy zbierzemy takie cztery, możemy wymienić je na dodatkowe serduszko lub powiększenie paska wytrzymałości. I jedne i drugie są ważne, więc ochoczo będziemy stawiać czoła kolejnym wyzwaniom. Wśród nich znalazły się zarówno zestawy łamigłówek, jak i walk. Jedno jest pewne — nie ważne gdzie się udamy, będzie co robić. I nie, to nie tylko wy. Wszyscy lubimy czasem przystanąć i rozejrzeć się dookoła, by przyjrzeć się bliżej tym wszystkim zapierającym dech w piersiach widokom.

Żeby działało, trzeba było pozwolić się zepsuć

Wiele osób mylnie kategoryzuje nową Zeldę jako RPG. Nie, to nie jest RPG — Link nie może liczyć na zaawansowany zestaw statystyk. Owszem, mamy możliwość rozbudowy jego licznika zdrowia oraz wytrzymałości. Tak, przy broniach i szatach czeka zestaw cyfr które powiedzą nam nieco o klasie przedmiotu. Musimy pamiętać że jest to gra akcji, której twórcy dali nam ogromną dowolność. A żeby to wszystko działało jak należy, musieli też wprowadzić kilka patentów, które na początku mogą wydawać się czystą złośliwością z ich strony.

The Legend of Zelda: Breath of the Wild jest pierwszą odsłoną serii, w której miecze i inne dzierżone w dłoniach bronie psują się po kilku-kilkunastach uderzeniach. Łuki i tarcze także nie będą służyć nam wiecznie. W każdej z tych kategorii czeka na nas solidny pakiet najrozmaitszych przedmiotów, które wyróżnia nie tylko wygląd, ciężkość, wytrzymałość — ale też kilka statystyk. Musimy mieć na uwadze to, że właściwie w pierwszych kilku godzinach możemy wejść w posiadanie zbroi oraz innych elementów ekwipunku z… ostatniej lokacji. Czyli tych, teoretycznie, najlepszych. Teoretycznie, bowiem ich statystyki to jeszcze nie wszystko — czasami związane z nimi dodatkowe efekty są tym, co w praktyce okazuje się znacznie cenniejsze. Aha, warto także pamiętać, że tamtejsze szaty możemy też udoskonalać z pomocą napotykanych wróżek, choć niezbędne do tego nam będą odpowiednie surowce. I tak oto z pozoru niczym specjalnym nie wyróżniające się szaty, po kilkunastu godzinach będą znacznie lepsze, niż te z końca gry.

To właśnie wyróżnia Zeldę na tle konkurencji

No dobrze, posypały się dziesiątki w prasie drukowanej i internecie. Zawrzało — jak to możliwe, że gra z dziecinną stylistyką będącym tytułem pomostowym (przypominam: The Legend of Zelda: Breath of the Wild ukazało się nie tylko na Nintendo Switch, ale także Wii U) zbiera lepsze noty od fenomenalnego Wiedźmin 3: Dziki Gon? Ano możliwe. Bo choć nie jest to pierwszy otwarty świat jaki nam w ostatnich latach zaproponowano, to ten zaskakuje plastycznością.

Ilością możliwości, rozwiązaniami i pomysłowością. Od premiery minęły dwa tygodnie — i nie ma dnia, abym nie trafiał na kolejne, odkrywane przez ludzi na całym świecie, małe-wielkie rzeczy. Bo to właśnie te tysiące niepozornych gestów, animacji, zachowań sztucznej inteligencji i możliwości składa się na wielkość dzieła. Szukanie nowych składników. Gotowanie smakołyków. Tworzenie eliksirów ze zdobytych wcześniej składników. Oswajanie napotykanych zwierząt. Kolejne zadanie poboczne. Podchodzenie do tej samej sytuacji na kilka sposobów — i każdy okazuje się być równie efektywnym. Wow!

