11

Kryptowaluty to pralnia brudnych pieniędzy. Sumy robią wrażenie

Bitcoin był jednym z najgorętszych tematów ubiegłego roku, kurs kryptowaluty rósł w fenomenalnym tempie. Teraz też jest o nim głośno, bo cyfrowy pieniądz tanieje. Podobnie zachowuje się cały ten rynek. Jedni przekonują, że to chwilowe spadki, drudzy twierdzą, że powietrze uchodzi na dobre z balonika, jeszcze inni zapewniają, że to przyszłość, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Jednym z jego przejawów miałaby być... większa kontrola nad tym segmentem. Bo brak regulacji, który wielu postrzega jako wielki atut tych projektów, stał się też poważnym zagrożeniem.

Kryptowaluty to pralnia brudnych pieniędzy – do takich wniosków może dojść osoba, która o sektorze wie niewiele i zapozna się z artykułem, w którym przywołuje się wypowiedzi przedstawicieli Europolu. Stwierdzają oni wprost, że przestępcy nauczyli się wykorzystywać cyfrowe pieniądze do ukrywania swoich działań przed organami ścigania. Proceder ponoć kwitnie, a funkcjonariusze w krajach europejskich (zjawisko jest zapewne znacznie szersze) niewiele mogą z tym zrobić.

W tekście wspomniano, że od 3 do 4 mld funtów pochodzących z przestępstw ulega wypraniu, w którym wykorzystuje się kryptowaluty. To daje kilkanaście miliardów złotych, mówimy o naprawdę wielkiej skali. Jak wygląda ów proces? Brudne pieniądze za zamieniane na bitcoiny, duże sumy dzieli się na mniejsze, a następnie przekazuje osobom, które na pozór nie mają zbyt wiele wspólnego z przestępcami. Potem bitcoiny zamienia się na tradycyjne waluty, po czym trafiają one do przestępców. Proces, który trudno prześledzić.

Czy w tym procederze wykorzystuje się wyłącznie bitcoina? Zdecydowanie nie – to najbardziej popularny cyfrowy pieniądz, w jakimś stopniu stał się synonimem całego rynku, ale środki pierze się też korzystając z innych walut – wartość wszystkich jeszcze niedawno mocno szła w górę. Zawrotną kapitalizację w pewnym momencie zyskał nawet stworzony dla żartu dogecoin – to najlepiej pokazuje, jakie rzeczy działy się w interesie w ostatnich kwartałach. Niektórych to cieszy, dostrzegają na horyzoncie widmo szerszych zmian w sektorze finansowym, obalenie starego porządku. Jednak to, co wydaje się szansą, może też być zagrożeniem.

Przedstawiciele służb przekonują, że taki stan rzeczy, brak kontroli, nie może się utrzymywać – dopóki kryptowaluty pozostaną poza systemem, poza działaniami regulatorów, będą stwarzać problem. Nie chodzi jedynie o naciąganie obywateli, narażanie ich na straty obietnicami szybkiego i dużego zysku: tu pojawia się już wątek przestępczości zorganizowanej, dla której cyfrowe pieniądze są poważnym ułatwieniem. Teraz mowa o kilku miliardach funtów, za jakiś czas może to być kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt miliardów. W ramach potwierdzenia, że coś jest na rzeczy przywołam tekst, w którym informowałem o historii z Bułgarii. Tamtejsze służby rozbiły grupę przestępczą, doszło do aresztowań:

Wraz z członkami tej szajki, przechwycono część ich majątku. Było to m.in. 213,5 tysiąca bitcoinów. To nie powinno dziwić, przestępcy lokowali pieniądze w bitcoinie, ponieważ uważali go za bezpieczną lokatę kapitału, sposób na ukrycie pieniędzy pochodzących z przestępstw. Otwartą kwestią pozostaje to, czy służby przechwyciły wówczas wszystkie środki ukryte w ten sposób? To jednak schodzi na dalszy plan, bo intryguje już wspomniane dwieście kilkanaście tysięcy.[źródło]

W chwili pisania tamtego tekstu środki były warte ponad 3 mld dolarów, czyli około 1/5 długu publicznego Bułgarii. Zdecydowanie nie mówimy o zabawie. I chociaż doskonale rozumiem obawy przedstawicieli Europolu, domyślam się, że fani cyfrowego pieniądza nie wyjdą naprzeciw ich oczekiwaniom. Usłyszymy, że jeśli ten sektor zacznie być ściśle kontrolowany, pojawią się patologie znane za starych rozwiązań. Można zakładać, że o porozumienie będzie tu bardzo trudno.