12

Pokolenie internetowych ekshibicjonistów, czyli czemu dzielimy się w sieci wszystkim?

W sieci są dziesiątki sieci społecznościowych i w każdej z nich możemy pokazać część siebie. Instagram będzie dobry, gdy chcemy pochwalić się znajomym co jedliśmy na śniadanie, w Linkedin przedstawimy siebie ze strony zawodowej i dzięki temu nikt nie przegapi informacji w naszej nowej pracy, a stary dobry Facebook sprawdzi się gdy chcemy pochwalić się swoimi przemyśleniami czy setkami identycznych zdjęć naszego dziecka. Tylko nie zastanawialiście się […]

W sieci są dziesiątki sieci społecznościowych i w każdej z nich możemy pokazać część siebie. Instagram będzie dobry, gdy chcemy pochwalić się znajomym co jedliśmy na śniadanie, w Linkedin przedstawimy siebie ze strony zawodowej i dzięki temu nikt nie przegapi informacji w naszej nowej pracy, a stary dobry Facebook sprawdzi się gdy chcemy pochwalić się swoimi przemyśleniami czy setkami identycznych zdjęć naszego dziecka. Tylko nie zastanawialiście się czemu tak chętnie dzielimy się tym wszystkim w sieciach społecznościowych?

Od razu zaznaczę, że tak są osoby, które nie maja konta na Facebooku, a o Twitterze nawet nie słyszeli. Jednak nie da się ukryć, że coraz większa część naszego społeczeństwa chętnie korzysta z internetu oraz sieci społecznościowych gdzie zostawiamy o sobie bardzo dużo informacji. Rzućcie też okiem na tekst o użytkownikach tych wszystkich portali, który trochę porusza ten temat.

Cześć, jestem Konrad i chcę pokazać Ci co u mnie!

Zakładam konto, rozglądam się po ekranie głównym i już po chwili zaczynam przeglądać ludzi, których mogę tam znaleźć. Na początku jestem zupełnie sam, żadnych znajomych. Potem szukam pierwszych ludzi. Najpierw tych, których znam najlepiej z „reala”. Paczka znajomych, była dziewczyna, jej brat, moja rodzina i jeszcze kilka innych osób, z którymi mam regularny kontakt teraz lub kiedyś łączyło mnie coś więcej niż „Cześć – Cześć”. Tak powolutku zapełniam sobie listę kontaktów.

Najpierw Ci znajomi, których znam dobrze. Potem Wojtek z studiów, którego mijam codziennie na korytarzu, Ania z zeszłotygodniowej imprezy, którą znalazłem na zdjęciach klubu, w którym byłem i Natalia, czyli siostra mojej poznanej w sieci znajomej. Szybko przekraczam 100 znajomych na niebieskim portalu. Po czasie stukają 2 setki, a potem to już leci lawinowo i nawet nie wiem kiedy jest ich już pół tysiąca.

Fot 1

Każdy ma inne podejście do internetowych znajomości

Oczywiście to jest tylko jedna z możliwości bycia w sieci. Sam jestem dobrym jej przykładem, ponieważ mam aktualnie 995 znajomych. Większość z nich spotkałem na żywo, ale teraz nawet nie pamiętam kim są. Jestem harcerzem i na takich imprezach są tysiące ludzi, a co najmniej z dziesiątkami można zamienić chociaż kilka słów.

Jestem też blogerem, więc naturalnie mam na swojej liście wielu innych ludzi dzielących się tym co rano zjedli na śniadanie i jaki strój ubiorą na zabawę sylwestrową. Nie da się ukryć, że dodaje sporo ludzi na swojego fejsa, ale nie wrzucam zupełnie anonimowych mi osób.