Jeden cel, wiele dróg

Możemy obrać kilka stylów zabawy — nikt nie każe nam eksplorować całej mapy od A do Z. Jeżeli chcemy skupić się na fabule — wystarczy ślepo podążać za wskazówkami i migoczącymi wskaźnikami na mapie. Możemy zbierać co rusz silniejsze bronie i rozprawiać się z przeciwnikami. Ale to gra, która jest otwarta tuż po sekcji gdzie uczeni jesteśmy podstaw rozgrywki — więc można też od razu pognać na ostatecznego bossa. Rozprawienie się z nim w tej formie będzie wymagało od nas masy cierpliwości, umiejętności i sprytu. Ale kolejni speedrunnerzy udowadniają, że się da. W okolicach premiery grę kończono w ok. 3h. Teraz niektórzy śmiałkowie robią to w godzinę. Aż strach pomyśleć o jakich czasach będziemy czytać za kilka miesięcy.

Prawie wszystko tu zagrało

Przepiękny świat, fajnie opracowany system walki, dużo sekwencji zręcznościowych, a i nie zabrakło miejsca na zagadki. Te spotkamy głównie w świątynnych wyzwaniach, ale nierzadko zmuszą nas do kombinowania. Twórcy jednak nie przesadzili w żadną ze stron, wszystkie elementy są wyważone… rzekłbym — w sam raz. Niestety — kiedy robi się grę z takim rozmachem i decyduje się zrobić krok dalej w kwestii udźwiękowienia dialogów to miło byłoby, gdyby wszystkie z głównych rozmów były nagrane… a nie tylko ich początki.

Drugim „ale” jest fabuła — a może raczej jej brak. Przynajmniej w wydaniu, w jakim przyzwyczaiła nas konkurencja. Współcześnie od tak wielkich gier oczekuje się trzymającego w napięciu scenariusza z całym zestawem zawirowań — stąd rozumiem, że niektórzy w tej kwestii mogą czuć niedosyt i spory zawód. Choć nie powiem — w moim odczuciu archetypowa pomoc Zeldzie i rozprawienie się z Ganonem jest w zupełności wystarczającym pretekstem, by wpuścić nas do tego baśniowego świata.

Jak bardzo bym się jednak starał, zdarzających się tu i ówdzie spadków płynności animacji wybronić nie jestem w stanie. Te zdarzają się w obu wersjach gry. Nie, nigdy nie miałem przez nie żadnych problemów przy toczonych pojedynkach, jednak jest to techniczny aspekt o którym warto mówić na głos. I nie można go usprawiedliwiać — tym bardziej, że konkurencyjne produkty często zbierają za takie wpadki baty. Miałem też to szczęście, że ani razu nie trafiłem na żadne bugi — nie przebijałem się przez ściany, ani nie zawiesiła mi się konsola, choć podobno to się zdarza. Trzeba też pamiętać że niewielkie moce sprzętów są tu fantastycznie maskowane — wszystko dzięki obranemu kierunkowi artystycznemu. To pierwsza odsłona serii, gdzie w końcu udało się znaleźć idealny środek między kreskówkowym, a dorosłym designem światów.

Urzeka i wciąga na wiele godzin

The Legend of Zelda: Breath of the Wild to gra przełomowa. Taka która przedstawia zupełnie nową jakość. Po jej premierze wirtualne otwarte światy już nigdy nie będą takie same. Konkurencja musi zrobić co w jej mocy, by dorównać poziomowi najnowszej gry Nintendo. To nie jest kolejna produkcja, w której czekają na nas bezmyślne, wtórne, zadania poboczne. Wszystkie elementy są tam idealnie wyważone i dopracowane, a nawet za najdrobniejsze czyny jesteśmy nagradzani nas w taki sposób, że… chcemy więcej — i nie można się od tej zabawy oderwać. Pragniemy więcej polować, więcej zbierać, więcej kombinować. I zobaczyć co jeszcze dla nas przygotowano. I owszem — speedrunnerzy udowadniają, że to może być gra na godzinę. Dobrze wam jednak radzę przygotować sobie znacznie więcej czasu, co najmniej kilkadziesiąt godzin. Ale w mojej opinii najnowsza Zelda jest ich zdecydowanie warta.

