9

Recenzja Final Fantasy XV. Warto było czekać

Długo kazano nam czekać na Final Fantasy XV. Obaw też było sporo, XIII była zła na tak wielu płaszczyznach, że wielu spekulowało koniec serii. Choć FFXV jest inne niż moglibyśmy się spodziewać, potrafi przykuć do ekranu na długie godziny. To naprawdę dobra odsłona.

Zanim zaczniecie swoją przygodę z Final Fantasy XV, gorąco zachęcam do obejrzenia filmu Kingsglaive: Final Fantasy XV. Jeśli nie uda Wam się znaleźć wersji pudełkowej, poszukajcie obrazu w Google Play czy iTunes – wprowadzi Was odpowiednio zarówno w klimat, jak i historię Final Fantasy XV – przy okazji to niezły film z naprawdę dobrą animacją.

W grze przyjdzie nam się wcielić w dość ciekawą i oryginalną, choć kontrowersyjną ekipę młodzieniaszków. Książę Noctis, wraz z trzema przyjaciółmi wyrusza do swojej narzeczonej (Lady Lunafreya) – para ma wziąć ślub, który pomoże królestwu zachować pokój. Kontrowersyjna ekipa? Noctis, Ignis, Prompto i Gladiolus wyglądają bowiem jak boysband i często zachowują się jak rozwydrzone nastolatki. Nadaje to oczywiście grze specyficznego klimatu, jednak robienie sobie zdjęć gdy w okolicy grasują potwory wydaje się być dość oryginalnym pomysłem. Podobnie jak stroje naszego kwartetu – ale warto pamiętać, że to japońska produkcja, tu nic nie powinno dziwić.

Beztroska podróż szybko dobiega końca, w królestwie Noctisa ma miejsce tragedia, która kompletnie zmienia codzienność młodzieńców, nadając fabule FFXV sensu. Opowieść ma swoje lepsze i gorsze strony, czasem jest naiwna, czasem głęboka – boli mnie w zasadzie tylko jedno. Mimo ciągu wydarzeń zarówno nasz bohater, jak i jego przyjaciele, potrafią kompletnie nie wyrażać emocji związanych ze zmianami w ich życiu. Wciąż więc cała przygoda nie jest obarczona jakimś moralnym ciężarem, a szkoda. Z drugiej strony oni i tak wyglądają jak emo, może więc i lepiej że lubią sobie pożartować i cieszyć się młodością.

Jesteśmy drużyną

Czwórka przyjaciół jest ekipą już od pierwszych minut Final Fantasy XV. Oznacza to, że trzyma się razem na dobre i na złe, razem też walczy. Te zależności są obecne przez całą grę mimo tego, że w trakcie przygody spotkamy wielu bohaterów niezależnych. To nie Noctis jest tu główną postacią, a właśnie cały kwartet. Bardzo fajnie pokazano relację ekipy – często przyjemnie słuchało mi się rozmów przyjaciół, czasem się śmiałem, innym razem dziwiłem z ich naiwności czy lekkomyślności. Z bohaterami da się zaprzyjaźnić, jednocześnie miło spędzić czas w ich towarzystwie. Nikt nie gra herosa, każdy ma swój charakter, który daje o sobie znać w wielu momentach. Warto wsłuchać się w z pozoru bezsensowne rozmowy, wyłapać smaczki i tak poznawać relację czwórki czy drobne smaczki fabularne.

Piaskownica

Final Fantasy XV nie jest klasycznym sandboksem, choć na początku sprawia takie wrażenie. O pewnych ograniczeniach wspomnę za chwilę, zanim je zauważycie, dacie się bowiem wciągnąć okolicy. Nie ma tu korytarzy tak znienawidzonych w XIII, uff, co za ulga. Polecam odwiedzać okoliczne bary i rozmawiać z NPC-ami, w taki sposób uzupełnicie mapę o miejscówki warte sprawdzenia. Będą wyścigi Chocobo, lochy, poszukiwanie skarbów czy łowienie ryb – dodatkowych aktywności jest tu naprawdę sporo i czasem potrafią odciągnąć zarówno od wątku fabularnego, jak i misji pobocznych. Jeśli mowa o eksploracji otwartego świata, nieźle wpisują się w nią właśnie misje poboczne. Nie są może specjalnie odkrywcze (a bywają i do bólu powtarzalne), ale pozwalają poznać świat. Warto budować obozowiska, pozwoli to bowiem lepiej kontrolować zdrowie bohaterów, odpowiednio zdobywać punkty doświadczenia oraz poruszać się po mapie. Jeśli widzicie, że jakieś zadanie może być trudne, koniecznie skorzystajcie z takiej miejscówki. Nocowanie pod gołym niebem zwiększy poziom HP, choć czasem lepiej znaleźć budynek, gdzie odpoczynek zwiększy mnożnik doświadczenia (motel czy przyczepa – ale za taką przyjemność musimy zapłacić).

