103

Włączyli mi właśnie w domu łącze 250 Mbps. Kto by pomyślał, że kiedyś 33600 bps było szczytem marzeń

Nie byłem pierwszym Polakiem, któremu podłączono w domu internet. Nie mam też najszybszego łącza, nawet wśród redaktorów Antyweb. Ale po wczorajszej zmianie taryfy dostawcy i włączeniu 250 Mbps wróciły wspomnienia czasów, gdy osiągnięcie 33600 bps na modemie nie było codziennością, a szczytem marzeń.

Mierz wysoko – mówili. Chyba nikt, kto korzystał z komutowanego dostępu do internetu nie myślał, że jeszcze za naszego życia domowe łącza internetowe będą osiągać tak zawrotne prędkości. Ba, nikt ich nie potrzebował, w końcu internet był inny, wszystko „ważyło” nieporównywalnie mniej.

Zadzwonił do mnie wczoraj ktoś z infolinii mojego operatora kablówki i przypomniał, że od dawna nie zmieniałem nic w swojej taryfie. A tymczasem za symboliczne kilka złotych (oczywiście co miesiąc) mogę podwoić prędkość internetu. Już ja wiem jak to z tym podwajaniem jest, oferta to jedna, realna prędkość drugie. I choć czeka mnie wymiana routera (jakich sprzętów Wy używacie?) pod kątem WiFi będzie konieczna, po tak zwanym kablu jest bardzo przyzwoicie.

Mam więc te 250 Mbps i w zasadzie sam do końca nie wiem po co. Aha, no przecież nie do przeglądania sieci, bo tu 120 Mbps było i tak niepotrzebne, przez wiele lat wystarczały zdecydowanie słabsze łącza. A wyjazdy służbowe nauczyły, że i na hotelowych WiFi można wysłać na YouTube filmy po 1,5 gigabajta. Tak czy inaczej, mam, wszystko pobiera i wysyła się szybciej. Jestem zadowolony, za kilka dni zapomnę o zmianie i przypomni mi o niej dopiero kolejny, wyższy rachunek.

Kiedyś marzyłem o stałym 33600 bps

Wychowałem się bez internetu, ten przyszedł dopiero w szkole średniej i w dodatku nie na stałe. Miasto, z którego pochodzę miało bardzo starą (II wojna światowa) wojskową centralę telefoniczną. Oznaczało to, że powiew nowoczesności przyszedł tam później niż w innych miastach i trzeba było się męczyć jeśli ktoś planował połączenie modemowe. Po prostu wdzwanianie się pod 0202122 działało jak chciało. Często połączenie było zrywane od razu, czasem po minucie. Rachunki mówiły co innego – ciągłe próby połączenia równa się konieczność zapłaty. Potem ktoś poszedł po rozum do głowy, przypomniał sobie, że jest coś takiego jak internet i ludzie faktycznie kupują modemy w okolicznych sklepach komputerowych. Wspominałem o tym przy okazji tekstu dotyczącego wdzwaniania się do internetu i mocno zachęcam do jego przeczytania. Mimo czterech lat na karku jest wciąż aktualny, jak to teksty wspominkowe.

Tymczasem zastanawiam się czy kiedyś osiągniemy w dodam prędkości łącz, których nie będziemy już musieli ulepszać. Wspomniałem o tym, że kilkadziesiąt czy kilkaset megabitów nie jest potrzebne do przeglądania sieci, ale przecież internet to już dawno nie tylko strony i głupie/śmieszne obrazki. Powiedziałbym wręcz, że to już dawno zostało zepchnięte na dalszy plan.

Netflix walczy o to, by jak najlepsza jakość filmów i seriali była dostępna dla osób o jak najsłabszych łączach. Kompletnie się temu nie dziwię, 250Mbps to przeciętny internet w Warszawie, są przecież miasta czy miejscowości, gdzie 50 Mbps to łącze nierealne, a ludzie walczą z dostawcami, którzy za niemałe pieniądze oferują kiepskiej jakości połączenie. Jest oczywiście coraz lepiej i będzie coraz lepiej. Ale to cały czas się jakoś równoważy, bo i internet jest coraz „cięższy”.

Chcesz pograć? Czeka Cię konieczność pobierania kolejnych aktualizacji, po 1,2, 3, 20 gigabajtów. Póki co większość z nich nie jest niezbędna do samotnego grania, a jedynie do sesji wieloosobowych, ale kto wie – może któregoś dnia bez tych 5 gigabajtów gra zwyczajnie się nie uruchomi? Już sama konieczność ciągłego podłączenia do sieci bywa problematyczna, liczę więc na to, że w przypadku takiego scenariusza gracze wywalczą to, co wywalczyć trzeba.

Do czego więc ma mi się niby przydać te 250 Mbps, w końcu muszę jakoś usprawiedliwić ten większy abonament w kablówce? Każdemu z nas się spieszy, zawsze lepiej wykonać jakąś pracę szybkiej, szczególnie oszczędzając czas na działaniach, które można zrobić poświęcając im mniej czasu. Tu zdecydowanie zawsze przydaje się lepszy upload, szczególnie kiedy regularnie wysyłam na YouTube filmy na nasz kanał. Ale przecież wszyscy w Antywebie pracujemy w sieci, nie zawsze siedzimy w jednym pomieszczeniu, korzystamy z chmury, wysyłamy sobie pliki, czasem lepiej przecież przesłać coś w 10, a nie w 20 minut. Recenzuję dużo gier, PlayStation Store może nie jest demonem prędkości, ale zawsze jest szansa na to, że te 40 gigabajtów gry pobierze się szybciej niż wolniej. Szybsze łącze fajnie zmienia wizyty na Steamie, tam często udaje się je wykorzystać prawie całkowicie. 250 Mbps to dużo, czy mało? Zależy jak na to patrzeć. Żadne łącze z kablówek nigdy nie będzie za szybkie, a ten nieszczęsny problem uploadu zniknie dopiero gdy zamiast 250/20 (download upload) w takich samych cenach będą łącza symetryczne, nawet o zdecydowanie niższych parametrach pobierania. A że się to nigdy nie wydarzy, pozostaje zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy od domowego internetu.

Photo: Obraz stockowy/Depositphotos.