Ocena: 9,5/10

  • Michał Rawluk

    Obym się mylił, ale zaraz pojawi się stado wkurzonych cebul, narzekających na sens kupowania konsoli dla jednej dziecinnej gry.
    Nie bardzo rozumiem skąd w Polsce tyle osób ocenia Switcha, jednocześnie szczycąc się że go nie kupili.
    To samo było z dronem DJI Mavic, do Polski dotarło kilka sztuk, ale wszyscy go odradzali bo gdzieś wyczytali że ich starszy Phantom jednak lepszy…

    Tymczasem nowa Zelda mnie przeraża. Nie mam zielonego pojęcia gdzie iść, jak dbać o bronie, czy patrzeć pod każdy kamień, czy poczekać na więcej wytrzymałości i szybkości. To tytuł ogromny. Gram wyłącznie w trybie mobilnym w łóżku (zepsuł się rzutnik), i nie wyobrażam sobie skończenia tej gry w pełni.

    Jestem absolutnie zauroczony. Jeżeli na Switcha wyjdzie choć kilka podobnych gier, to nie ma najmniejszych obaw o zasadność zakupu.

    • isaakPL

      Liczę na nowego Mario może być równie wielki, choć w głębi duszy najbardziej czekam na nowego Metroida i Star Fox Adventure 2

    • Mateusz Mikołaj Łucyk

      DO A BARREL ROLL!

    • Kamil

      Ja nie dbam o bronie. Po prostu się do nich nigdy nie przywiązuję. Zawsze coś innego się trafi :)

    • eliwis1

      ja również ale warto mieć przy sobie jakiś ognisty mieczyk co by strzał ognistych nie marnować :) A z ogniem w tej grze można naprawdę wiele zrobić

    • Kamil

      To prawda. Ostatnio wybuchami bomb w świątyni sobie radziłem, bo nie miałem nawet kawałka drewna, żeby sobie ogniskiem poradzić ;)

  • Janeczek

    mało tego, zaraz pojawi się stado PCowych graczy piszących o podpłaconych recenzjach, braku wersji na PC i w ogóle bieda Nintendo.
    Cebula to mało powiedziane.

    Ja na myśl o nowej zeldzie mam ciarki. Z jednej strony chcę spróbować, a z drugiej boje się czy się nie pogubie :) Czekam na zamówionego Switcha!

    • stefan

      jakoś sobie trzeba usprawiedliwić wywalenie 1800zł na ograniczony funkcjonalnie tablet do jednej gry.

    • Kamil

      Zdarzyło mi się już kupić konsole dla jednej gry (PSP, Dreamcast) — żadnej nie pożałowałem. Bo szybko odkryłem, że mają też trochę innych dóbr :>

    • isaakPL

      Niektórzy dla kolejnych 5klatek kupują nową kartę graficzną 1080Ti za 3000zł, dopóki Tobie nikt z portfela nie wyciąga pieniędzy to ok, jednak ta Zelda to idealny przykład system selera dla takich gier warto kupić nowy sprzęt podobnie jak ja kupiłem Xboxa dla Ori, PS4 dla The Last Guardian a Switcha dla Zeldy, nie mówiąc o poprzedniej generacji, w której konsole kupowało się jak był sens, N64 kupiłem dla Mario64 i tylko te grę miałem bo wtedy gry kosztowały ponad 300zł na kadridzu a jako dzieciak nie byłem w stanie uzbierać, DC kupiłem dla Soul Calibur zniszczyłam chyba z 5 padów przy bijatykach na Makaronie, NGC kupiłem dla Zeldy WW, po czym zakochałem się w Kolejnym Mario Shunshine który do dziś jest moim ulubionym itd… Nawet Amige 1200 kupiłem dla łatwej dostępności tytułów ze szkolnego obrotu kopiami kopii

  • stefan

    W tej grze nie ma niczego czego nie byłoby w Far Cry, Tomb Raider czy Wiedźminie. Przy czym wykonanie na kilkukrotnie niższym poziomie. Czym tu się podniecać? Wyłączcie tę pompatyczną muzyczkę i wtedy okaże się że cały czar tej nudnej bezsensownej i bezcelowej fabułki prysł.