Świetny system walki

Klasyczne dla jRPG, turowe walki nie są już elementem Final Fantasy, więc i obaw co do systemu zastosowanego w XV było sporo. Na szczęście wszystko dograło tu tak jak trzeba i jak na japońskie RPG starcia są niezwykle widowiskowe. Sterujemy w nich Noctisem, wykorzystujemy jednak ładujące się co jakiś czas ataki specjalne kompanów. Są uniki, jest parowanie, są wysokie skoki, doczepianie się okolicznych obiektów (i teleportacja – warpy), zachodzenie wroga od tyłu. Noctis może jednocześnie korzystać z czterech broni – białej, palnej, jest i miejsce na magię żywiołów (ogień, błyskawica, lód – tu zaklęcia przygotowujemy własnoręcznie). Są wszelkiej maści eliksiry, których odpowiednie wykorzystanie ratuje skórę. Walka jest dynamiczna, szybka, a drużynowe ataki naprawdę mają sens, jeszcze mocniej budując to, o czym wspomniałem wcześniej – sens drużyny. Zaimplementowano ponadto opcjonalny tryb przypominający turówkę, ale sam potraktowałem to tylko jako ciekawostkę. Walka w czasie rzeczywistym jest naprawdę świetna i szkoda ją zignorować. Są też oczywiście drzewka rozwoju postaci – ale przyjdzie nam również ulepszać…samochód. Nie jest to może Need for Speed Underground, ale sporo przy tym zabawy.

Wizualnie Final Fantasy XV bywa nierówne. Kapitalnie zrealizowano fragmenty walk, zarówno jeśli chodzi o choreografię, jak i ich oprawę. Świetnie wyglądają czary, niektóre miejscówki wizualnie zachwycają, podobnie jak starcia z większymi przeciwnikami. Muzycznie zakochałem się w motywie przewodnim z ekranu początkowego, choć pozostałe numery, odgrywane w kółko po pewnym czasie irytują. Super drobiazgiem jest możliwość słuchania muzyki w samochodzie. Włączcie sobie tam ścieżkę dźwiękową z Final Fantasy VII, a łezka wspomnień sama pocieknie po policzku. No i scenki przerywnikowe – wyglądają obłędnie.

Ale jak to mówią – nie ma róży bez kolców…

Co nie dograło?

Final Fantasy XV nie jest grą idealną. Jednocześnie to kolejny dowód na to, że w tej generacji Japończycy jakoś nie do końca potrafią okiełznać sprzęty, na jakich pracuje gra. Jednocześnie popełniają błędy, których próżno szukać w największych zachodnich grach AAA.

Ogrywałem wersję na PlayStation 4 Pro i czasem miałem wrażenie, że produkcja lepiej radzi sobie na zwykłym PlayStation 4. W przypadku Pro mamy możliwość wyboru dwóch ustawień rozdzielczości. Lite będzie odpowiadać podstawowemu modelowi PS4 i tu na Pro zobaczymy mniej detali, niższą rozdzielczość, za to animację bez większych przycięć. High na mocniejszej konsoli potrafi natomiast chrupnąć i „skakać”. Nie wiem na ile da się to naprawić w aktualizacjach, ale tego typu „smaczki” nie powinny się tu pojawić.

Kompletnie nie rozumiem po co w ogóle pojawił się w Final Fantasy XV system rozmów – nie da się przy jego pomocy popsuć relacji z innymi postaciami, dokonane przez nas wybory praktycznie niczego nie zmieniają, mogłoby to w ogóle wylecieć. Otwarty świat bywa niestety pusty, co trochę psuje przyjemność z eksploracji. Owszem, potrafi wyglądać świetnie, ale co z tego skoro to często pustkowia?

Coś niedobrego stało się też z systemem podróżowania i jazdy autem. Myślałem, że z każdą kolejną godziną będę w stanie zrozumieć o co chodzi w mapie, jak szybko i bez problemu zmieniać lokacje, tymczasem dalej nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to działa i jaki cel przyświecał twórcom. W dodatku Regalia, czyli nasze auto powinno pozwalać na swobodne zwiedzanie, tymczasem pojazd jedzie jak po szynach, a nasz wpływ na podróż w jego kabinie jest wręcz marginalny i tak naprawdę lepiej ustawiać automat. To ja się pytam – po co w ogóle znalazł się w grze, skoro do niczego się nie przydaje i równie dobrze moglibyśmy po prostu przyspieszać jakoś czas pieszej podróży?