Jednak z drugiej strony są ludzie, których kontakty to maksymalnie kilkadziesiąt osób. Nie akceptują oni nikogo przypadkowego i każdy z ich znajomych jest rzeczywiście kimś ważnym w ich życiu. Żadna z tych dróg nie jest lepsza, sam jestem zwolennikiem postępowania pod tym względem jak tylko dusza zapragnie. Dla niektórych facebook to miejsce do komunikacji z przyjaciółmi, a inni będą go wykorzystywać jako narzędzie do promocji swojej osoby. Nie da się jednak ukryć, że nowe pokolenie coraz chętniej dzieli się swoim życiem w sieci.

Każdy z nas jest „blogerem” i to często bardzo wylewnym!

Przeczytałem już dziesiątki tekstów o tym kim jest bloger. Najprościej mówiąc jest to osoba, która ma bloga, ale według niektórych każdy kto dzieli się jakimiś treściami w sieci również może nim być. Sam nie do końca zgadzam się z tą definicją, ale nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach większość z nas jest twórcami treści. Doskonale to pokazują tzw. „fejmy” na asku, czyli ludzie znani z tego, że odpowiadają na pytania innych na Ask.fm.

Jednak zajmijmy się tym czym my dzielimy się w sieci. Pokazujemy tam co jedliśmy na śniadanie, co zakładamy na siebie, wyrażamy swoje zdanie na aktualne tematy, opisujemy swoje wakacje… Streszczamy swoje życie w facebookowej tablicy lub w postaci zdjęć na Instagramie. Tyle głosów było o prywatności w sieci i przeglądaniu naszych danych przez NSA, a tak naprawdę to wielu z nas dostarcza dziennie dziesiątki informacji o sobie zupełnie dobrowolnie i nie trzeba być agentem, żeby mieć do nich dostęp. Doskonale pokazują to chociażby te filmy:

To ma plusy!

Wbrew pozorom dzielenie się tyloma informacjami w sieci ma sporo plusów. Jeśli mamy bardzo wielu znajomych i nie chcemy pisać do każdego ze wszystkim co się u nas dzieje to możemy po prostu wrzucić to na FB. Żyjemy w tak zabieganych czasach, że często nie mamy możliwości, żeby zadzwonić do kilkudziesięciu osób i pytać o u nich, ale jednocześnie chcemy to wiedzieć. Internet nam w tym pomaga. Ja teraz jestem od kilku miesięcy w Chinach i dzwonienie do znajomych odpada, ponieważ stypendium by mi nie starczyło na rachunek telefoniczny. Dzięki sieci wiem co u nich, kto bierze ślub, kto spodziewa się dziecka, a kto kupił sobie nową grę na Playstation.

Podobnie jest gdy internet jest narzędziem do budowania naszej pozycji specjalisty w danej dziedzinie. Blogerzy budują sobie popularność, ale kowal może dzięki temu pokazać swoje prace szerszemu gronu ludzi, a grafik, muzyk czy jakikolwiek artysta jest w stanie zainteresować swoimi pomysłami potencjalnych pracodawców. Dzielenie się wszystkimi informacjami z jakieś wycinka naszego życia może sprawić, że po pewnym czasie będziemy uznawani za znawców tego tematu.

Ale ma też minusy!

I tych jest chyba jeszcze więcej, ale pod warunkiem, że nieumiejętnie korzystamy z sieci. Sam nie raz widziałem fotki propagujące nienawiść do kogoś innego lub pokazujące jak „dobrze” bawiliśmy się na wczorajszej imprezie. Oczywiście każdy korzysta z Social Media jak tylko chce, ale może to odbić się czkawką za kilka lat, gdy będzie chciał być brany poważnie przez inne osoby.

Poza tym pisanie na facebooku, że wyjeżdżamy na 2 tygodnie, a mieszkanie będzie w tym czasie stało puste nie jest zbyt rozsądne. Podobnie jak pisanie, że się wygrało większą sumę pieniędzy czy o jakichkolwiek kłopotach finansowych. Sporo jest rzeczy, których lepiej nie publikować w sieci. Jednak przejdźmy do meritum tego wpisu, czyli…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czemu dzielimy się tym wszystkim w sieci?