    • Błagam jak można to porównywać

    • Kamil

      Przeczytałeś to co napisałem wyżej — włącznie z fabułą?

      Grałeś, czy widziałeś na YT?

    • Janeczek

      oczywiście, że nie grał. Typowy Janusz PC i tyle

    • isaakPL

      Opinia po 30h gry ;)

    • B.B.Wolf

      Proponuję zagrać bo wiele jest ciekawych rozwiązań. A muzykę podczas walki nie nazwał bym ‚pompatyczną’ a raczej ‚wkurzającą’ 😉

  • Bartłomiej

    To swietna gra mobilna, z przepiekna grafika od strony artystycznej, a rozczarowujaca od strony technicznej w trybie stacjonarnym. Kto widzial tabele ten wie, ze w srodku siedzi soc sprzed dwoch lat. A taki snapdragon 820 dysponuje teoretycznie identyczna moca gpu co ta konsola w trybie stacjonarnym.
    tldr: mogli wsadzic snapa 821, cena wzroslaby o 50zl, wydajnosc delikatnie, a sprzet by sie przy okazji nie nagrzewal.

    • isaakPL

      A nagrzewa Ci się?

    • Kamil

      U mnie, w docku, tak :<

    • isaakPL

      U mnie w domu konsola jest ciepła, po prostu ciepła, podobnie jak PS4 choć ta miejscami jest gorąca.

    • Kamil

      Nie no, moje PS4 to przy odpaleniu większości gier chce odlecieć w kosmos — tak wiatraki szaleją ;)

  • Kuba

    Dla mnie ewidentny dowód na to, że dla jednej gry można kupić konsolę. Ja też zaczekam aż switch trochę potanieje i na bank biorę.

    • B.B.Wolf

      Zdecydowanie odradzam kupowanie konsoli dla jednej gry. Niektórzy to zrobią (ja, Ty) jednak nie można mówi ludziom, że powinni wydać 1800zł na konsole i grę bo się to opłaca mimo iż tak naprawdę powinno się doradzać cierpliwość i zakup w okolicach świąt tak naprawdę 😉

    • Olo

      Kup Wii U w takim razie. Tam już jest kilka fajnych gier.

    • antysprzedawca

      zalega w magazynach?

  • Namar Okmar

    Widziałem film, gdzie ktoś rozbierał podstawkę do konsoli, okazało się, że w środku jest tylko mała płytka i tyle, a dodatkowo plastik jest tak źle zaprojektowany, że drapie ekran czy to jest prawda? Jeżeli tak, to nie widzę sensu kupować tego w obecnej formie, poczekam albo aż naprawią podstawkę, albo zrobią dużo tańszą wersję bez sprzedawaną jedynie jako konsola mobilna.

    • B.B.Wolf

      Ano dock potrafi zarysować konsolę. Proponuję obejść to tak jak radzisz sobie z rysowaniem ekranu w telefonie. Kup jakikolwiek screenshield większy od 6” i go przytnij 😉

    • isaakPL

      Konsola wchodzi luźno do podstawki, u mnie krawędzie prowadnicy są gładkie więc nic mi nie porysowaly, ale zastanawiam się nad folia, choć takiej na WiiU nie miałem a jeździłem rysikiem przez dwa lata i dobrze wygląda.

  • bit

    ze switchem czekam na ksenoblejdy. z zeldą czekam na 4k/60fps w cemu

  • uiog

    Recenzja żenada

  • Ymnytor

    Żenująca recenzja. 0 nakreślenia fabuły, nie napisałeś nawet o co chodzi w tej grze. Wiele przełomowych rozwiązań-jakich? Ogólnie „recenzja” ta to taka trochę laurka, czy reklama. Jak każda reklama tej gry. Trochę ciężko narazić się na hejt opisując grę. Spadki płynności na grze dostosowywanej do dwóch konsol? A co tam, 9,5 ocena. Nawet jeszcze nie wspomniałeś o języku, a to w naszym kraju także jest bardzo ważny dodatek. Pokemon GO też ludzie uwielbiali, a teraz jakoś nie chcieliby się przyznawać, że w lato biegali jak bezmózgi za dziwnymi stworkami dla gry, która nic nie robiła tak naprawdę.