Werdykt

Final Fantasy XIII było tragiczne pod praktycznie każdym względem, więc i strach przed zepsuciem XV towarzyszył mi przez długi czas. Oczywiście gra nie jest idealna, nie jest to też najlepsze Final Fantasy w historii, ale bez dwóch zdań udało się wypuścił najfajniejszą i najbardziej wciągającą odsłonę od lat. Świat FFXV potrafi oczarować, od pewnego momentu gra wciąga fabułą, potrafi przyćmić niedociągnięcia, potrafi zachwycić oprawą czy walkami z większymi przeciwnikami. Jednocześnie oddaje zarówno ducha jRPG jak i całej serii, a braku tego obawiałem się chyba najbardziej. FF mogło skręcić w bardziej zachodnią stronę i wszystko zepsuć, tymczasem udało się zachować odpowiednie proporcje. Fani serii będą się przy tym tytule dobrze bawić, świeżaki też znajdą tu coś dla siebie. Nie jest to Wiedźmin 3, nie jest to Final Fantasy VII, ale Square Enix udało się wypuścić solidną, dużą, rozbudowaną i wciągającą produkcję z naprawdę dobrym i dynamicznym systemem walki.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców

  • M WILUsiek

    Jestem ciekawy dokładniejszej opinii. Czy druga połowa gry, gdy kończy się otwarty świat, jest tak samo dobra? Jak to jest z fabułą, czy jest coraz bardziej niezrozumiała? Od połowy, od miasta wyglądającego jak Wenecja. Czytałem, oglądałem mocno ambiwalentne oceny.

    • Paweł Winiarski

      Imo gra rozkręca się mniej więcej 15 godzin, a liniowość w drugiej połówce nie jest zaskoczeniem, mówiło się o niej od wakacji. Zawsze możesz wykorzystać Umbrę, zawsze to jakieś pocieszenie. Cały czas się zastanawiam, czy podobałoby mi się, gdyby gra została taką, jaka jest w pierwszej połowie, bo jednak trochę inne podejście do drugiej części przygody wprowadza powiew świeżości, ale i wiadomo – ograniczenia. Z drugiej strony opowieść się zagęszcza i zmienia trochę klimat – to moim zdaniem na plus. Na szczęście do XIII wciąż bardzo daleko i to nie są same nudne, puste korytarze. Ambiwalentne oceny są w zasadzie od pierwszych recenzji, ba od pierwszych wrażeń nawet. To też nie jest gra typu „wow, koniecznie zagraj”.

    • M WILUsiek

      W ogóle dzięki za szybkie odpowiedzi. :-) Pozdrawiam!

  • Paweł Owczarek

    Paweł, mapa to przykład dużej pomyłki w UX, dłuższą chwilę mi zajęło zrozumienie o co chodzi.

    W odróżnieniu od 99% map wskazywanie punktu na mapie NIE OZNACZA wędrówki do tego miejsca :) Oznacza pokazanie podglądu / nazwy tej lokalizacji, dzięki czemu możesz ją wybrać strzałkami góra/dół na liście lewej strony (pod warunkiem, że jesteś w odpowiedniej kategorii). X zawsze zatwierdza to, co jest w menu, a nie to, na co pokazujesz na mapie… absurd :)

    Mam wrażenie, że poprawią to w jednym z nadchodzących patchy.

    • Paweł Winiarski

      Ale chociaż zrozumiałeś:) Dla mnie to wciąż wielka tajemnica i boję się ją włączać:P

    • Paweł Owczarek

      Wiesz, to może być złudne :) Na początku też mi się wydawało, że potrafię skręcać Regalią… później okazało się, że jedyne co potrafię zrobić w trakcie jazdy to zarysować lakier o bandę.

  • Arczi

    Miałem się nie czepiać jednak nie potrafię, ale skoro pisze się recenzje wypadało by przynajmniej pograć w grę dłużej niż 2 godziny przed snem. (SPOILER ALERT) Piszesz ze postaci nie wyrażają emocji związanych ze zmianami w ich życiu skoro o całej sytuacji dowiadują się dopiero po jakimś czasie, ale skąd można o tym wiedzieć skoro się tam nie doszło. Regalia jest samochodem luksusowym to tez będzie poruszane w grze a takim jeździ się po drogach do jazdy w terenie macie Chocobo, szybka podróż też jest do ogarnięcia wystarczy tylko zajrzeć do tutoriala;p. System dialogowy pozwala na uzyskanie kilku dodatkowych AP za wybranie właściwej kwestii. Gdyby komuś nudził się motyw muzyczny to utwory z poprzednich części można odtwarzać też poza samochodem jest do kupienia MP3 Player. Gra jest naprawdę świetna i wciągająca chociaż na pierwszy rzut oka wydawała się nie co krótka, ale po napisach końcowych licznik wskazywał mi ponad 60 godzin.

  • Michał Słupski

    Mam wrażenie, że Paweł zrobiłeś tę recenzje grając na szybko. Mi jazda regalią sprawiła mase frajdy, dała duzo Expa i EP. Zrobienie z tej gry motorstorma popsuło by charakter rozgrywki i całościowego doświadczenia.

  • seti

    Mam problem z punktami doswiadczenia nie dodaje mi ich i caly czas mam lvl 1 pomimo 25 tysiecy punktow
    wie ktos dlaczego tak jest ??