To pytanie jest bardzo ciężkie, ponieważ zapewne można znaleźć dziesiątki, jak nie setki odpowiedzi, które świetnie będą pasować. Ja bym chciał wyróżnić dwie odpowiedzi, które moim zdaniem są najtrafniejsze.

Pierwszą z nich jest chęć informowania wszystkich znajomych co robimy, gdzie jeździmy i jakie mamy obiady. Powodów takiego działania może być sporo. Ja jestem teraz na drugim końcu świata i chcę pokazać ważnym dla mnie ludziom ciekawe miejsca w Chinach czy orientalne jedzenie. Czemu tak robię? Lubię być w centrum uwagi. Cieszę się gdy ktoś daje mi lajka, napisze coś od siebie czy da jakikolwiek inny wyraz tego, że mu się to podoba. Może to być internetowy narcyzm, a może tylko duża otwartość na świat, którą mogę na razie wyrazić jedynie w taki sposób.

Drugą odpowiedzią jest moim zdaniem to, że chcemy kreować lepszą wersję siebie w internecie. Znam kilka osób, które na żywo są cichymi myszkami w na facebookowej tablicy to dusze towarzystwa. Gdy rozmawiam z nimi w 4 oczy to czasem ciężko jest dowiedzieć się co tak naprawdę myślą, ale w sieci mają zdanie na każdy temat. Kreujemy się na specjalistów, imprezowiczów, znawców wszystkiego, bogaczy czy po prostu spoko ludzi.

Dla wielu internet jest swego rodzaju grą. W komputerowych rozgrywkach możemy być zabójcą smoków, gangsterem oraz najlepszym piłkarzem wszech czasów.

Prawdziwe życie nie jest takie łatwe i dla wielu przez to jest dużo mniej atrakcyjne. Portale społecznościowe dają nam możliwość połączenia tych dwóch światów. W sieci mamy nasze prawdziwe życie, ale możemy je trochę podkoloryzować. Mamy alter ego. Lepsze, ładniejsze, bogatsze i zabawniejsze.

Dzielić się czy się nie dzielić?

Moim zdaniem dzielić się, ale z rozwagą. Nie każda informacja jest tego warta i nie każda powinna się znaleźć na naszej tablicy. Sam czasem eksperymentuje z treścią jaką się dzielę i wrzucam różne rzeczy na swojego fejsa, ale zawsze trzymam się zasad, które sam sobie ustaliłem. Najważniejszą jest to, że jestem dokładnie taki sam w sieci jak jestem na żywo. Czasami się mądrzę, czasami wklejam memy, ale zawsze są to rzeczy, z którymi się identyfikuję. I chociaż jestem internetowym ekshibicjonistą pełną gębą, ponieważ ilość moich wpisów często doprowadza znajomych do szału to dzielę się tym rozsądnie. A to jest chyba w tym najważniejsza…

Zdjęcia: 1, 2, 3.

  • Nie przeszkadza mi duża ilość wpisów i postów, pod warunkiem, że niosą za sobą jakąś treść. To może być przysłowiowe zdjęcie obiadu, ale jeśli jest to dowcipne czy niesie za sobą jakąś wiedzę, to jestem w stanie to strawić. Gorzej, jeśli ktoś sądzi, że wszystko, dosłownie wszystko, co pomyśli, jest warte upublicznienia, to wtedy jest problem…

    • Kamil

      Dokładnie. Był tekst o tym, że blogerzy nie mają możliwości (głównie finansowych), żeby być na miejscu różnych wydarzeń, robić reportaże na żywo, albo dobre rozpoznanie „w terenie”. I ja to rozumiem.

      Gorzej natomiast, gdy blogerzy w ogóle nie wykonują żadnej pracy przed rozpoczęciem pisania tekstu. Bo przeczytanie kilku wpisów kolegów z AW to nie jest rozpoznanie tematu!