    • Kamil

      Napisałem niewiele o fabule, bo i niewiele jej tam jest — co wyraźnie wypunktowałem. A to dla wielu może być sporym minusem. To jeden z powodów, dla których nie ma 10.

      Jak dla mnie gra może być przygotowana na więcej sprzętów. Ale na każdym ma chodzić równie dobrze. Więc spadki animacji jednak rażą :).

      Napisałem, że gra jest przełomową — bo jest. Może i są światy większe. Może i te rozwiązania były użyte wcześniej gdzie indziej. Ale nigdy w takiej kombinacji, z takim przywiązaniem do szczegółów, z takim zachowaniem AI. No i jeśli napisanie, że jest to gra akcji nie wystarcza, podobnie jak wspomnienie o walkach i łamigłówkach, to nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić.

      O języku nie wspominam, bo wydaje mi się, że taka potrzeba zajdzie dopiero przy pierwszej oficjalnie wydanej grze na sprzęt Nintendo po polsku, którą będzie… Syberia 3. No chyba, że coś się jeszcze w tej naturze zmieni ;).

    • Ymnytor

      Podsumujmy, gra bez fabuły , potrafi się przyciąć (to da się wybaczyć, gdy przytnie na Xbox One gra wieloplatformowa, ale nie gdy gra produkowana na dwie konsole się przycina), grafika jest gorsza, niż w przypadku innych topowych gier. Ocena 9,5 coś tu się nie zgadza. Albo gra faktycznie ma jakieś super moce zabawy, których nie da się wytłumaczyć, albo po prostu jej popularność i oceny większości redakcji to po prostu wynik hype’u na nią.

    • Kamil

      Ma super moce zabawy.

      Trudno jest mi to wyjaśnić, bo też zastanawiam się od dwóch tygodni DLACZEGO. Poprzednie Zeldy w 3D niemiłosiernie mnie nudziły i były dla mnie nijakie. Za czasów Niezgrani.pl Skyward Sword dostała ode mnie niską ocenę i w komentarzach awanturom nie było końca. Okaryna, Majora strasznie mnie wynudziły. Z TP było odrobinę lepiej. Wind Waker urzekał mnie oprawą i chyba tylko dlatego go skończyłem. Tutaj poziom frajdy jest nie do opisania. To trochę jak w tych rebootach Tomb Raidera, nie mam za dużo czasu żeby się bawić w polowania i błądzenie po planszach — ale obie te gry były fenomenalnie zaprojektowane i tamtejsze strzały z łuku i eksplorowanie terenów było czystą przyjemnością. A tutaj jest, o zgrozo, jeszcze lepiej. Bo mamy znacznie więcej możliwości. Tak jak napisałem, te same sytuacje możemy rozwiązywać na kilka problemów, twórcy dali nam ogromną dowolność i to działa.

    • stefan

      Gracze Uncharted 4, The Last of Us czy nawet Battlefield, potrafiliby całkiem precyzyjnie wymienić wszystkie zalety i wady swoich gier i co sprawia że chce się w nie grać.

      Brak tego sprecyzowanego poglądu, oznacza silnie uzależnienie emocjonalne i potwierdza co napisałem wyżej o religijnym wręcz stosunku fanatyków Nintendo do firmy. Taka ckliwość religijna, która budzi się w wierzących przy oglądaniu papierowego obrazka ze świętym którego nikt nigdy nie widział. Mimo to, wielu dałoby się za tę wiarę zabić.

    • Kamil

      Uncharted 4? Owszem, mogę wymienić zalety tej gry. Ale niestety, wad jest znacznie więcej — co było dla mnie ogromnym zawodem.

