67

Kierowca Seicento wykorzysta pieniądze ze zbiórki, ale… za kilka lat?

Mamy ciąg dalszy historii zbiórki na rzecz młodego kierowcy, który brał udział w wypadku rządowej limuzyny wiozącej premier Beatę Szydło. Wbrew temu, co pisali niektórzy, nie dzieje się źle, organizator zrzutki nie uciekł z pieniędzmi, a kwesta nie okazała się wielką ściemą.

Kierowca Seicento nadal nie otrzymał pieniędzy, które dla niego zebrano. A mówimy o sporej kasie, przekroczono próg 150 tysięcy złotych (cała suma nie trafi do Sebastiana K., część pobierze np. Pomagam.pl). Czy to oznacza, że organizator zbiórki zniknął z kasą, jak informowali niektórzy politycy czy przedstawiciele mediów? Nie – to była zwykła plotka, powielana bez sprawdzania faktów. Człowiek, który uruchomił zbiórkę, przekonał się, czym jest hejt w Sieci.

Skoro jednak Sebastian K. nie otrzymał pieniędzy, a organizator z nimi nie zniknął, to co się dzieje? Wirtualna Polska twierdzi, że kierowca Seicento postanowił, iż nie ruszy tych środków do czasu prawomocnego wyroku w sprawie wypadku. A na ten może poczekać nawet kilka lat. Co w tym czasie będzie się działo z zebraną kwotą?

Do końca tygodnia zebrane 150 tys. zł z konta portalu Pomagam.pl zostaną przelane na specjalnie założoną lokatę. W transakcji pośredniczy pełnomocnik Sebastiana K. Władysław Pociej. – W najbliższych dniach przekażemy organizatorowi zbiórki dane do konta, na które trafią pieniądze – mówi Wirtualnej Polsce adwokat. – To kwestia kilku dni. Jestem w kontakcie z ojcem Sebastiana oraz mec. Pociejem – mówi Rafał Biegun, organizator zbiórki.[źródło]

Jeżeli pieniądze faktycznie trafią na lokatę i będą czekać do wyroku, to rozwiązanie można uznać za sensowne – przestaną krytykować ci, którzy podkreślają, że kasa pójdzie do człowieka, który spowodował wypadek. Co wydarzy się potem? Zobaczymy – od tych decyzji może nas dzielić sporo czasu. Ale niektórych pewnie i tak będzie bolała myśl, że młody człowiek może dostać czyjeś pieniądze…;)