      Na poczatku miałem nadzieję, że autor coś przeczytał na ten temat. Przecież ukazały się już głośne wydawnictwa: http://www.danah.org/itscomplicated/

      Gdyby autor omówił tezy chociaż tej jednej książki, byłaby to dla mnie pewna wartość i na pewno coś wyróżniającego AW od innych blogów. Zamiast tego mamy kolejny wpis, w którym autor zdaje się celebrować jako-takie opanowanie trudnej sztuki pisania po polsku. To za mało!

  • „Przeczytałem już dziesiątki tekstów o tym kim jest blogerem.”
    „kim jest bloger”

    Czemu dzielimy się wszystkim w sieci. Proste ludzie zawsze się tym dzielili, sieć dała im po prostu większe pole do popisywania się. Np. rodzice zawsze zanudzali znajomych albumami ze zdjęciami swoich dzieci. Amatorzy jakiegoś hobby zawsze lubili mówić o tym co ich interesowało, teraz mogą na ten temat postować. Nic w tym nowego, nowy jest tylko sposób popisywania się.

    • neutrico

      Oj, ale jest w tym wszystkim jednak element skali i targetu.

      Ludzie są społeczni i owszem dzielili się informacjami, wiedzą, emocjami. Ale… z wybranymi osobnikami.

      Rodzice zanudzali albumami… ale tylko na spotkaniach i te zdjęcia były „snapshotem” pokazanym na moment konkretnej osobie.

      Teraz… wrzucają foty które są trzymane na wieki na serwerach jakiejś firmy w USA… często są udostępniane jako publiczne bo ludzie nie wiedzą jak ustawiać parametry prywatności itp. itd. I moim zdaniem jest to gigantyczna różnica.

    • Prawda, internet dał możliwość dotarcia do większej liczby oglądających.
      Osobiście nie widzę w tym problemu poza sprawą dzieci. Rodzice tworzą strony, albumy, wideoteki ze swoimi pociechami. A te przecież mogą tego nie chcieć. Rodzice dobrze zostali skarykaturowani w filmie Stop! Or My Mom Will Shoot, gdzie matka pokazuje wszystkim zdjęcia policjanta granego przez Stallone’a.

    • Proto

      Jedno się nie zmieniło – nadal rodzinne zdjęcia powinni oglądać tylko najbliżsi (rodzina i przyjaciele).

      Moim zdaniem należy spojrzeć na współczesny ekshibicjonizm nieco inaczej. To serwisy społecznościowe ‚wymusiły’ zmiany, dając początkowe ustawienia prywatności na ‚widać wszystko’ zamiast ‚nic nie widać’.
      Serwis, dowolny, ma bowiem interesy sprzeczne z interesami użytkownika.

      I tak jak piszesz, wielu ludzi nie umie zmienić ustawień, i żywi naiwne przekonanie, że ‚przecież i tak prawie nikt tego nie ogląda’.

  • Roman

    Nie dzielimy się tylko chwalimy. Licząc na podziw i uznanie.
    Jedni chwalą się tym co stworzyli, a inni swoją konsumpcją.
    Dziennikarze/plotkary chwalą się tym co przeczytali/usłyszeli gdzieś indziej.

  • Będzie coraz słabiej w tej materii…

  • rr

    Fascynujące…

  • Nijaki

    Ten tekst taki trochę jak wypracowanie z ósmej klasy podstawówki… Nijaki.

  • Gal Anonim

    A ja mam osobiście w d… co słychać u innych. Zupełnie mnie to nie obchodzi. Sam też nie uzewnętrzniam się na profilach społecznościowych i jest mi z tym wyjątkowo dobrze. Wychodze z założenia ze każdego interesuje w gruncie rzeczy jego własna dupa więc po kiego grzyba mam mówić innym co u mnie słychać. Moje życie – moja sprawa. No ale na takich łebkach to raczej portale społecznościowe się nie „dorobią” :))) Zachowanie prywatności w dzisiejszych czasach jest cenniejsze niż złoto :)

  • Pingback: Wizerunek w sieci jest jak gra RPG, czyli tworzymy super postać! - AntyWeb()