      Tutaj kwestią jest projekt świata — i to, w jaki sposób, jak zręcznie i motywująco nas wynagradza za wszystkie akcje. Myślę, że to właśnie ta sama sztuczka, którą CD rozkochało w sobie fanów Lary :)

      Ale bardzo podoba mi się, że wmawiasz mi „silne uzależnienie emocjonalne” — tylko nie wiem do czego. Do Nintendo? Do Zeldy? Bo zapewniam Cię, że mimo mojej całej sympatii do N — potrafię celnie punktować ich błędy i żałosne decyzje, których jest bardzo, bardzo, dużo ;]

    • stefan

      jedyną magią gry jest obłędny fanatyzm maniaków Nintendo, wytresowanych latami jak pies Pawłowa na głodzie braku jakichkolwiek sensownych gier.

      Cała reszta to usprawiedliwianie obłędnie wysokich kosztów bezużytecznego tableta zwanego żartobliwie konsolą.

      Mechanizm resentymentu sprawia że ludzie religijni traktują wady swojego systemu ideologii jako najwyższą cnotę i tym silniej, fanatycznie się z nim wiążą.

    • Kamil

      Nie wiem co stoi za Twoim fanatyzmem antyNintendo, ale przypominam, że gra dostępna jest również na Wii U :)))

    • Nintendowiec

      Ja na Wii U i 2DS znalazłem o wiele więcej sensownych gier niż na Xbox One S i PS4. Z Sony jestem od 2008 roku, Nintendo od niepełna trzech lat, Xbox niecały rok. Za dzieciaka były klony pegazusa po drodze pc teraz okazjonalnie laptop. Nie sposób nazwać mnie fanboyem. W Zelde na Wii U gram około 40 godzin i nie sposób się oderwać. Gra ma wady i czasami płynność animacji zwalnia ale nie są to drastyczne spadki i zdarzaja się okazjonalnie w świecie, w miastach to norma, jednak tutaj ustawienie kamery też odgrywa rolę i można to lekko skorygować. Nie przeszkadza to jednak z odbiorze. Magia zeldy to połączenie wszystkich mechanik, artystycznej grafiki. Do tego pierwsze godziny gry pobudzają ciekawość której nie sposób okiełznać widząc tak ciekawie przedstawiony świat. Tobie polecam zagrać i dopiero się wypowiedzieć w myśl zasady nie wiedziałem to nie wiem. Pozdrawiam

  • bbnv

    ŁaŁ gra lepsza od wody mineralnej Wytautas ŁAŁ takie to dobre ŁAŁ Pieseł szaleje ŁAŁ! Nintendo ŁAŁ. Cały Internet w orgazmie! ŁAŁ! 11/10 ŁAŁ !!! Zelda ŁAŁ!

    • Patryk

      Masz problem z tym, że ktoś wypuścił dobrą konsolę i grę, która okazuje się wyjątkowo udana?

    • Marian Koniuszko

      Ma problem z tym, ze nigdy w to nie zagra.

  • YY

    Gram tylko na smartfonie, więc się nie znam, ale jako Polak jestem po stronie Wiedźmina! Autor broniąc pokemonową Zeldę wykazał się brakiem patriotyzmu! Powiedz jeszcze że Dragon Ball był lepszy od Bolka i Lolka, a możesz śmiało jechać na Madagaskar razem z resztą zdrajców narodu!

  • Darek B.

    nie wierze…..grałem na 3ds w remaki osławionej zeldy i takiej padaki dawno nie widziałem….machanie mieczykiem, błądzenie i bieganie w tę i z powrotem….nie wiem nad czym się ludzie zachwycali…..czy to się zmieniło w tych nowych odsłonach?

