0

Recenzja Sonic Boom: Fire & Ice – jeśli tak to ma wyglądać, niech seria lepiej pójdzie na emeryturę

Dawno nie dostaliśmy dobrej gry z Sonikiem. To ten atomowy jeż, który lata temu święcił triumfy i był jedną z najpopularniejszych postaci ze świata gier - oczywiście obok Mario. Ograłem jego najnowsze przygody na 3DS-ie i „rozczarowujące” będzie chyba najlepszym ich podsumowaniem.

Sonic doczekał się takich perełek, jak Sonic the Hedgehog 2, Sonic CD, Sonic 3 & Knuckles, ale również koszmarków pokroju Sonic Boom: Rise of Lyric i minimalnie lepszego Sonic Boom: Shattered Crystal. Boom w nazwie oznacza, że gry stworzone były na podstawie serialu telewizyjnego, można więc przypuszczać że marka miała dostać nowe życie. No jeśli ma ono być efektem takich gier, jak te dwie ostatnie – to ja podziękuję. Niestety Sonic Boom: Fire & Ice jest ich kontynuacją, trochę lepszą, ale wciąż nie mającą startu to dawnych przygód Sonica.

Już naiwniej się nie dało?

Pierwszym z problemów Sonic Boom: Fire & Ice jest kiepska opowieść. Zdaję sobie sprawę z tego, że to platformówka i nikt po grze z Sonikiem nie oczekuje konkurowania z najlepszymi historiami ze świata gier, ale są pewne granice. Otóż już na samym początku gry Sonic i Amy (wspierani zdalnie przez Tailsa) docierają do tajemniczej szczeliny doprowadzającej do anomalii pogodowych. Nagle, nie wiadomo dlaczego dostają specjalne moce ognia i lodu i wyruszają zamknąć wszystkie szczeliny. Podobno łatwiej zrozumieć o co chodzi gdy zna się serial, ale naprawdę choć kilka słów wyjaśnienia – kto, jak, skąd, po co, dlaczego? – by się zwyczajnie przydało. Im dalej w opowieść tym niestety gorzej – przy czym pomysły głównego antagonisty na pokonanie jeżą są żenujące. Podobnie jak żarty, które można usłyszeć w grze.

Po co mi te moce?

Wiemy już, że bohaterowie dostali specjalne moce – ognia i lodu. Mogłoby się wydawać, że wokół nich zostanie zbudowana cała mechanika rozgrywki, co w sumie byłoby ciekawym urozmaiceniem klasycznego systemu, w którym Sonic biegnie przed siebie i zbierając kolejne pierścienie osiąga ogromne prędkości. Ogniem roztopimy napotkane na naszej drodze lodowe bloki, a mocą lodu ponownie je zamrozimy. Rozumiecie? To tyle jeśli chodzi o tytułowe moce i nie zmieniają tego trzy kolejne postacie, które odblokowujemy podczas zabawy. Minigierki są słabe, projekty poziomów nie zachwycają. Owszem, jeżeli zaciśniecie zęby i nauczycie się leveli na pamięć, da się pokonać poszczególne plansze z odpowiednią prędkością, co jest przecież kwintesencją serii. Ale bez tego szybko wytracałem prędkość i zwyczajnie nie miałem frajdy z zabawy.

Sonic Boom: Fire & Ice nie ma „flow”, tej płynności rozgrywki, która zachwycała w klasycznych dla serii odsłonach. To były wymagające gry, ale nawet jeśli siadaliście do nich po raz pierwszy, czerpaliście frajdę z prędkości i wykręconych plansz. Tu zwyczajnie tego nie ma – nie dość, że przeszkody bazujące na ogniu i lodzie tylko irytują, same projekty poziomów nie pozwalają rozwinąć bohaterom skrzydeł.

No dobrze, ponarzekałem, ale jestem grą zwyczajnie rozczarowany. Najwidoczniej bardzo chciałem dostać dobre, ciekawe, wciągające mobilne przygody Sonica. Nie udało się – po pierwszej godzinie z Fire & Ice odłożyłem grę na ponad tydzień i nie miałem ochoty wracać. Potem dostrzegłem, że gra nie jest zła, jest po prostu do bólu przeciętna i jeśli kiedyś będę wspominał ograne produkcje z jeżem, pewnie całkowicie o niej zapomnę. Podobnie jak o walkach z bossami, bo nawet w nich gra niczego fajnego nie pokazuje.

Werdykt

Sonic Boom: Fire & Ice miało ukazać się w ubiegłym roku, ale twórcy dostali kilka dodatkowym miesięcy na dopracowanie swojej produkcji. Aż boję się pomyśleć, w jakim stanie gra była w okolicach wcześniejszego terminu premiery. No nie wyszedł nowy Sonic  i choć na zwiastunach prezentował się zachęcająco, to nie włączałem swojego 3DS-a z uśmiechem na ustach.

Fire & Ice jest niedopracowane, nie zachwyca urodą i irytuje nawiązaniami do serialu. Owszem, przypadnie do gustu jego miłośnikom, ale fani klasycznych przygodówek z niebieskim jeżem poczują się zażenowani kiepską opowieścią i słabymi żartami. Sonic Boom: Fire & Ice to typowa rzemieślnicza robota bez tego czegoś, co wyróżniałoby grę od konkurencji. Poziomy zaprojektowane są przeciętnie, dynamika rozgrywki nie zachwyca, a wykorzystanie mocy rozczarowuje. I nawet muzyka nie ma kompletnie startu do znanych klasyków serii, nawet to udało się zrobić przeciętnie.

Na 3DS-ie jest wiele ciekawszych gier do sprawdzenia i jeśli gra pojawi się w jakiejś konkretnej promocji, wtedy możecie po nią sięgnąć. Póki co omijając Sonic Boom: Fire & Ice niczego nie stracicie. A szkoda, to kolejny dowód na to, że seria nie ma szans wrócić na właściwe tory i zachwycać tak, jak robiła to kiedyś.

Ocena: 5/10