Facebook walczy z porno-zemstą
25

Facebook: daj nam swoje nagie zdjęcia, a nie pozwolimy wysyłać innym twoich nagich zdjęć

Temat porno-zemsty powraca jak bumerang i non-stop przyjmuje na sile. Pierwsze kraje zaczynają z tym walczyć na swoje sposoby, a Facebook... chciałby nam pomóc na swój sposób. Dość, hmmm, niecodzienny?

Dożyliśmy czasów, w których niemal każdy ma przy sobie aparat fotograficzny. Co więcej — kilka sekund i możemy się podzielić zrobionym właśnie zdjęciem z ludźmi, którzy mieszkają po drugiej stronie świata — to raptem kilka stuknięć w ekran na krzyż. Dlatego też chyba nikogo już nie dziwią sprawy z wyciekającymi co rusz do sieci nagimi zdjęciami. Specjalnie czy nie — tutaj sprawa jest dyskusyjna. Jedno jest pewne — Facebook przyłącza się do akcji australijskiego rządu w kwestii przeciwdziałania porno-zemście. Ich pomysł może i jest skuteczny, ale dla wielu może okazać się jednak nie do przeskoczenia. Zakłada bowiem wcześniejsze podzielenie się z gigantem… swoimi nagimi fotkami.

Prześlij swoje nagie zdjęcia Facebookowi, a on zadba, aby nie trafiły do ich serwisów

Rusza właśnie program, w ramach którego Facebook będzie automatycznie chronił nas przed udostępnianiem naszych nagich fotografii przez innych użytkowników. Oczywiście dotyczy to nie tylko portalu Zuckerberga, ale także należących do niego Instagrama oraz Messengera. Jak to działa w praktyce? Po skontaktowaniu się z ludźmi z fundacji walczącej z porno-zemstą w Australii, prawdopodobnie poproszą nas oni o wysłanie na Messengerze zdjęć, których wycieku się obawiamy. W ten sposób ślemy grafikę zaszyfrowaną end-to-end, a technologie wykorzystywane przez serwis automatycznie ją sobie oznaczą, tworząc unikalny link i cyfrowy odcisk. Co ważne — firma miałaby nie przetrzymywać samego zdjęcia, a jedynie utworzone przy jego wysyłaniu, wspomniane wcześniej, dane. I w oparciu o nie, jeżeli ktokolwiek próbowałby wysłać te same grafiki raz jeszcze — automatycznie im ten proces uniemożliwi.

Facebook walczy z porno-zemstą

Teoria swoje, a praktyka?

W teorii brzmi to… dziwnie? Niecodziennie? Niebezpiecznie? Jestem ciekawy jak wielu użytkowników zdecyduje się na taki krok. Inną rzeczą która mnie zastanawia, jest kwestia tego, jak zręcznie bedą działać te nowoczesne algorytmy. Czy ten cyfrowy odcisk o którym wspominają twórcy poradzi sobie z tą samą fotografią po edycji? Czy da się łatwo oszukać zmieniając kolory, albo co nieco kadrując? Czy działać będzie z całą „sesją zdjęciową” w tej oprawie, czy tyczyć się będzie tych konkretnych, jednych-jedynych, plików? W tej kwestii pozostaje sporo nieścisłości, a jeżeli będzie to rzecz łatwa do oszukania — to także bez sensu. Już nie mówiąc o tym, że jeżeli ktoś będzie naprawdę złośliwy i chamski, to bardzo łatwo obejdzie tamtejsze blokady i zabezpieczenia, zamieszczając je po prostu na zewnętrznych serwerach i serwując w usługach Facebooka tylko linki.

Kierunek w którym zmierza portal jest bardzo fajny. Sposób — intrygujący i prawdopodobnie dla wielu nieco ekstremalny. Największym pytaniem które się pojawia, jest kwestia skuteczności ich rozwiązań — i jak poradzi sobie z delikatnie zmienionymi grafikami.

Źródło: ABC