    • Tom

      Nie. Nadal jest bieganie tam i z powrotem bez celu, machanie mieczykiem, skakanie, mało fabuły, ogólna cukierkowatość (to w ogóle przypadłość produkcji na Nintendo) tylko to wszystko w wersji „bardziej”.
      Dobrze ktoś napisał… trzeba być wielbicielem Nintendo, żeby się to podobało.
      Tak nie grałem.. i nie zamierzam, ale po tym co na streamach widziałem, to podziękuję. U Rocka nie mogłem się doczekać na kolejny odcinek z Uncharted 4, podobnie u MKRa kiedy grał w Wiedźmina 3, na streamach z nowej Zeldy nie mogłem wytrzymać dłużej niż godzinę. W sumie przemogłem się na tyle (oglądam streamy jak inni seriale), że obejrzałem w sumie może z 10 godziny gry (u różnych streamerów) i dalej mnie nie przekonała. Ergo.. trzeba być fanem Zeldy i/lub Nintendo, albo po prostu lubić takie gierki przygodowo-zbieracko-zręcznościowe.
      Aktualnie odświeżam sobie Wiedźmina 3 w wersji GOTY. Ta gra jest.. piękna. Konstrukcja/projekt świata, questy, muzyka, efekty dźwiękowe.. cRPG pełną gębą (wg. mnie nawet ten nowy Mass Effect Andromeda nie dorasta do pięt W3), głęboki, mięsisty. Kiedy stoisz na pagórku, nad tobą grafitowe chmury zwiastujące deszcz, wicher wieje, miota drzewami, trawą.. to czujesz ten klimat, aż się naprawdę zaczyna robić zimno i w pokoju zaczyna wiać wiatr. To jest imersja.

    • Darek B.

      Tom – nie chce tu wojny tworzyć ale Wiedźmin jest idealnym przykładem przerostu formy nad treścią – Zelda mi właśnie bardzo przypomina wiedzmina – dwa guziki na krzyż w kółko macieja.
      Wiedźmin ma masakrycznie denny system walki wystarczający na parę godzin.A jak nie walczymy to biegamy od npc do npc.
      Nie wspominając o zerowej osi fabularnej – szukamy Ciri i przez całą grę nie dowiadujemy się absolutnie nic o głównym wątku oprócz tego, że Ciri była tu i tam i tamten wie, gdzie jest ktoś, kto zna kogoś, co może widział ciri, ale najpierw trzeba mu wyświadczyć 5 przysług.

    • Tom

      No to jak zwykle rozbija się o osobisty odbiór. Gram w W3 teraz na poziomie wyższym niż średni i każda walka (poza wilkami/psami) jest wyzwaniem, bo można legnąć na glebie po dwóch celnych „strzałach” w ryj. :)
      Co do poszukiwań no to… wygląda to dość realnie. szukanie ludzi, którzy coś wiedzą i mogą skierować dalej.
      Ja się świetnie bawię. Może tak samo świetnie bawią się inni przy nowej Zeldzie?

    • Darek B.

      ot i zagadka :D

    • Kamil

      Skyward Sword, czyli jedna z najnowszych, był jeszcze gorszy. Ale tutaj, moim zdaniem, zmieniło się — i to b. dużo.

    • Marian Koniuszko

      To tak tylko zebys mial kontekst, bo jak sam napisales: „gralem na 3ds w remaki”. Ocarina of Time powstala w 1998 roku. W tym samym roku wyszedl Metal Gear Solid (pierwsza czesc), Half Life (takze pierwsza czesc) i ogolnie opowiadanie historii za pomoca gameplayu a nie scenek przerywnikowych dopiero raczkowalo. Stad tak wysokie oceny dla tej gry i status kultu.

    • Darek B.

      ja w ogole nie mowie o historii ale durnym designie gamepleyu.
      Ocarina każe mi się błąkać do następnego dungeona, który jakoś w miarę sie przechodzi. Majora Mask każe mi powtarzać ciągle te same sekwencje aż naucze się ich na pamięc przy czym wciąż musze biegać długo do następnego celu.

      O fanbojowskim stosunku do Zeldy świadczy fakt, że te remaki zostały średnio po raz kolejny bardzo wysoko ocenione więc argument że to stare jest nie przemawia do mnie. Dlatego nie wierze w żadną recenzję Zeldy, bo na wszystkie patrze jak na majaczenia famboja.
      To samo z serią Dragon Quest – swoją drogą również exclusive na nintendo od długiego czasu już.